29.03.2011 23:40

Autor: Kuba

Nouvelle Vague w Eterze

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


nouvelle-vague.jpg Nouvelle Vague w Eterze

Francuska nowa fala w stylu retro.

W pewien piątkowy wieczór duszne wnętrze wrocławskiego klubu Eter zmieniło się na chwilę w dostojny, francuski lokal, gdzie sceną rządzili niepodzielnie mistrzowie interpretacji zimno falowych przebojów lat 80-tych, czyli Nouvelle Vague. Warto jednak zastanowić się nad tym, czy było to występ z kategorii “wyśmienity”, czy po prostu była to krótka podróż francuskimi alejkami marząc o dobrym winie i wolności seksualnej, która po swoich podlotach zakończyła się tylko na kategorii “poprawne”.

Koncert rozpoczął się standardowo z lekkim opóźnieniem, ale wyszło to właściwie na lepsze, gdyż Eter zdążył szczelnie zapchać się fanami Francuzów. W popielniczkach setki slim’ów, w dłoniach piwa i drinki. Na nogach, które kobiety skrzętnie zaczęły pokazywać z uwagi na wiosnę, rajstopy, na głowach bereciki, kapelusiki i wszelakie nakrycia głowy. I ten tłok, pełno ludzi na balkonie, pod sceną, obok sceny. Frekwencja dopisała, jak na tego rodzaju występ, co dla zespołu zdecydowanie można zapisać in plus.

Troszkę inna sprawa jest z samym wykonaniem. Nie mogę powiedzieć, że koncert był słaby czy nieprofesjonalny. Wręcz przeciwnie, muzycy popisali się swoimi umiejętnościami tworzenia świetnych melodii, nieraz bardzo chwytliwych. Wokalistki, Liset Alea i Mareva Galanter, również dały nieprzeciętny pokaz umiejętności modulacji wokalu, niesamowitego zróżnicowania materiału. W sumie rzadko można usłyszeć ludzką trąbkę, która brzmiała w realistyczny sposób, a słodkie minki, latające obcasy i przytulania do piersi na pewno pobudziły męską część widowni.

Z drugiej jednak strony brakowało mi trochę takiej płynności i klimatu, który w moim przekonaniu gdzieś się ulotnił. Nie wiem, czym jest to zawinione. Może przyczyna leży w źle dobranym repertuarze, gdyż niektóre utwory typu “All My Colours” czy “Bela Lugosi’s Dead” zwyczajnie mnie wynudziły i przez chwilę miałem ochotę obrócić się na pięcie i wyjść po angielsku. Może chodziło o to, że po prostu już przestałem tak bardzo emocjonować się muzyką, którą tworzy ten zespół. Albo to nie był dobry czas na nową falę.

Lecz pomimo mojej apatii do koncertu muszę powiedzieć, że znalazło się kilka utworów, których fenomenalne wykonanie powaliło z nóg. Świetna wersja “Master And Servant” Depeche Mode czy “Love Will Tear Us Apart” Joy Division niesamowicie nastroiły klimatycznie. Hit zespołu The Specials, “Friday Night, Saturday Morning” wybrzmiał z iście rockową pasją i w moim przekonaniu zrównał się z oryginałem tworząc intrygującą i mocną wersję wyrywającą do tańca. Zaś zamykające koncert “In A Manner Of Speaking” z repertuaru Tuxedomoon miało swój hipnotyczny i cudowny akcent na koniec koncertu. I były dwa bisy, co oznacza, że zarówno zespołowi, jak i publiczności się podobało.

Nouvelle Vague w pewnych kręgach jest niejakim ewenementem, gdyż eksperymenty muzyczne zyskują ciągle nowych słuchaczy, a frekwencja na wrocławskim występie jest tego najlepszym dowodem. Zagrali w moim przekonaniu przyzwoity i ładny koncert, którego wspomnienia minęły niczym TGV pędzące po francuskich torach. Dla innych był to może koncert tak niezapomniany, jak piękny jest Paryż.

Kuba Serafin

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.