24.10.2010 13:01

Autor: Krzysztof Kowalczyk

No Age – “Everything In Between”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


no-age-everything-in-between.jpg No Age – “Everything In Between”
Sub Pop/2010

Dużo pomysłów na to, jak ugryźć prostotę i hałas.

Jeszcze dziesięć lat temu Los Angeles nie było wcale kojarzone z ciekawą sceną muzyczną. Największe miasto w Kalifornii nie cieszyło się w tej sferze szacunkiem. Zmiany przyszły wraz z noise’owymi zespołami z kultowego klubu The Smell oraz z pojawieniem się artystów tworzących świeży, instrumentalny hip hop, takich jak Nosaj Thing i Flying Lotus. Teraz No Age (związani właśnie z The Smell) dokłada do tego pozytywnego wizerunku kolejną cegiełkę.

Kto widział występ duetu w tym roku w Dolinie Trzech Stawów, zapewne poczuje się “Everything In Between” zaskoczony. Koncert w Katowicach był prostą, punkową energią, czystą radością z młócenia w perkusję i gitarę, a elektroniczne smaczki jedynie towarzyszyły zgiełkowi płynącemu z głośników. Właśnie w tę konwencję wpisało się kilka utworów z nowego albumu, zaprezentowanych na żywo polskiej publice. Na samym krążku sprawa okazuje się znacznie bardziej skomplikowana.

Z całą pewności jest to najbardziej piosenkowa płyta ze wszystkich w dorobku Amerykanów; “Depletion” mogłoby z powodzeniem lecieć w Eska Rock i wielbiciele Strachów na Lachy pomyśleliby, że słuchają jakichś młodziaków grających kalifornijskiego punka. Jednak, standardowy słuchacz rzeczonego radia zdziwiłby się, słysząc “Common Heat” – freak folk, dający dojść do głosu gitarze akustycznej i grzechotkom. A już na pewno skasowałby z dysku płytę, gdy dotrwałby do “Skinned”, w którym Kalifornijczycy eksperymentują z ambientowym tłem i dziwnymi stukotami.

Tytuł albumu okazuje się najtrafniejszym podsumowaniem jego zawartości – na “Everything In Between” znalazł się galimatias gatunków i inspiracji. Hałas, z którym do tej pory duet był głównie kojarzony, tym razem musi dzielić miejsce choćby z eksperymentami, post-rockowymi pejzażami, a nawet gdzieniegdzie wrażliwością nacechowaną klimatem marzycielskiego chillwave’u.

Kolejna bardzo dobra płyta, przejście do Sub Popu i co raz większa popularność – jak to możliwe, że jeszcze do niedawna Los Angeles nie kojarzył się właśnie z takimi wykonawcami jak No Age.

Krzysztof Kowalczyk

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,75 / 10)


Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.