13.12.2009 23:57

Autor: marcwandas

Nirvana – “Live At Reading”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


nirvana_live_at_reading.jpg Nirvana – “Live At Reading”

Minęło kilkanaście lat, a ten zespół to wciąż żyła złota. Na absurd może zakrawać fakt, że po rozwiązaniu zespołu w dramatycznych okolicznościach wydano więcej płyt sygnowanych nazwą “Nirvana”, niż jeszcze za życia Kurta Cobaina. Z niektórymi artystami tak bywa i zazwyczaj dobrze to o nich świadczy. Świat potrzebuje legendy, a Kurt i jego Nirvana idealnie się do tej roli nadają.

Sięgnąłem po to wydawnictwo bez entuzjazmu. Tysiące razy słuchałem “Unplugged”, oglądałem urywki niedawno wydanego “Live, Tonight, Sold Out”, oglądałem “Live and Loud”, koncert zarejestrowany na potrzeby MTV, wreszcie miałem bliższą styczność z “From the Muddy Banks of the Wishkah”, wobec którego “Live At Rading” wydał mi się pomysłem wtórnym. Przesłuchałem. I jednak nie, jednak wydawnictwo to rzuca zupełnie nowe światło na działalność koncertową Nirvany. Przynajmniej dla kogoś, kto nie miał szansy, by wybrać się na ich koncert.

“Live, Tonight, Sold Out” i “From the Muddy Banks of the Wishkah” to zlepki kawałków różnych koncertów Nirvany. “Unplugged” była płytą zupełnie wyjątkową, jednorazowym wyjątkiem od reguły, kiedy przykuty do fotela Kurt śpiewał czyściutko przy gładkim, bezbłędnym akompaniamencie. A tutaj dostajemy coś zupełnie innego. “Live At Reading” daje słuchaczowi obraz regularnego koncertu Nirvany zarejestrowanego w pełnym wymiarze. Kurt nie śpiewa, on się drze, wyje, zdziera gardło. W zwrotkach od święta zdarza mu się trafiać w nuty, przy riffowych refrenach masakruje gitarę, solówki gra z subtelnością epileptyka targanego ciężkim atakiem choroby. Novoselic praktycznie nigdy do niego nie stroi, do tego często nienaturalnie windując poziom basu ponad gitarę. Może zresztą była w tym metoda, kiedy nie można było polegać na partiach sćpanego do granic możliwości Kurta. No i walący bez litości w bębny Grohl. Dziś robi to o wiele lepiej.

Nie wiem, jak to się wszystko kupy trzyma. Co chwila przechodzi mi przez myśl: “Nie, za chwilę partie się rozjadą, Kurt straci głos, umrze na scenie, gitara pęknie Kristowi na pół, a bębny z niczego staną w ogniu. I po zabawie.” A jednak nie mam pojęcia, jakim cudem trójka muzyków doprowadza to oparte na kontrolowanym chaosie widowisko do końca.

O, przed chwilą przeszły mnie ciary. Leci sobie “School”, a ja wyobrażam sobie, co tam mogło się dziać. Na scenie i pod nią. Bo pod sceną chaos mógł być trochę mniej kontrolowany. Ja bym przynajmniej nie mógł się opanować.

Nie ma tutaj wykonań fajnych, ładnych, wpadających w ucho. Są natomiast takie, które wgniatają w fotel, wbijają w ziemię, masakrują. Wspomniane “School”, “Drain You”, nawet ograne do granic możliwości, zbezczeszczone przez Kurta “Smells Like Teen Spirit”. Do tego Kurt nie ma w sobie nic z tego sympatycznego, lekko przyćpanego starszego kumpla, opowiadającego anegdotki na “Unplugged”. Zero kontaktu z publicznością. Nie licząc, rzecz jasna, muzyki, która ten rekompensuje. I z nawiązką.

Jeśli szukacie prezentu dla młodszego rodzeństwa, kupcie im ten album. Nirvana to świetny punkt wyjścia do muzycznych poszukiwań, o czym przekonał się niżej podpisany.

Kolejny raz przechodzi mi przez myśl “szkoda chłopa”. Szczególnie po wieści, że Pearl Jam będą headlinerem Open’era.

Marcel Wandas

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (21 głosów, średnio: 8,05 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.