Festiwal Frytka Off 2017'

06.05.2012 11:13

Autor: Marek Pawłat

Niechęć – “Śmierć w miękkim futerku”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Niechęć – “Śmierć w miękkim futerku”
Wytwórnia Krajowa/2012

“Brejkać wszystkie rule”.

- Czym jest jazz? – pyta dziennikarz Lestera Bowie.
- Jazz to kreatywna przestrzeń. Możesz robić, co ci się żywnie podoba. Wpierw porządnie naucz się zasad gry, a następnie je złam. Potem pierdol zasady, pierdol jazz! Większość jazzmanów będzie jechała po tobie za to, że grasz rocka. Rockowcy będą robili to samo – bo grasz jazz. Jeśli nie należysz nigdzie, należysz wszędzie – i oni ci tego zazdroszczą. Należy grać to, co ci gra w duszy. To jest najważniejsze – i to jest twoja jedyna powinność.

Bo jazz generalnie wywodzi się z amerykańskich brudnych ulic, opanowanych przez czarnoskórą ludność o afrykańskim rodowodzie. W ich głowach nierzadko dominowały emocje skrajne, będące wyrazem frustracji wywołanej społecznym położeniem afroamerykańskiej populacji. Stąd muzyka stała się dla tej części zubożałego środowiska medykamentem ujarzmiającym psychologiczny ból istnienia, a także swego rodzaju buntem, który kilkadziesiąt lat później uprawiali chociażby punkowcy – rzecz jasna w nieco innej formie. Dlatego dzisiejsze pojmowanie jazzu – nieco wypaczone – jako muzyki łagodzącej obyczaje, lubowanej przez inteligencką warstwę zbiorowości, nie w pełni oddaje prawdziwy charakter tego zjawiska. Bo jazz w zamyśle to nie miało być “luźne” dmuchanie w trąbę czy ślepe walenie w bębny – klasykom chodziło o wolność uwypuklania stłumionych w nich refleksji, nawet jeśli miało się to odbywać za pomocą hucznych scenicznych happeningów.

W podobnych okolicznościach – po bezpardonowym wtargnięciu na scenę podczas zamknięcia legendarnego klubu Akwarium – dała się poznać formacja Niechęć. Przy pokaźnym aplauzie audytorium, zademonstrowali swoje buńczuczne oblicze nieskrępowanego żadnymi regułami bandu. W rozumieniu gatunkowym – bandu przynależnego do szeroko pojmowanej muzyki alternatywnej, któremu najbliżej scenie okołojazzowej. Wreszcie bandu, który mniej lub bardziej świadomie nawiązuje do niesfornej trójmiejskiej sceny yassowej lat dziewięćdziesiątych. “Śmierć w miękkim futerku” jako konglomerat tradycji jazzowej, gitarowej psychodelii i post-rockowej estetyki, zrodził się w postaci swobodnego ujęcia wszelakich odruchów ludzkiej podświadomości. A to wszystko podstemplowane hasłem o nieprzynależności do jakiegokolwiego zbiorowiska, co podkreślał Bowie. Tak rozumiana niezależność może być skierowana przeciwko każdemu kto spróbuje ją nagiąć we własną stronę. Dlatego istotną kwestią w takiej okoliczności pozostaje odcięcie się od wszelkich prób usystematyzowania danej twórczości względem całego artystycznego medium. Przestrzeń wykreowana za pomocą kilku nieskomplikowanych zabiegów pozwala odbiorcy odczuć atmosferyczność łamania konwenansów. Ten album jawnie podstawia nogę artystycznemu ładowi, ale także bylejakości pojmowanej jako odmawianie litanii do muzycznej inkwizycji.

Stopniowe budowanie wspomnianej atmosferyczności czyni openera albumu “After You” swoistym donośnym manifestem na cześć… No właśne, czego? A może przeciwko czemu? Tutaj pozostaje otwarta odpowiedź, co jest domeną jazzu jako przedmiotu improwizacji i wewnętrznej ekspresji w tej danej dla artystów chwili. Dalej leci niesamowity “Taksówkarz”, z odważną, zakrawającą o post punk etykietą. Jednak włosy stają dęba dopiero w trakcie ulotnej, saksofonicznej improwizacji Maćka Zwierzchowskiego. Na takich utworach można mosty budować! Jak jest dobrze, to nie ma powodu, aby zwalniać. “Prozak” to w zasadzie nic nowego w zestawieniu z poprzednikiem, lecz warto go wymienić w kontekście mocnych akcentów tej płyty. “Fecaliano” wprost pije do stylistyki rockowej, choćby za sprawą typowej dla niej budowy utworu oraz backgroundowych przesterów gitary Rafała Błaszczaka. Szczypty psychodelii doznajemy w utworze “Mojry”, który po kojącym początku przeistacza się w hałaśliwy pęd saksofonu, w towarzystwie goniącej sekcji rytmicznej. Osobliwym występkiem jest “Relaks dub”, nawiązujący nie tylko tytułem do dubu, a wszystko za sprawą zwierzchniego kontrabasu Stefana Nowakowskiego.

Czy Niechęć ma w głębokim poważaniu jazz? Nie sądzę. Zresztą już kiedyś Świetlicki “brejkał wszystkie rule” i wyszło mu to raczej na dobre. Bycie nikim oznacza bycie kimś – tylko w innym znaczeniu. Bycie nikim to nic innego niż stan wyobcowania z określonego grona, do którego niekoniecznie chcemy przynależeć. Taka alienacja bywa zbawienna dla ludzkiego ego, a także niekiedy czynnikiem warunkującym artystyczną ekspresję, z czego wypływa jedyna powinność każdej prawdziwej jazzowej jednostki – “graj to, co ci gra w duszy”.

Marek Pawłat

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 7,13 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.