02.08.2010 00:39

Autor: marcin

Nie przegap na Offie! – artyści polecają

Kategorie: Czytelnia, Felietony, POLECAMY, Tylko u nas

Wykonawcy: | | | | | | | | | | | | | |


Britain Glastonbury Festival Nie przegap na Offie! – artyści polecają

Polscy artyści, którzy wystąpią na Off Festivalu, opowiadają nam o swoich koncertowych faworytach tegorocznej edycji. Dowiedz się kogo polecają Lao Che, Muchy, Indigo Tree i inni.

Krojc – Lao Che (Matmos / Mouse On Mars / Lali Puna)

Wiele zespołów jest wartych polecenia na Offie 2010, bo line-up w tym roku jest bardzo bogaty. Zaproponuję może kilka pozycji z gatunki elektroniki:

Matmos – jeśli ktoś jest fanem muzyki elektronicznej i wybiera się na festiwal,  to nie może ominąć tego koncertu. Matmos to duet (M.C. Schmidt and Drew Daniel) ze Stanów Zjednoczonych znany m.in ze współpracy Bjork (m.in współpraca koncertowa). Ich muzyka to eksperymentalna elektronika najwyższych lotów złożona z brzmień starych analogowych syntezatorów oraz różnorodnych dziwnych dźwięków zsamplowanych na potrzeby utworów (np.: dźwięk uciekającego powietrza z balonika, odgłosy insektów czy też dźwięki zwolnionych gwizdów, świstów lub obcinanych włosów, itp.). Wszystko to osadzone w ciekawych bitach i rytmach, przy których nie można się nudzić.

Mouse On Mars – to niemiecki duet tworzący muzykę elektroniczną (Jan St. Werner, Andi Toma), w którą wplatane są instrumenty zaliczane do instrumentów ściśle rockowych, czyli bębny, bas, gitara. Duet powstał w pierwszej połowie lat 90tych i nagrał kilka dobrych płyt z muzyką, która łączy w sobie elementy elektroniki, disco, rocka czy techno. Współpracowali m.in z zespołem Stereolab. Z rzeczy pozamuzycznych – podobno panowie urodzili się tego samego dnia w tym samym szpitalu.

Lali Puna – kolejny niemiecki zespół na festiwalu (niemiecka scena elektroniczna jest bardzo bogata), który zaprezentuje piosenki osadzone w elektronice. Być może słowo piosenki nie jest zbyt trafne, ale na scenie pojawi się śpiewająca Pani Valerie Trebeljahr, która jak mało kto potrafi wtopić się swoim głosem w bity i basy niemieckiej elektroniki. Zespół nagrał 4 płyty długogrające wydane przez znaną niemiecką wytwórnię Morr Music.

Michał Wiraszko – Muchy (The Flaming Lips)

Jeśli w zasięgu wyobraźni mamy możliwość otrzymania wrażeń podobnych do tych z Zoo Amphitheatre w Oklahomie, to innych powodów nie trzeba szukać. Nawet na Wikipedii jest napisane, że “acclaimed for their elaborate live shows, which feature costumes, balloons, puppets, video projections, complex stage light configurations, giant hands, large amounts of confetti, and frontman signature man-sized plastic bubble, in which he traverses the audience”. Koncertowe DVD U.F.O.s at the Zoo odopowiednio wzmoży apetyt przed samym koncertem. Nie mam pojęcia, co i z jakiej płyty zagrają, ale to na pewno będzie kilkadziesiąt minut ścieżki dźwiękowej do doskonałego wieczoru albo na odwrót. Flaming Lips – rzecz obowiązkowa jak religia w polskiej szkole! Choć nie powinienem może tak mówić o obowiązkowości, bo kiedy ostatnio tak zachwalałem koncert ostatecznie na niego nie dotarłem.

Filip Zawada – Indigo Tree (William Basinski)

W sumie nie ma jakiegoś jasnego wyjaśnienia dlaczego akurat jego koncert polecam. Być może dlatego, że nie specjalnie przepadam za słońcem, a u niego jest ciągły mrok? Być może dlatego, że lubię koncerty, na których można siedzieć? Być może dlatego, że wolę być smutny niż wesoły? Być może dlatego, że nigdy nie byłem na jego koncercie? Być może dlatego, że nie kojarzy mi się z czasami, w których chodziłem do szkoły? Być może dlatego, że warto jest zadać więcej pytań niż udzielać błędnych odpowiedzi?

Kuba Ziołek – Tin Pan Alley, Ed Wood
(Philip Jeck)

Jako, że nie znam bądź nie jestem fanem 90% zespołów z tegorocznego “line-upu”, a koncerty rockowe niekoniecznie wywołują we mnie ciarki, to w tym roku najbardziej interesuje mnie występ Philipa Jecka, jednego z moich ulubionych artystów elektronicznych, prawdziwej legendy tej sceny. Szczególnie cenię sobie dwie jego późniejsze produkcje: “7″ i “Sand”, będące dla mnie idealnym podsumowaniem jego turntablistycznej wyobraźni, dźwiękowej bezkompromisowości w kakofonicznym organizowaniu ampli i gdzieś pomiędzy trzaskami ukrytej, lecz głębokiej psychodelii. Polecam też płytę “Surf” – wczesną próbkę jego eksplozywnej osobowości artystycznej. Jeck jest człowiekiem instytucją: muzykiem, dj-em, performerem, twórcą muzyki do teatru i tańca, twórcą muzycznych instalacji, ale przede wszystkim dźwiękowym terrorystą, jednym z najdłużej pracujących w swej kategorii. To prawdziwa radość dla mnie, że będę mógł go wreszcie zobaczyć w Polsce. Szkoda tylko, że gra on na samo zamknięcie festiwalu o 3 w nocy i żeby do niego dotrwać będę musiał się przemęczyć przez rzeczy w rodzaju Flaming Lips czy Raveonettes.

Natalia Fiedorczuk – Natalie And The Loners (Flaming Lips / Lenny Valentino i inni)

Tegoroczny off festiwal będzie dla mnie pierwszym w ogóle, bo- no cóż, moja próżność i ambicja od lat podpowiadały mi “nie jedź na festiwal dopóki nie będziesz w lajnapie”, bo tak naprawdę bardzo źle znoszę duże ilości ludzi w jednym miejscu. Tym razem nie mam wyjścia. Mam nadzieję że przekonam się do przeżycia zbiorowego na koncertach Flaming Lips- tam na pewno będzie gorąco i tłoczno, ale ciekawość i sympatia dla świrów z Oklahomy jest znacznie silniejsza. Tak samo z Lenny Valentino- w końcu to praktycznie niekoncertująca supergrupa, więc z pewnością publika dopisze. W tym i ja.

Introwertyczne skłonności zagonią mnie raczej do namiotu Offensywy i na scenę eksperymentalną. Ta pierwsza na pewno skusi mnie występem Mouse on Mars, a także reprezentant od lat przeze mnie uwielbianej wytwórni labrador- Radio Dept. Gdyż ja w ogóle lubię pop.

Spotkać pod sceną będzie mnie można na pewno na Aptece (Menda!), a także na występie VooVoo, gdzie zaprezentują “Sno-powiązałkę” – płytę moim zdaniem niezwykle ważną dla historii polskiej muzyki młodzieżowej. Nie odpuszczę Pink Freudów, bo z tego co doczytałam towarzyszyć będzie im legendarny poznański wibrafonista Jerzy Millian, który w latach 50 tych grał z Krzysztofem Komedą.

A pewnie i tak będzie sporo niespodzianek i, cóż, rozczarowań. Chociaż tych drugich życzyłabym sobie jak najmniej.

We Call It A Sound (Raekwon)

Jako szalikowcy dobrego hip hopu zza wielkiej wody z czystym (acz czarnym) sumieniem rekomendujemy koncert Reakwona, który zamykać będzie scenę leśną w piątek. Darujmy sobie frazesy o jego powinowactwie z Wu Tang Clan czy szafowanie rozmaitymi ksywkami Woodsa- to właśnie ten gig będzie najlepszą okazją do pobujania się przy oldschoolowych biciwach i wsłuchania się w niepodważalny flow legendy. Cieszy to niesamowicie i wznieca nadzieję, że Rap przez duże “r” zadomowi się na Offie na dobre. Reakwon to nasz zdecydowany faworyt do miana najlepszego koncertu festiwalu, a że mamy to szczęście grać w tym samym dniu na tej samej scenie, to po cichu liczymy klepnąć sobie z Chefem pionę na backstage’u i pognać pod samą scenę w jak najszerszych spodniach, yo.

foto: Jim Ross

wyszperaj coś więcej ▼

Krojc ? Lao Che

Wiele zespołów jest wartych polecenia na Offie 2010 bo line-up w tym roku jest bardzo bogaty. Zaproponuje może kilka pozycji z gatunki elektroniki:

Matmos – jeśli ktoś jest fanem muzyki elektronicznej i wybiera się na festiwal … to nie może ominąć tego koncertu. Matmos to duet (M.C. Schmidt and Drew Daniel) ze Stanów Zjednoczonych znany m.in ze współpracy Bjork (m.in współpraca koncertowa). Ich muzyka to eksperymentalna elektronika najwyższych lotów złożona z brzmień starych analogowych syntezatorów oraz różnorodnych dziwnych dzwięków zsamplowanych na potrzeby utworów (np.: dzwięk uciekającego powietrza z balonika, odgłosy insektów czy też dźwięki zwolnionych gwizdów, świstów lub obcinanych włosów.. itp.). Wszystko to osadzone w ciekawych bitach i rytmach, przy których nie można się nudzić.
Mouse on mars – niemiecki duet tworzący muzykę elektroniczną (Jan St. Werner, Andi Toma), w którą wplatane są instrumenty zaliczane do instrumentów ściśle rockowych, czyli bębny, bas, gitara. Duet powstał w pierwszej połowie lat 90tych i nagrał kilka dobrych płyt z muzyką, która łączy w sobie elementy elektroniki, disco, rocka czy techno. Współpracowali
m.in z zespołem Stereolab… Z rzeczy pozamuzycznych … podobno panowie urodzili się tego samego dnia w tym samym szpitalu.

Lali Puna – kolejny niemiecki zespół na festiwalu (niemiecka scena elektroniczna jest bardzo bogata), który zaprezentuje piosenki osadzone w elektronice. Być może słowo piosenki nie jest zbyt trafne, ale na scenie pojawi się śpiewająca Pani Valerie Trebeljahr, która jak mało kto potrafi wtopić się swoim głosem w bity i basy niemieckiej elektroniki. Zespół nagrał
4 płyty długogrające wydane przez znaną niemiecką wytwórnię Morr Music.

Michał Wiraszko – Muchy

Jeśli w zasięgu wyobraźni mamy możliwość otrzymania wrażeń podobnych do tych z Zoo Amphitheatre w Oklahomie, to innych powodów nie trzeba szukać. Nawet na Wikipedii jest napisane, że “acclaimed for their elaborate live shows, which feature costumes, balloons, puppets, video projections, complex stage light configurations, giant hands, large amounts of confetti, and frontman signature man-sized plastic bubble, in which he traverses the audience“. Koncertowe DVD U.F.O.s at the Zoo odopowiednio wzmoży apetyt przed samym koncertem. Nie mam pojęcia, co i z jakiej płyty zagrają, ale to na pewno będzie kilkadziesiąt minut ścieżki dźwiękowej do doskonałego wieczoru albo na odwrót. Flaming Lips - rzecz obowiązkowa jak religia w polskiej szkole! Choć nie powinienem może tak mówić o obowiązkowości, bo kiedy ostatnio tak zachwalałem koncert ostatecznie na niego nie dotarłem…

Filip Zawada ? Indigo Tree

W sumie nie ma jakiegoś jasnego wyjaśnienia dlaczego akurat jego koncert polecam. Być może dlatego, że nie specjalnie przepadam za słońcem, a u niego jest ciągły mrok? Być może dlatego, że lubię koncerty, na których można siedzieć? Być może dlatego, że wolę być smutny niż wesoły? Być może dlatego, że nigdy nie byłem na jego koncercie? Być może dlatego, że nie kojarzy mi się z czasami, w których chodziłem do szkoły? Być może dlatego, że warto jest zadać więcej pytań niż udzielać błędnych odpowiedzi?

Kuba Ziołek ? Tin Pan Alley, Ed Wood

Philip Jeck

Jako, że nie znam bądź nie jestem fanem 90% zespołów z tegorocznego ?line-upu?, a koncerty rockowe niekoniecznie wywołują we mnie ciarki, to w tym roku najbardziej interesuje mnie występ Philipa Jecka, jednego z moich ulubionych artystów elektronicznych, prawdziwej legendy tej sceny. Szczególnie cenię sobie dwie jego późniejsze produkcje: ?7? i ?Sand?, będące dla mnie idealnym podsumowaniem jego turntablistycznej wyobraźni, dźwiękowej bezkompromisowości w kakofonicznym organizowaniu ampli i gdzieś pomiędzy trzaskami ukrytej, lecz głębokiej psychodelii. Polecam też płytę ?Surf? ? wczesną próbkę jego eksplozywnej osobowości artystycznej. Jeck jest człowiekiem instytucją: muzykiem, dj-em, performerem, twórcą muzyki do teatru i tańca, twórcą muzycznych instalacji, ale przede wszystkim dźwiękowym terrorystą, jednym z najdłużej pracujących w swej kategorii. To prawdziwa radość dla mnie, że będę mógł go wreszcie zobaczyć w Polsce. Szkoda tylko, że gra on na samo zamknięcie festiwalu o 3 w nocy i żeby do niego dotrwać będę musiał się przemęczyć przez rzeczy w rodzaju Flaming Lips czy Raveonettes.

Natalia Fiedorczuk ? Natalie And The Loners

Tegoroczny off festiwal bedzie dla mnie pierwszym w ogole, bo- no cóz, moja prożność i ambicja od lat podpowiadały mi “nie jedź na festwial dopóki nie będziesz w lajnapie”, bo tak naprawdę bardzo źle znoszę duże ilości ludzi w jednym miejscu. Tym razem nie mam wyjścia. Mam nadzieję że przekonam się do przeżycia zbiorowego na koncertach Flaming Lips- tam na pewno będzie gorąco i tłoczno, ale ciekawość i sympatia dla świrów z Oklahomy jest znacznie silniejsza. Tak samo z Lenny Valentino- w końcu to praktycznie niekoncertująca supergrupa, więc z pewnością publika dopisze. W tym i ja.

Introwertyczne skłonności zagonią mnie raczej do namiotu Offensywy i na scenę eksperymentalną. Ta pierwsza na pewno skusi mnie występem Mouse on Mars, a także reprezentant od lat przeze mnie uwielbianej wytwórni labrador- Radio Dept. Gdyż ja w ogóle lubię pop.
Spotkać pod sceną będzie mnie można na pewno na Aptece (Menda!), a także na występie VooVoo, gdzie zaprezentują “Sno-powiązałkę”- płytę moim zdaiem niezwykle ważną dla historii polskiej muzyki młodzieżowej.
Nie odpuszczę Pink Freudów, bo z tego co doczytałam towarzyszyć będzie im legendarny poznański wibrafonista Jerzy Millian, który w latach 50 tych grał z Krzysztofem Komedą.

A pewnie i tak będzie sporo niespodzianek i, cóż, rozczarowań. Chociaż tych drugich życzylabym sobie jak najmniej.

We Call It A Sound

Jako szalikowcy dobrego hip hopu zza wielkiej wody z czystym (acz czarnym) sumieniem rekomendujemy koncert Reakwona, który zamykać będzie scenę leśną w piątek. Darujmy sobie frazesy o jego powinowactwie z Wu Tang Clan czy szafowanie rozmaitymi ksywkami Woodsa- to właśnie ten gig będzie najlepszą okazją do pobujania się przy oldschoolowych biciwach i wsłuchania się w niepodważalny flow legendy. Cieszy to niesamowicie i wznieca nadzieję, że Rap przez duże “r” zadomowi się na Offie na dobre. Reakwon to nasz zdecydowany faworyt do miana najlepszego koncertu festiwalu, a że mamy to szczęście grać w tym samym dniu na tej samej scenie, to po cichu liczymy klepnąć sobie z Chefem pionę na backstage’u i pognać pod samą scenę w jak najszerszych spodniach, yo.




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.