08.02.2009 22:15

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Nickel Eye – “The Time Of The Assassins”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


nickel-eye-the-time-of-the-assassins.jpg Nickel Eye – “The Time Of The Assassins”

Tak to już jest, że członkowie zespołów, które odniosły znaczący sukces, wcześniej czy później nabierają chęci na sprawdzenie swoich sił w solowym projekcie. Efekty takich przedsięwzięć są bardzo różne, często jest to rodzaj papierka lakmusowego na to, jaką tak naprawdę rolę odgrywa dana osoba w swojej głównej grupie. Te same ambicje dopadły niedawno Nikolaia Fraiture, basistę The Strokes.

Gdzie jak gdzie, ale w The Strokes bas zawsze był na pierwszym planie. Fraiture to ten typ basisty, który nie zadowala się ciągłym graniem ósemkowego rytmu, stanowiąc dla perkusisty żywy metronom. Jego styl gry udowadnia, że niskie tony mogą grać tak samo istotną rolę, co gitara elektryczna. Bez wątpienia więc jest utalentowanym basistą, ale jak poradził sobie z komponowaniem, pisaniem i śpiewaniem piosenek?

Na początku radzę wszystkim zapomnieć o The Strokes oraz ich indie-rockowych hitach. Wszystko, od nazwy Nickel Eye, przez wygląd okładki, kończąc na samej muzyce, świadczy o tym, że artysta poszedł w inną stronę. Neil Young, “Siedmiu Wspaniałych” i samotny cowboy z gitarą przy ognisku – z tym właśnie kojarzy się album “The Time Of The Assassins”. Trzeba przyznać, że sama koncepcja jest niezła, ale oddzielnym tematem jest przyjemność, jaka płynie ze słuchania tego krążka.

Zaczyna się obiecująco. “Intro (Everytime)” przyjemnie buja basowym riffem, a “You And Everyone Else” to dobrze zaaranżowana i wykonana piosenka. Śpiew Fraiture jest pełen leniwej maniery, notabene przypominającej wokal lidera jego macierzystej grupy, Juliana Casablancasa. Gitara akustyczna zdecydowanie dominuje na całym krążku, porządnie współgrając z sekcją rytmiczną. Wszelkie bardziej elektryczne brzmienia są z reguły eksponowane w solówkach. I to wszystko naprawdę się sprawdza. Gdzieś tak do połowy płyty. O ile piąte na liście “This Is The End” jeszcze wydaje się chwytliwe, to pojawiające się w końcówce “Another Sunny Afternoon” już nuży. A przecież słychać, że niektóre utwory mają spory potencjał i gdyby dłużej nad nimi popracować wyszedłby całkiem przyzwoity album.

Nickel Eye nie okazał się niestety najcelniejszą i najszybszą strzelbą po tej, ani po żadnej stronie Rio Grande. “The Time Of The Assassins” należy traktować jako ciekawostkę, na której można znaleźć kilka całkiem przyjemnych kawałków. Same szlachetne inspiracje (np. w postaci Leonarda Cohena) i kilka ciekawych pomysłów niestety nie czynią z tego albumu dzieła, do którego po pierwszym przesłuchaniu chciałoby się jeszcze wracać.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 5,60 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.