23.10.2010 09:09

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Newest Zealand – “Newest Zealand”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


newest-zealand-album.jpg Newest Zealand – “Newest Zealand”
Ampersand Records / 2010

Kontynuacja estetyki znanej z albumu “Lake & Flames” grupy The Car Is on Fire. Zresztą materiał na “Newest Zealand” zaczął powstawać właśnie w tamtym okresie. Niektóre piosenki istniały w formie szkiców, mniej lub bardziej rozbudowanych i mogły równie dobrze trafić na płytę z 2006 roku.

Zarysy poszczególnych kompozycji poczęły wyłaniać się w trudnym dla Borysa Dejnarowicza okresie. Poszukiwanie własnej tożsamości, transgresja granicy wieku młodzieńczego – konieczność przejęcia odpowiedzialności. Ślady tych przeżyć wyraźnie zostały odciśnięte na zawartości krążka. Jak sam autor przyznaje, mało tutaj optymistycznych akcentów. Szczególnie w warstwie tekstowej odczuwalny jest pesymizm, zwątpienie czy niepewność. Różnorodne instrumenty, dodatkowe smaczki produkcyjne i chwytliwe melodie wskazują jednak na inne oblicze utworów. Czyżby to była zasługa legendarnych akordów septymowych?

Sporo utworów korzysta na repetycji poszczególnych motywów. Podobne podejście można było zaobserwować na EP “No Mood”, wydawnictwie powstałym we współpracy z Piotrem Maciejewskim (Muchy). Permanentne powtarzanie niektórych fraz uczyniło z piosenki “Magenta Ants” coś na kształt antytezy dla reszty kompozycji zgromadzonych na tym eksperymentalnym albumie. Debiut pod szyldem Newest Zealand jest na pewno bardziej przystępny aniżeli te kilka kompozycji duetu CNC. Niezależnie od tego ile jest indywidualnych, autorskich komponentów wykonanych przez zaproszonych gości, a ile materiału to po prostu realizacja założeń dyrygenta Dejnarowicza – estetyka i stylistyka całości wydają się być wielowymiarowe. Spektrum muzycznych kolaborantów jest niebywale szerokie; wymienienie wszystkich artystów wymagałoby poświęcenia całego akapitu. Przedstawienie zaledwie kilku z nich byłoby niesprawiedliwe, lecz niech za egzemplifikację tego przekroju posłużą tak wydawałoby się oddalone od siebie w kontinuum muzycznym osobistości jak Krzesimir Dębski i Ala Boratyn (ex-Blog 27). Trzon stanowią natomiast Borys Dejnarowicz, Piotr i Paweł Zalewscy, Remek Zawadzki oraz w głównej mierze odpowiedzialny za produkcję Peter Bergstrand.

Porównania, zestawienia, inspiracje…Nie wiem czego słuchał demiurg tego projektu, nie wiem również czego słuchali jego towarzysze i towarzyszki. Zresztą aktualnie jedyne co wiem to scio me nihil scire. Zestawianie artysty z innymi może się zakończyć w Polsce urazem fizycznym. Nie pomoże nawet monitoring Jezusa.  A Najnowsza Zelandia może wywołać asocjację z The Beatles. W każdej głowie mogą rodzić się jednak inne skojarzenia, tak oto pojawia się w eterze nazwa Porcupine Tree (do tej komparacji odniósł się Borys Dejnarowicz na swoim blogu). W notatce prasowej padają ponadto nazwy takich zespołów jak The Flaming Lips, ELO, Phoenix czy Kings of Convenience. Słyszalne są także echa poprzednich dokonań muzyka. Mnogość instrumentów, rytmicznych popisów i wyciszonych inkrustacji sprawia, iż podanie TEJ JEDYNEJ inspiracji zakrawa na kpinę. Szczególnie uwzględniając dziennikarską historię Mr. Dejnarowicza.

Krążek obfituje w kompozycje z chwytliwymi patentami. Przede wszystkim utwory, które zostały zaprezentowane w audycjach radiowych jako pierwsze – “As Sure As Sunrise” oraz “Yours Sincerely” – wybijają się na tle pozostałych po pierwszym przesłuchaniu. Struktura tej pierwszej kompozycji może wzbudzać podziw; swoją oryginalnością i pomysłowością (np. partia trąbki). Podobno nie mamy co liczyć na powrót do mętnej rzeki indie. I bardzo dobrze, boć w tej eklektycznej formule BD smakuje najlepiej. Dla rozczarowanych przeznaczone są jednak pewne momenty, choćby “He Said He’s Sad” z minutową repetycją gitarowego riffu albo żwawe “Dreamt of You”.

Interesujące, ckliwe rozładowanie napięcia następuje w najdłuższej na płycie piosence “Splash Boom Crash”. Oczywiście to nie koniec atutów. Wyliczanka trwać wiecznie nie będzie, lecz za wkład w edukację obywateli poprzez naukowe tytułowanie (“Neocortex”) należą się brawa. Sympatyczna niespodzianka czai się także pod koniec materiału, mowa o “Rensen Brink”. Spokojna, lekko wyciszona i jednocześnie przebojowa dzięki refrenowi kompozycja z zaskakującą partią skrzypiec. Paradoksalnie urokliwe jest także outro w postaci “Elimination & Lemon”; ascetyczne w formie, sprawiające nawet wrażenie niedopracowania albo pierwotności.

Po debiucie koncertowym projektu opinie były ambiwalentne. Po debiucie wydawniczym kontrowersji zapewne także nie zabraknie, atoli różnica skumulowanych opinii w obu wypadkach będzie prawdopodobnie statystycznie znacząca. Tak, identyfikacja z liryczną zawartością + zamiłowanie do repetycji motywów + umiłowanie “la la la” oraz “pa pa ra pa” zrobiły swoje. Pod względem angielszczyzny nie ma się czego wstydzić. Kwalitatywnie kompozycje nie odbiegają znacząco od produkcji zagranicznych, takie jest także zdanie moich dość wybrednych zagranicznych znajomych. Odpowiadanie na pytanie co jest odpowiedzialne za efekt ostateczny (megalomania, depresja maniakalna czy coś zupełnie innego) zostawmy najbardziej kompetentnym, czyli tabloidom. Na rynku polskim nisza popowej alternatywny była wyjątkowo uboga. Być może “Newest Zealand” przyczyni się do rozmnożenia przedstawicieli tego obszaru. Niektórych irytować będzie maniera wokalna Borysa Dejnarowicza – dlaczego on tak jęczy, dlaczego nie podnosi kącików ust w trakcie śpiewania? Nieprzekonanym polecam zapętlanie utworów na noc, przynajmniej opowiedzą się jednoznacznie za którąś stroną. Niewątpliwie jest to jedna z lepszych polskich produkcji mijającej dekady (jeżeli ktoś optuje za innym system liczenia to musi poczekać z jakimkolwiek werdyktem).

PS. na oficjalnym kanale youtube zespołu dostępnych jest wiele materiałów dokumentujących proces nagrywania, a także tych post-produkcyjnych

Łukasz Stasiełowicz

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (21 głosów, średnio: 6,38 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.