29.09.2010 23:49

Autor: Michał Wieczorek

Neil Young – “Le Noise”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


neil-young-le-noise_article_story_main.jpg Neil Young – “Le Noise”
Reprise/2010

Dwóch Kanadyjczyków i hałas.

Tytuł nowej płyty Neila Younga dobrze oddaje jej zawartość. Już pierwsze, mocno przesterowane dźwięki “Walk With Me” to potwierdzają. Young nigdy nie grał tak brudno, nawet na “Mirrorball”, na którym towarzyszył mu Pearl Jam. Teraz jest sam, tylko z gitarą. I Danielem Lanois.

Rodak Younga miał ogromny wpływ na “Le Noise”. Tak duży, że tytuł to parodia jego nazwiska. To on jest odpowiedzialny za wszystkie dziwne odgłosy, echa i pogłosy. To u niego w domu nagrano tę płytę. W starej kalifornijskiej willi z doskonałą akustyką. Nagrywano tylko w czasie pełni, ale było to życzenie Younga.

Jak się ma producent-eksperymentator do gitarzysty-tradycjonalisty? Bardzo dobrze. Między innymi dlatego, że Young, mimo uwielbienia do analogowych brzmień, nagrywania na taśmę, jest, podobnie jak Lanois, niestrudzonym eksperymentatorem. Wystarczy rzucić uchem na jego płyty z lat osiemdziesiątych – każda z innej bajki. Na “Trans” otarł się nawet o synth pop. Young poszukujący, bawiący się dźwiękiem, to też soundtrack do “Truposza” Jima Jarmuscha. Różne dźwiękowe zabawki i nakładki Lanois nie pozbawiły Younga ani grama surowości, oczywiście jest to inna surowość niż zwykle. Mniej organiczna, ale równie, a może nawet bardziej, chropowata. Słychać każde uderzenie w struny, każdy niedociśnięty akord. Paradoksalnie, wszystkie zabiegi zastosowane przez producenta, przede wszystkim loopy, potęgują wrażenie, że “Le Noise” to coś na kształt demo, które wyszło tak dobrze, że zostało wydane jako normalny album. Jak “Nebraska” Springsteena.

To wrażenie jest najmocniejsze w “Love And War” i “Peaceful Valley Boulevard”, jedynych akustycznych piosenkach. Daniel Lanois ograniczył w nich swoją obecność do minimum, co wyszło im tylko na dobre, ponieważ nieubarwione porażają swoim pięknem. Szczególnie druga z nich, żarliwa, siedmiominutowa opowieść.

Po społeczno-politycznych “Living with War” i “Fork in The Road”, teksty na “Le Noise” są bardziej osobiste. Cześć jest poświęcona żonie Neila, Pegi. “Love And War” to wyznanie dojrzałego człowieka, który widział w życiu wiele.

“Le Noise” to Young eksperymentujący, poszukujący, a jednocześnie niezapominający, że to piosenki są najważniejsze. A piosenki na tym albumie są po prostu na najwyższym poziomie. Razem z przestrzennym brzmieniem i Danielem Lanois za konsoletą daje nam to najlepszą płytę Younga od piętnastu lat.

Michał Wieczorek

Zobacz więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (26 głosów, średnio: 8,04 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.