24.04.2009 20:01

Autor: Michał Wieczorek

Neil Young – “Fork In The Road”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


neil-young-fork-in-the-road.jpg Neil Young – “Fork In The Road”

Plany Neila Younga na ten rok jeszcze niedawno wyglądały tak: w połowie roku wydaje “Toast” album nagrany w 2000 roku z Crazy Horse, a pod koniec roku długo oczekiwaną pierwszą część swych Archiwów. Jednak plany te musiały ulec zmianie, bo w kilka dni Young nagrał zupełnie nowy album, który postanowił bezzwłocznie wydać.

Tym razem motywem przewodnim jest projekt LincVolt – prototyp samochodu napędzanego alternatywnymi źródłami energii, w który Young jest mocno zaangażowany (LincVolt to jego własny Lincoln Continental z 1959 roku). Z jednej strony może to wywołać uśmieszek politowania nad dziwactwami starszego pana, z drugiej Young przecież od zawsze był aktywistą, takie promowanie tego projektu akurat przez niego nie powinno dziwić.

Young-ekolog wsparł tę ideę typowym dla siebie, rockowym graniem. Najbliżej “Fork In The Road” jest do płyt z lat 90. Szczególnie do nagranej z Pearl Jam “Mirror Ball” i “Ragged Glory” z Crazy Horse, czyli mamy do czynienia z przybrudzonym brzmieniem, licznymi solówkami i budowaniem muzycznych pejzaży, tym razem filmu drogi.

Young na “Fork In The Road” to także “Young-realista”, który rozlicza się z własną przeszłością, śpiewając, że “tylko śpiewanie piosenki nie zmieni świata”. Gorzka to refleksja w ustach człowieka, który był częścią pokolenia dzieci-kwiatów i to jeszcze człowieka, którego najbardziej znana piosenka jest żarliwym protest songiem, krytykującym amerykańskie społeczeństwo, i który często celnie komentował wydarzenia na świecie. Dziś od tego wszystkiego dla Younga ważniejsze są wymierne działania.

Paradoksalnie ta pyta najbardziej cierpi z powodu swojego zaangażowania. Słowo, koncept, LincVolt wydają się być dla Younga ważniejsze od muzyki. To nie pierwszy taki przypadek w jego karierze, wystarczy tylko wspomnieć “Living With War”, którego jedynym celem była krytyka rządów George’a Walkera Busha. Tu jest podobnie. Jedyne dwie piosenki, które nie dotykają tematyki ekologicznego samochodu – “Just Singing a Song” i “Light a Candle” to najlepsze momenty albumu. Ten drugi to przepiękna, wyciszona ballad, która równie dobrze mogłaby się znaleźć na “Comes A Time”.

Neil Young jest na takim etapie swojego życia artystycznego, że już nic nie musi. Świetnie, że mu się chce, ale zamiast takiej polityczno-społecznie zaangażowanego albumu, chciałbym znów usłyszeć Younga, dla którego muzyka znów jest najważniejsza.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 5,90 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.