01.09.2017 11:02

Autor: Katarzyna Borowiec

Nazwa nie jest taka ważna – wywiad z Mattem Flegelem z Preoccupations

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Nazwa nie jest taka ważna – wywiad z Mattem Flegelem z Preoccupations

Rozmowa z wokalistą zespołu znanego dawniej jako Viet Cong.

Z Mattem Flegelem rozmawiałam zaledwie piętnaście minut (pięć ponad przydzielony czas) w strefie snobów, tuż obok sceny głównej Off Festiwalu, w tym roku ochrzczonej mianem Sceny Miasta Muzyki, na której występował w tym czasie Idris Ackamoor ze swymi Piramidami. To, co przeważnie zaskakuje prowadzących wywiady z Preoccupations sprawdziło się – uśmialiśmy się z Mattem setnie, to była bardzo pogodna rozmowa, czego zupełnie nie sugerowałby klimat tworzonej przez niego muzyki.

Pewnie masz już serdecznie dość tego pytania, ale jednak chciałabym, żebyśmy porozmawiali o zmianie waszej nazwy. Mieliście podobno 5 ostatecznych typów i Preoccupations wygrało dlatego, że pozostałe były już zajęte. Czy możesz zdradzić kilka z nich?

Szczerze to żadnej nie pamiętam. To było ogólnie trudne – myślisz sobie, że wymyśliłeś super nazwę dla zespołu, a potem zaglądasz do Internetu i okazuje się, że ups, taka grupa istniała w 1973. Mogliśmy wprawdzie wykorzystać jedną z tego typu nazw i pewnie nikt by się nie zorientował, jeśli nie bylibyśmy tak bardzo brani pod lupę, jak w tej sytuacji, gdy w Internecie o nas huczało, o tym, że Viet Cong musi zmienić nazwę. Gdyby nie to, pewnie moglibyśmy wybrać którąś z tych zajętych nazw, ale Preoccupations jest w porządku. Prawda?

Jasne!

To nie jest tak naprawdę takie znowu ważne, jak nazywa się zespół. Jest mnóstwo zespołów z okropnymi nazwami, które robią wspaniałą muzykę.

Podobno mieliście także pomysł, żeby w ramach żartu nazwać się Goofy Buddies?

O tak, przez jakiś czas tak siebie nazywaliśmy, przez kilka koncertów. Ale jakoś się nas to nie trzymało.

W dzisiejszych czasach każdy może sobie sprawdzić nazwę w Google, ale kiedyś powtarzalna nazwa to nie byłby problem…

Tak, jakieś 30 lat temu. Ale też 30 lat temu ludzie nie zmuszaliby nas do zmiany nazwy.

Jest sporo zespołów z przeszłości o kontrowersyjnych nazwach – Joy Division…

… albo Dead Kennedy’s. Ale teraz to już tak nie uchodzi na sucho.

Porozmawiajmy może o waszych teledyskach – współpracujecie z ciekawymi artystami w celu ich stworzenia. Czytałam, że nie chcecie wtrącać się w proces twórczy. Jesteście także fanami filmów – zastanawiałam się, czy masz może wymarzonego reżysera, z którym chciałbyś nakręcić teledysk?

Tak – Michel Gondry. Myślę, że wciąż robi teledyski, nawet dla mniej znanych zespółów.

Wow, to byłoby naprawdę interesujące, wasza muzyka z wizualizacją od Michela Gondry’ego…

On jest niesamowitym reżyserem, nie wiem, jak dobrze by się to razem zgrało, bo on bardzo lubi bawić się formą, jego twórczość jest też trochę bardziej jasna, lekka, ale myślę, że kontrast z bardziej ponurą muzyką mółby wypaść całkiem ciekawie.

Oglądałabym.

Jest też kilku innych… Eric Wareheim, znacie go tutaj? Jest taki serial komediowy “Tim and Eric [Bedtime Stories]“, sprawdź koniecznie.

Ok. Słyszałam, że wytwórnia czasem wymaga od was różnych rzeczy, jak na przykład występowanie w teledyskach, czego wy nie chcecie robić. Są jeszcze jakieś rzeczy, na które wytwórnia naciska, a są wam nie w smak?

Wywiady.

Ups, czy to znaczy, że teraz przeżywasz niewymowne katusze?

Nieee, nie przeszkadza mi to. Trochę nas zanudzili wywiadami po wydaniu pierwszej płyty Viet Cong. Było tego za dużo. To męczące. Co innego tu, na festiwalu muzycznym, ze sceny obok słychać koncert, to inna historia. A kiedy wisisz na telefonie przez trzy godziny codziennie… Nie cierpię tego. Twarzą w twarz jest o wiele lepiej.
Tak poza tym są z nami bardzo w porządku, pozwalają nam robić, co nam się podoba. Jedyne, na czym mi zależy, to żeby nagrywać albumy takie, jakie chcę, i żeby im to nie przeszkadzało – i oni się na to zgadzają.

To bardzo dobre, taka artystyczna swoboda.

Tak jest, my im dajemy muzykę, a oni ją posyłają dalej. Na tym polega ich robota.

Obecnie, w dobie Internetu, jest też chyba łatwiej – nie ma tak wielu nacisków ze strony wytwórni ogólnie. Przynajmniej gdy nie jesteś gwiazdą pop.

Tak, a my zdecydowanie nie jesteśmy gwiadami pop.

Nowy album nagraliście w pięciu różnych studiach nagraniowych, w różnym czasie, to dosyć niezwykły sposób składania albumu w całość…

Tak, to dosyć nietypowe. Jesteśmy ciągle bardzo zajęci – ciągle w trasie, jest po prostu ciężko znaleźć czas. Jest trochę inaczej… na piewrszą parę albumów mieliśmy mnóstwo materiału gotowego do nagrania, ale kiedy się koncertuje, to nie jest się do tego tak przygotowanym. Trzeba w pewien sposób zaczynać zupełnie od nowa, kiedy wchodzisz do studia to nie jest tak, że masz już gotowe piosenki. Mamy pomysł, albo mam na telefonie nagranie swojego głosu, jak coś mamroczę po pijaku o czwartej nad ranem w Polsce, czy gdziekolwiek akurat jestem… Więc to po prostu zajmuje więcej czasu. Teraz pracujemy nad nową płytą i to jest bardzo podobny proces.

O, to miało być moje następne pytanie…

Tak, pracujemy nad nowym materiałem od sześciu miesięcy, w różnych miejscach, różnych studiach.

Słyszałam, że szybko się nudzicie, nie lubicie grać w kółko tych samych piosenek, więc nowy materiał ma być swego rodzaju ulgą.

Dokładnie tak jest. Robi się po prostu trudno, musimy grać świeże piosenki, żeby ciągle czuć się podekscytowanymi graniem.

To jak często zmieniacie setlisty?

Zazwyczaj na każdej trasie mamy dwie setlisty, które zmieniamy, i jeśli się nam nudzą, to je modyfikujemy, w sumie nie mamy w tej kwestii jakichś reguł. Po prostu robimy to, co nam się akurat podoba, nie mam pojęcia, co będziemy grać dzisiaj, dopiero będziemy o tym rozmawiać.

Na najnowszej płycie słychać więcej syntezatorów, klawiszy, czy planujecie jeszcze jakieś poszerzenie instrumentarium na kolejnym albumie?

Nie, będzie raczej podobnie. Album, nad którym pracujemy, powiedziałbym, że jest prawie skończony. Pewnie zejdzie nam jeszcze z tydzień, gdy skończmy tę trasę i będzie gotowy. I muzyka z niego bardziej skłania się w stronę syntezatorów. Jest tam ciągle trochę gitar, ale jest klawiszowo. Nie wiem czemu, może chodzi o to, że całe życie gramy na gitarach, i musimy sobie od nich trochę odpocząć. Wciąż kocham gitarę, ale syntezator daje fajne możliwości odświeżenia naszego brzmienia.

A właściwie jak długo grasz na gitarze, od dzieciństwa?

Tak, miałem może z 10 lat, teraz mam 35, więc jestem gitarzystą od 25 lat.

Dłuuugo. Twoi rodzice też byli muzykami?

Tak, mój tata kupił mi i bratu gitary i odciął kablówkę. I tak zostaliśmy gitarzystami. Wtedy tego nienawidziliśmy, ale w dłuższej perspektywie to było dobre.

Teraz to doceniasz?

Oczywiście.

Wracając do filmów, lubisz też filmy Michela Godnry’ego, czy jesteś fanem tylko jego teledysków?

Lubię kilka. Bardzo podba mi się “Eternal Sunshine of the Spotless Mind”. Nie podobał mi się ten o filmowcach-amatorach, jak to się nazywało, chyba “Be Kind, Rewind”. Bardziej lubię rzeczywiście jego teledyski.

W piosence “Memory” wystąpił gościnnie Dan Boeckner, a kto byłby twoim wymarzonym muzycznym współpracownikiem?

Ojej, nie wiem… jestem bardzo podekscytowany This Heat, to znaczy This Is Not This Heat, jak się teraz nazywają, muzyka, którą robią ci goście jest naprawdę niesamowita.

Idziesz dziś na ich koncert?

Tak. Bałem się, że będziemy grać dokładnie w tym samym czasie, to się zawsze zdarza na festiwalach, ale program jest bardzo dobrze ułożony.

Nie ma tu tak dużo scen…

Są trzy?

Cztery. Dwie otwarte i dwie namiotowe.
Tytuły na “Preoccupations” są jednowyrazowe – to był celowy zabieg?

Tak. W większości te piosenki nie miały tytułów i musieliśmy wszystkie ponazywać, więc w ostatnim momencie po prostu zapisałem po jednym słowie, które podsumowywało każdą z piosenek. To sprawia, że łatwiej jest wyjaśnić każdą piosenkę – o czym jest ta? O niepokoju ["Anxiety], a ta? O pamięci ["Memory"]. O to chodziło, żeby jak najprecyzyjniej je nazwać. Aczkolwiek było to także trochę z lenistwa i na ostatnią chwilę.

Czy jest taka piosenka, o której myślicie, że nigdy wam się nie znudzi?

Tak, gramy “Death” z płyty “Viet Cong” całkiem długo, na zamknięcie naszych koncertów, praktycznie odkąd jesteśmy tym zespołem. Czuję, że to jest najlepszy sposób na zakonćzenie występu.

To twoja ulubiona?

Tak bym powiedział, to jedyna, którą konsekwentnie zawsze gramy. Wszystkie inne się zmieniają.

Wracając do Viet Cong – mówiliście, że sporo się nauczyliście od ludzi starszych, Wietnamczyków, którzy mieli do czynienia z tą formacją wojskową. Czy chcielibyście stworzyć muzykę krążącą wokół tego tematu, jakiś polityczny koncept-album?

Nieeee, nie słucham żadnej politycznej muzyki, to takie pouczanie. Mówienie ci, co powinieneś myśleć.

Taki przekaz wprost, gdy tymczasem wasza twórczość jest bardziej otwarta na interpretację?

Tak dokładnie chciałbym, żeby była odbierana. Nie chciałbym, żeby ktoś raz przeczytał tekst piosenki i dokładnie wiedział, o co chodzi. Chciałbym, żeby to była otwarta kwestia.

Tak, żeby każdy odnalazł w niej własne przeżycia?

Tak, dokładnie, i tak właśnie piszę, nie chcę, żeby w tekstach były jakieś szczegóły, wolę, żeby to było w pewien sposób rozmyte.

Bardzo dużo koncertujecie, prawda?

Tak, aczkolwiek ta trasa nie jest aż tak intensywna, zeszły rok był szalony i przedtem to było jakieś dwieście koncertów.

Ciężko jest w takim trybie zadbać o życie prywatne, prawda?

Jest ciężko. Ciężko jest zatrzymać dziewczynę…

Ale teraz jest lepiej?

Tak, teraz jest dobrze. Byliśmy bezdomni, żyliśmy w trasie przez prawie cały czas przez ostatnie dwa lata, i to było w porządku, potrzebowaliśmy to zrobić, żeby nabrać rozpędu na dobry początek, ale teraz się wszyscy w pewien sposób ustatkowaliśmy. Mam dom, w którym mam meble, co jest dla mnie dziwne, ale też miłe, mieć miejsce, do którego można wrócić. Nie można żyć jak nomada przez cały czas, można by oszaleć.

I podobnie unormowała się wasza sytuacja zawodowa, bo możecie teraz żyć z muzyki, zgadza się?

Dokładnie.

Zaszły więc zatem pozytywne zmiany w waszym życiu, jest też trochę pozytywniej w waszej muzyce… Czy kolejny album będzie jeszcze jaśniejszy od poprzedniego?

Drugi album nie brzmi może tak mrocznie jak materiał Viet Cong, ale wciąż jest dosyć ponury. Tekstowo myślę, że jest nawet mroczniejszy niż poprzednie tak naprawdę. Ale tak, czuję, że robimy się hm, bardziej słoneczni, tak czy siak…

Nagracie kiedyś wesoły album?

Pewnie nie.

To nie w waszym stylu?

Nie, jeśli do tego dojdzie, to pewnie rozwiążemy ten zespół.

W waszej muzyce słychać dużo brzmienia z lat 80. Jakie albumy poleciłbyś słuchaczom, żeby sięgnęli do waszych źródeł?

Do naszych źródeł? To bardzo dobre pytanie. Zawsze pojawia się The Cure, ludzie bardzo często o nich mówią w kontekście naszej muzyki. I to w porządku, bo rzeczywiście bardzo dużo ich słuchamy, przede wszystkim z czasów albumu “Pornography”. Oczywiście This Heat, o których już wspomniałem, też bardzo dużo ich słuchamy. Sonic Youth, chyba “Sister” jest moim ulubionym albumem… “Daydream Nation” jest wspaniałe, ale wolę “Sister”. Słuchamy też dużo prostej, punkowej muzyki, dużo brytyjskiego punka, zanim jeszcze stał się “post”. Dużo The Damned, The Jam, dużo zespołów na “The”.

W pewnym momencie wszyscy chyba byli The Somethings, w sumie wy też moglibyście nazwać się The Preoccupations…

Może znowu zmienimy nazwę, kto wie.

Słyszałam o tym pomyśle, że będziecie zmieniać nazwę co jakiś czas…

Tak, myślę, że to by doprowadziło naszą wytwórnię i managera do absolutnego szału.

I chyba fanów…

Pewnie by się pogubili.

Kto gra na tym festiwalu? Nie znam ich…

…Myślę, że chyba ich znam… to na pewno ci goście?

Nie używacie za bardzo mediów społecznościowych?

Ja w ogóle. Wallace [perkusista] czasem coś wrzuca na nasze kanały, zawsze się boję, jakie foty tam wstawi…

Trzymam kciuki, żeby to nie było nic, czego byś sobie nie życzył.

Rozmawiała Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.