25.03.2010 09:58

Autor: Kamila

Nathalie And The Loners – “Go, Dare”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy: | | |


d17-nathalie-and-the-loners-ampersand.jpg Nathalie And The Loners – “Go, Dare”
Ampresand /2009

W jednym z ostatnich utworów na płycie “Go, Dare” Natalia Fiedorczuk śpiewa “I’m not afraid of go wrong, I am not afraid of mistake, I am not afraid of fail”. Rzeczywiście, w przypadku tego albumu, zdecydowanie nie można mówić o porażce.

“Go, Dare” to dzieło autorstwa solowego projektu wokalistki zespołu Orchid, która, jak na twórczą osobę przystało, udziela się również w innych projektach. Płyta została wyprodukowana przy współpracy z Piotrem Maciejewskim, członkiem zespołu Muchy, który pod szyldem Drivealone także zajmuje się samodzielnym tworzeniem muzyki.

Natalia Fiedorczuk sama skomponowała 12 utworów, które znalazły się na płycie i napisała do nich, co warte podkreślenia, ciekawe teksty w języku angielskim. Zgodnie z zamysłem autorki miała być to płyta w charakterze lo-fi, co starano się uzyskać między innymi nagrywając ją w kameralnej atmosferze mieszkania artystki.

Intencjonalną niedoskonałość brzmienia słychać już w pierwszych sekundach albumu. Dźwięki są tu i ówdzie przybrudzone, stłumione, czasem słychać też echo. Niektóre efekty są naprawdę ciekawe, jak na przykład pianino z utworu “Poster Guy”, przypominające kościelne organy, z pogłosem rozlegające się w przestrzeni. “Go, Dare” to płyta pełna melancholii, nie zawsze w całkiem łagodnej postaci. Muzyka jest tu różnorodna, ale cały album cechuje pewien umiar. Znajdują się tu bardziej rozbudowane kompozycje, ale często wypełniają je dosyć skromne, ascetyczne aranżacje. Klimat jest tu jakby wyważony, nostalgiczny, przepełnionym smutkiem, ale w odpowiedniej dawce, sprawiającej, że całość wypada słodko-gorzko.

Niejednolitość potwierdza chociażby szeroka gama skojarzeń, które nasuwają się podczas słuchania płyty.  Każdy utwór na “Go, Dare” to przyzwoita kompozycja, a melodie bronią się same. Nie jest to więc muzyka, w której mnogość efektów miałaby podreperować nudnawe piosenki. W większości z nich występuje jeden charakterystyczny element, czasem delikatnie wzbogacony jakimś muzycznym smaczkiem, na przykład w postaci elektronicznego sosu. Od tej dominanty, którą najczęściej jest instrument, zależą wspomniane wyżej muzyczne skojarzenia. Pianino i wokal z “Dancing” lub “Sheet Music” w najkrótszej linii prowadzą do porównań z PJ Harvey oraz Tori Amos. Gitara akustyczna w “Pretty Sad” przypomina dokonania Jose Gonzalesa. Z kolei gitara elektryczna wraz z przesterowanym wokalem i lekko psychodeliczną atmosferą w “Mouths Cradle” przywodzą na myśl gotycki rock z początków The Cure. Elektroniczne brzmienia “V.O.D.” mogłyby się znaleźć na jednej z płyt Bjork.

Te liczne muzyczne konotacje nie drażnią, ale nadają płycie wielobarwność, sprawiając że z każdym kolejnym przesłuchaniem odkrywamy jakiś nowy, ciekawy element, a kompozycje powoli zapadają w pamięć. “Go, Dare” to jedna z tych płyt, w których rozsmakowujemy się powoli, ale za to na długo.

Kamila Madajczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.