Najciekawsze zagraniczne albumy 2016 roku

Redakcja Uwolnij Muzykę! wybrała 20 świetnych krążków.

Pop, rock, elektronika i inne niezidentyfikowane obiekty – takie “gatunki” zaintrygowały nas od stycznia do grudnia 2016 roku. Tym razem na naszej liście najwięcej płyt znajdziemy w szufladzie z naklejką “elektronika”, nieco mniej będzie rocka i innych gitarowych brzmień. Nie zabraknie okołopopowych albumów, które czerpią garściami z innych stylów, a także tzw. dziwności, które ciężko sklasyfikować. Nie brakuje także płyt czysto singer-songwriterskich i folkowych. Brakuje jednak albumów mocnych – metalowych i hip-hopowych. Jest natomiast sporo płyt eklektycznych. Czy właśnie o to chodziło w tym roku muzykom? Aby było ciężko sklasyfikować ich muzykę? Aby nie można było dokleić konkretnej łatki i umieścić jej w dziale rock czy pop? Być może.

W 2016 roku tylko jeden debiutant przykuł naszą uwagę (Kaytranada). O niewiele więcej byliśmy łaskawsi dla wykonawców, którzy wydali swoją drugą płytę. Ubiegły rok obfitował natomiast w wielkie powroty i albumy, które w dyskografiach mają numerek “-naście”. Legendy są ciągle żywe i nadal pragniemy ich słuchać.

Nasi redaktorzy wymienili ponad 100 płyt, które najbardziej podobały im się w ubiegłym roku. Wybraliśmy z tego 20 najciekawszych wydawnictw, a wyróżniliśmy 28.

20. Leon Vynehall – “Rojus (Designed to Dance)” (posłuchaj)

Naszą dwudziestkę rozpoczynamy od albumu brytyjskiego producenta i DJ-a, który specjalizuje się w tworzeniu house’u i okołopodobnych opowieści. “Rojus (Designed to Dance)” jest płytą doskonałą jako tło, ale stanowić może także punkt wyjścia dla rozważań na temat wykorzystania żywych instrumentów w elektronice. Wszelkie przeszkadzajki, pobrzdąkujące w tle sample kreują rzeczywistość, który chce się odkrywać. Leon Vynehall stworzył piękny świat.

19. Johann Johannsson – “Arrival” (posłuchaj)

Przed Wami jedyna na naszej liście płyta z muzyką filmową. Nie sposób nie docenić Johanna Johannssona za jego wkład w jej rozwój w ostatnich latach. I tym razem za sprawą “Arrival” udowadnia, że jest jednym z czołowych współczesnych kompozytorów. Muzyk sprawnie bawi się prędkością i głośnością, i właściwie to tworzy cały nastrój jego twórczości. Dźwięki znikają w ciszy, żeby zaraz wyłonić się pod płachtą mocnego uderzenia. Jest niepokojąco i szalenie zajmująco. Ta płyta przenika.

18. Kaytranada – “99.9″ (posłuchaj)

Kaytranada po kilku EP-kach, mixtape’ach i singlach w końcu zadebiutował. I jest to debiut godny podziwu. Na godzinnej płycie nie znajdziecie bowiem zapychaczy. Każdy utwór stanowi odrębną opowieść. Louis Kevin Celestin zaprosił do współpracy m.in. Little Dragon, Syd tha Kyd, Craiga Davida, Vica Mensę, AlunaGeorge… Jest zatem dość zróżnicowanie. Same piosenki są również wielokształtne. Obok jazzujących utworów znajdziemy hip-hopowe bangery i modne miejskie brzmienia, a przy kawałku r&b leży coś lekko funkowego i house’owego. Bang!

17. Beyonce – “Lemonade” (posłuchaj) / (recenzja)

Królowa r&b ponownie strzela. Nie na oślep. Jej pociski trafiają prosto w środek. Szósty album Amerykanki można uznać za jej opus magnum. Kto by się spodziewał, że gwiazda Destiny’s Child potrafi stworzyć krążek tak spójny i tak mozaikowy jednocześnie. Każdy utwór, który znajduje się na “Lemonade” może być elementem większej układanki, ale może też być w założeniu odrębnym tworem. Co będzie dalej?

16. Keaton Henson – “Kindly Now” (posłuchaj)

Na naszej liście nie zabrakło także singer-songwriterów. Wprawdzie był to dla nich mniej płodny rok niż poprzednio, ale nie wszyscy dali za wygraną. Keaton Henson pokazał, że nadal ma wiele do zaoferowania fanom akustycznych brzmień i ciepłych wyznań. “Kindly Now” jest bardzo emocjonalna. Aby ją zrozumieć, trzeba wejść tam całym sobą. Ułatwić może to pewna oszczędność w doborze środków wyrazu. Henson stawia na minimalizm instrumentarium i maksymalizm w przekazie.

15. Iggy Pop – “Post Pop Depression” (posłuchaj)

To już siedemnasty krążek Iggy’ego. Płyta jest zbiorem dziewięciu dopracowanych, rockowych piosenek, wspartych wyborną sekcją rytmiczną. “Post Pop Depression” sunie dość szybko, mimo mrocznych momentów. Piosenki przeskakują zgrabnie z jednej do drugiej, ciągle będąc w podobnym klimacie. Iggy Pop udowadnia, że ma coś jeszcze do powiedzenia. Oby po tym krążku miał do powiedzenia jeszcze więcej.

14. Crystal Castles – “Amnesty (I)” (posłuchaj) / (recenzja)

Crystal Castles. Dwa słowa, po których wszyscy wiedzą o co chodzi. Niezwykła popularność grupy sprawiła, że “Amnesty (I)” już na długo przed swoją premierą była przedmiotem sporów i dysput. Koniec końców okazało się, że Ethan Kath potrafi wyprowadzić niedowiarków z błędu, dając im z liścia w twarz. Bo właśnie taka jest ta płyta – liściem w twarz dla tych, którzy uważali, że bez Alice Glass się nie da. Dało się. Czwarta płyta Crystal Castles jest osnową witch house’u i furtką do kolejnych genialnych i przełomowych pomysłów.

13. Car Seat Headrest – “Teens of Denial” (posłuchaj)

Bardzo dobra płyta to mało powiedziane. “Teens of Denial” jest tym, czego ostatnio brakowało na rockowym rynku. Car Seat Headrest swoim trzynastym studyjnym albumem potwierdzają swoje miejsce w muzycznym świecie. I mimo że działają od zaledwie sześciu lat, to i tak potrafią pokazać coś, czego rockowym zespołom z wieloletnim stażem brakuje – pewnej ikry i zwyczajnej chęci zabawy muzyką. Bo indie rock ma bawić tak, żeby chciało się do niego wracać. A tutaj z chęcią się powraca.

12. Solange – “A Seat at the Table” (posłuchaj) / (recenzja)

Obie siostry w zestawieniu. Tego u nas jeszcze nie było. Soulowe “A Seat at the Table” urzekło nas na tyle, że znalazło się kilka oczek wyżej, niż mocne “Lemonade” Beyonce. Solange wzrusza, buduje napięcie, odsłania się, chowa, przekomarza. A co najważniejsze – jest świadoma tego co robi. Na swoich poprzednich krążkach nie zachwycała. Ba, nie było tam prawie nic, co można było uznać za wartościowe. Ale Solange jest ambitna. I dobrze, bo jej ambicja idzie w parze z talentem.

11. Anderson .Paak – “Malibu” (posłuchaj)

“Malibu” ma już rok, a nadal zajmuje szczególne miejsce w naszych sercach. Anderson .Paak nagrał album kompletny, bezkresny, osobliwy. Mimo że jest to jego drugi krążek, to dopiero teraz można powiedzieć, że jest on tym, co w środku ma Anderson. W każdej piosence mamy ten groove, który sunie się czasami smętnie, a czasami swawolnie. “Malibu” jest uduchowiona. Jest przesiąknięta uskrzydlającymi dźwiękami, które pełne są pokory i uczciwości. Ten album przywodzi na myśl najlepsze lata funku i soulu. Brawo!

10. Bon Iver – “22, A Million” (posłuchaj)

Takie metamorfozy lubimy. Justin Vernon wraz ze swoją ekipą postawili wszystko na jedną kartę i… efekt jest powalający. Po pięciu latach od ukazania się płyty “Bon Iver, Bon Iver” (recenzja), dostaliśmy coś z muzycznie innej bajki. Ale tylko muzycznie. Wszystkie uczucia obciążające nowy krążek zostały takie same, jak i przy poprzednich wydawnictwach. Bon Iver nadal są tymi samymi wrażliwcami. Tym razem jednak postawili na eksperymenty, na zabawę formą i dźwiękiem. Odświeżyli nieco swoje kompozycje, nadając im nieco z przyszłości. Co to będzie, co to będzie…

9. Devendra Banhart – “Ape in Pink Marble” (posłuchaj)

Kolejny singer-songwriter w naszym zestawieniu nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem. Devendra Banhart nie nagrał tak ciekawego albumu od ponad dziesięciu lat. “Ape in Pink Marble” słuchane na wyrywki sprawdza się znakomicie. Każda piosenka jest inna, każda ma w sobie coś zaskakującego, o co inni muzycy nie pokusiliby się nigdy. Bezpretensjonalne teksty, flirty z różnymi stylistykami i niepodążanie za aktualnymi trendami to właśnie to, co usłyszycie na tym krążku. Znakomita pozycja na leniwe poranki.

8. Savages – “Adore Life” (posłuchaj)

Najgłośniejsza płyta na tej liście? A jakże. Kobiety przejęły pałeczkę i to one dyktują jak powinny brzmieć gitary. Drugie wydawnictwo angielskiego zespołu jest genialne w każdej kategorii. Tam gdzie trzeba jest melodyjnie, w innych miejscach motoryka gitar i bębnów zgarnia wszystko, a teksty wprawiają w osłupienie. “Adore Life” jest żywsza od swojej poprzedniczki sprzed trzech lat. Potrafi wbić szpilę. Potrafi sprawić, że w całym tym ferworze dźwięków chce się na chwilę zatrzymać i powiedzieć: “w punkt…”.

7. Leonard Cohen – “You Want It Darker” (posłuchaj) / (recenzja)

Na swoim czternastym krążku Cohen jest tym, kim był kiedyś. Jest to powrót do jego najlepszych lat działalności. “You Want It Darker” jak już sam tytuł wskazuje, jest mrocznym krążkiem. Artysta zatraca się w szarzyźnie jestestwa, stoi nad przepaścią. Muzycznie od czasu do czasu słyszymy odbicie od tej ciemności. Jeśli płyta ta miała być jego testamentem, możemy być wdzięczni, że w jego słowach otrzymaliśmy tyle otuchy i zrozumienia.

6. Angel Olsen – “My Woman” (posłuchaj)

Trzeci album Amerykanki jest nie tylko najbardziej zróżnicowanym jej dziełem, ale jednocześnie i najlepszym w jej niedużym dorobku. Angel Olsen nigdy nie brzmiała tak pewnie i płynnie. Jej głos zadziwia, a liryki wręcz zapraszają do rozgoszczenia się wśród tych pięćdziesięciu minutach muzyki. Artystka przeszła sporą drogę od swoich pierwszych folkowych nagrań do krążka “My Woman”. Jeśli tak dalej pójdzie, kto wie, czy za dekadę nie będziemy świadkami wydania płyty przez ikonę folk rocka.

5. Gold Panda – “Good Luck and Do Your Best” (posłuchaj)

Utwory muzyka z Londynu jeszcze nigdy nie były tak dopracowane, jak właśnie na “Good Luck and Do Your Best”. Gold Panda nagrał płytę ciepłą, od której bije dobra energia naszpikowana samplami z całego świata. Producent nie zatrzymuje się tylko w jednym miejscu, ciągle eksperymentuje, roztaczając przed nami refleksyjny świat stworzony na bazie zlepek krótkich wspomnień. Jego album w całym swoim zamyśleniu i pewnej dozie liryzmu jest jednak wydawnictwem przywodzącym do głowy same dobre doznania. Przygoda z tą płytą jest czymś wyjątkowym.

4. PJ Harvey – “The Hope Six Demolition Project” (posłuchaj) / (recenzja)

Pięć lat czekaliśmy na nową muzykę od PJ Harvey. Nie ulega wątpliwości, że oczekiwanie to się opłaciło. Artystka jak zawsze ma wiele do powiedzenia. Nie tylko lirycznie, ale i muzycznie. Na jej kompozycje nie składają się bowiem zwykłe piosenki. “The Hope Six Demolition Project” pełne jest ciekawych rozwiązań. Ale nie to stanowi o największej wartości tej płyty, a zaangażowanie społeczne pani Harvey. Po tylu płytach moglibyśmy gdybać o jakimś wypaleniu, ale nie… Angielka jest nadal w świetnej formie i daje nadzieję na lepsze jutro.

3. David Bowie – “Blackstar” (posłuchaj) / (recenzja)

“Niech brzmi to patetycznie, ale “Blackstar” to namacalny dowód na to jak wielkim artystą był Bowie. Jeśli mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy, to David na swojej ostatniej płycie potwierdził swoją wybitność. Przy niemal każdej okazji przypominane są fragmenty z “Lazarus”: Look up here, I’m in heaven / I’ve got scars that can’t be seen. Pozostała pustka, jakiej nie sposób wypełnić. Po przesłuchaniu “Blackstar” można w zasadzie tylko powiedzieć: dzięki!” / Michał Stępniak

2. Nick Cave and the Bad Seeds – “Skeleton Tree” (posłuchaj)

“Skeleton Tree” jest szesnastym albumem w karierze Nicka Cave’a i jego zespołu. Ta liczba robi wrażenie. Ale jeszcze większe wrażenie robi to, że jest to kolejny bardzo dobry krążek, który panowie nam serwują. Mimo że jest on naładowany śmiercią, słucha się go z wielką przyjemnością. Bo kto potrafi opowiadać tak o zmierzchu życia, jeśli nie Nick Cave… Smutek ogarniający to wydawnictwo potrafi rozsadzić od środka. W muzyce brakuje takich wzruszeń. Dobrze, że istnieją zespoły, które od ponad 30 lat nam ich dostarczają.

1. Radiohead – “A Moon Shaped Pool” (posłuchaj) / (recenzja)

“A Moon Shaped Pool” to album odbiegający od ostatnich dokonań grupy, bo po raz pierwszy od wielu lat brytyjski kwintet tak świadomie spogląda w przeszłość i otwiera dawno zapomniane (bądź niezapomniane) szuflady, przepuszczając je przez filtr swoich doświadczeń. (…) Pamiętać należy, że muzyka Radiohead nigdy nie należała do najradośniejszych i nawet w jej bardziej optymistycznych momentach wciąż czuć było smutek. Dziewiąty album Radiohead po prostu głębiej eksploruje to uczucie i wywraca je na drugą stronę. Z każdym kolejnym odsłuchem będziecie w stanie doznać coraz więcej, zrozumieć coraz więcej.” / Kuba Serafin

WYRÓŻNIENIA

Agnes Obel – “Citizen of Glass” (posłuchaj)

Badbadnotgood – “IV” (posłuchaj)

Bombino – “Azel” (posłuchaj)

Childish Gambino – “Awaken, My Love!” (posłuchaj)

Eefje de Visser – “Nachtlicht” (posłuchaj) / (recenzja)

Frank Ocean – “Blonde” (posłuchaj)

Gojira – “Magma” (posłuchaj)

Gregory Porter – “Take Me to the Alley” (posłuchaj)

James Blake – “The Colour In Anything” (posłuchaj)

Jordan Rakei – “Cloak” (posłuchaj)

King Gizzard and the Gizzard Lizard – “Nonagn Infinity” (posłuchaj)

Lisa Hannigan – “At Swim” (posłuchaj)

Machinedrum – “Human Energy” (posłuchaj)

Matmos – “Ultimate Care II” (posłuchaj)

Me Succeeds – “Into Randomness” (posłuchaj)

Michael Kiwanuka – “Love & Hate” (posłuchaj)

Miles Davis & Robert Glasper – “Everything’s Beautiful” (posłuchaj)

Oathbreaker – “Rheia” (posłuchaj)

Ondt Blod – “Finnmark” (posłuchaj)

Parquet Courts – “Human Performance” (posłuchaj)

Regina Spektor – “Remember Us to Life” (posłuchaj)

Shabaka and the Ancestors – “Wisdom of Elders” (posłuchaj)

The Kills – “Ash & Ice” (posłuchaj) / (recenzja)

Theo Croker – “Escape Velocity” (posłuchaj)

Tom Odell – “Wrong Crowd” (posłuchaj)

Warpaint – “Heads Up” (posłuchaj) / (recenzja)

Xiu Xiu – “Plays the Music of Twin Peaks” (posłuchaj)

Yumi Zouma – “Yoncalla” (posłuchaj) / (recenzja)

Ewelina Malinowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.