14.09.2009 19:01

Autor: Łukasz Stasiełowicz

MUSE – “The Resistance”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


muse-the-resistance.jpg MUSE – “The Resistance”
Warner Bros/Helium 3/2009

“Najlepszy zespół na żywo” to etykietka przylepiana MUSE przynajmniej od 6 lat. Ale jak radzą sobie Brytyjczycy w studio?  Dotąd przyzwoicie.

Po dobrym przyjęciu albumu”Black Holes and Revelations” i wyczerpującej trasie koncertowej promującej krążek, zespół postanowił odpocząć. W mediach pojawiały się plotki jakoby grupa zrezygnowała z tradycyjnego, fizycznego sposobu wydawania przyszłych płyt. Poza tym frontman grupy Matt Bellamy zapowiadał stworzenie utworów utrzymanych w klimacie twórczości Pink Floyd. Jako że przyzwyczaił on nas do niekonsekwencji należało traktować wszelkie wstępne zapewnienia “z przymrużeniem oka”. Kilka miesięcy temu ujawnione zostały szczegóły związane z premierą “The Resistance” (posłuchaj). Ważniejsze implikacje to: oświadczenie, iż za produkcję płyty odpowiadają sami muzycy (za zmiksowanie materiału odpowiedzialny jest Mark Stent) oraz potwierdzenie współpracy z wytwórnią Warner. Większa niezależność, lecz jednocześnie i większe nastawienie na zysk. Już kiedy ukazał się poprzedni album, zarzucano zespołowi bardziej “popowe brzmienie”, a także chęć dołączenia do tzw. mainstreamu. Tym razem machina komercyjna jest zdecydowanie bardziej potężna. Doskonałą egzemplifikację stanowią pluszowe miśki za 15 funtów (szczegóły tutaj). Wydawca wypełnił jednak swoje zadanie perfekcyjnie, nie dopuścił do wewnętrznego przecieku. Specjalne zabezpieczenia oraz nadmierna ostrożność okazały się być bardzo efektywne. Nowe utwory pojawiły się w sieci dopiero na kilka dni przed oficjalną premierą tylko wskutek błędu sklepikarzy, którzy zbyt wcześnie zaczęli sprzedawać towar.

“Uprising”, które otwiera płytę jest także pierwszym singlem. Motyw powstania, oporu czy walki należy uznać za jeden z przewodnich w kontekście całego albumu. Mnogość używanych efektów nie zdumiewa znających wcześniejsze dokonania MUSE. Klaskanie, mocny, ale chwytliwy basowy bit, momentami powrót do stylistyki z lat 80-tych, a także bardzo przystępna solówka potwierdzają, iż trio w wersji studyjnej to przede wszystkim dobrze wyprodukowany i zapakowany towar. Na pozytywne dla zespołu skutki nie trzeba było długo czekać, kawałek jako pierwszy w historii formacji trafił na amerykańską listę “Billboard Hot 100″.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Tytułowy utwór ma potencjał, by stać się hitem, głównie dzięki permanentnie powtarzanemu, chwytliwemu fragmentowi: “It could be wrong, could be wrong“. Oczywiście nie brakuje patetycznych zwrotów, szczytowym punktem wydaje się być użycie słów “love is our resistance“. Jakież to w połączeniu z muzyką pompatyczne. Motyw miłości również odgrywa ważną rolę na najnowszym albumie zespołu. Spragnieni XXI-wiecznego romantyzmu nie zawiodą się, zawartość “The Resistance” wręcz nim ocieka. Pełno tutaj werterowskich bolączek.

“Undisclosed Desires” to utwór bardzo specyficzny, nietypowy dla grupy. Bellamy nie gra na gitarze, nie zasiada za fortepianem, miast tego bierze w ręce keytar. Kawałek inspirowany twórczością gwiazd R&B, z tego też powodu wzbudza kontrowersje pośród “wiernych fanów”. Nieskomplikowany, chwytliwy. Definitywnie jeden z moich faworytów, szczególnie z uwagi na melodykę refrenu.

Kolejne upływające minuty przywołują reminiscencje związane z dorobkiem Queen. “United States of Eurasia” zawiera ciekawy klawiszowy arabski motyw, a za outro posłużył tutaj Nokturn Chopina. Tekst utworu powstał pod wpływem lektury “Roku 1984” Georga Orwella, a także “Wielkiej Szachownicy” wieloletniego doradcy amerykańskich prezydentów Zbigniewa Brzezińskiego. Następnie spokojny utwór “Guiding Light”, pierwszy, który zawiera dłuższą solówkę gitarową. Jeden z najsłabszych na płycie, lecz może spodobać się fanom spragnionym przesterowanych dźwięków gitary. Zwolenników agresywniejszego grania zadowoli z pewnością “Unnatural Selection”, wyróżniające się parokrotną zmianą tempa, a także riffami przywodzącymi na myśl starszą kompozycję, a mianowicie “New Born”.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Fascynację elektroniką członków zespołu eskponuje “MK Ultra” odnoszący się, jak to w przypadku MUSE często bywa, do kolejnej teorii spiskowej. Precyzując: mowa o słynnym programie CIA z lat 50. i 60. XX wieku, kiedy to agenci porywali amerykańskich obywateli faszerując ich LSD oraz innymi specyfikami (więcej tutaj). Od strony muzycznej mamy do czynienia z przyzwoitym, aczkolwiek przeciętnym utworem. Dodawanie kolejnych detalicznych smaczków nie wystarczy, by uczynić kompozycję genialną.

Bardzo intrygującym utworem jest “I Belong To You/Mon Coeur S’ouvre A To”. Początek z nieznanych mi powodów (przede wszystkim pod względem instrumentalnym) wywołuje u mnie asocjacje z grupą Maroon 5. Prosty, ale frapujący rytm, typowa dla MUSE partia gitary basowej i ten magiczny składnik: klarnet. Ponadto panowie postanowili wpleść własną interpretację fragmentu arii z francuskiej opery Samson i Dalia. Bezapelacyjnie jedna z perełek na “The Resistance”.

Ostatnie 3 utwory to symfonia (“Exogenesis”) skomponowana przez frontmana grupy. Pracował nad nią od paru lat, nie chciał przyjąć pomocy od profesjonalnych kompozytorów, gdyż jego zdaniem dzieło straciłoby swoją duszę. Dzieło to potężne i (a jakże) patetyczne. Choć pod względem muzycznym powstaje wiele symfonii na podobnym poziomie, to nie każdy jest w stanie stworzyć orkiestralne partie kompatybilne z rockowymi. Zdaniem fanów: geniusz, zdaniem krytyków: dzieło godne podziwu (zdaniem malkontentów: nuda).

Płyta to jak na MUSE stosunkowo długa, słuchacz się jednak nie wynudzi. Brakuje “tego niewyrażalnego”, co uczyniłoby album genialnym. Do odtwarzacza wkładamy jednak coś bardzo dobrze wyprodukowanego, za tę formę, poetycką estetykę zwykło się chwalić trio. Bardziej przystępne brzmienie, ale także i odważne sięganie do klasycznych inspiracji, oto dialektyka w ich wykonaniu. I choć klaskanie, powtarzalność tekstów czy zdecydowanie za wielki patos mogą irytować, to panowie nie schodzą poniżej pewnego poziomu muzycznego. W ich wykonaniu jest to ekwiwalentne ze stwierdzeniem, iż mamy do czynienia z jedną z lepszych płyt tego roku.

Łukasz Stasiełowicz

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (269 głosów, średnio: 7,78 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.