27.01.2011 06:57

Autor: Michał Wieczorek

Monotonix – “Not Yet”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


monotonixnotyet.jpg Monotonix – “Not Yet”
Drag City/2011

Dance like moustache people from the 80s!

Te słowa zapadły mi najbardziej w pamięć z koncertu Izraelczyków na OFF Festiwalu. Widziałem tylko ostatnie 15 minut ich koncertu, ale to wystarczyło, by uznać go najlepszym występem imprezy. Cztery miesiące później w Warszawie byłem świadkiem zniszczenia od początku do końca. Od przenoszenia perkusji z miejsca na miejsce przez ekwilibrystyczne akrobacje wokalisty i szaleńcze pogo, aż do pierdzenia w mikrofon i rzucania kawałkami pomarańczy z baru. Teraz zastanawiam się, czy w ogóle da się rozpatrywać przypadek Monotonix w oderwaniu od ich ekstraordynaryjnych koncertów.

Moim problemem z tym zespołem jest to, że najpierw doświadczyłem koncertu, a dopiero potem posłuchałem płyty Izraelczyków. I chyba zawsze będę równał ich do tego sierpniowego wieczora i tych 15 minut. “Where Were You When It Happened?”, płyta skądinąd dobra będzie tylko namiastką koncertu. Niemniej jednak czekałem na “Not Yet”

Oczywiście, nadal jest to tylko erzac przeżyć, jakie na żywo zapewnia Monotonix. Jednak coś się zmieniło. Debiut przy “Not Yet” wydaje się wykastrowany. Współpraca ze Steve’em Albinim opłaciła się. Wystarczy, że zamknę oczy, a mam przed sobą Amiego Shaleva, Yonatana Gata i Haggaia Fashtmana wypruwających z siebie żyły. Prawdziwą rockową bestię. Wyświechtany to frazes i na dodatek obciachowy, ale jeśli do kogoś pasuje to właśnie do nich. Nie ma litości.

Izraelczycy zrobili też ogromny progres w piosenkach. Same hity. Brudne, przesterowane, wykrzyczane, ale hity. Pełne hooków i skojarzeń z przeszłości: Stogges, MC5. I te wąsy.  Pierwsze trzy sekundy “Nasty Fancy” to Japandroids, serio. “Fun Fun Fun” to w dwóch minutach zamknięta energia całego koncertu jakiegokolwiek innego zespołu. “Late Night” jest przeżyciem prawie mistyczny, a przynajmniej zdecydowanie epickim. Udało im się to przy użyciu najprostszych środków.

“Note Yet” jest jak na razie najbliższe temu, co Monotonix wyczyniają na swoich koncertach. Ma to swoje wady i zalety. Jest moc i nikt nikogo na szczęście nie opluje.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.