02.06.2011 18:15
Autor: Kuba
Mjut – “Akcja ratowania ślimaków”
Mystic / 2011
Świeży, nadmorski, niepokojąco dobry powiew.
Czuć się stłamszonym, młodym człowiekiem z aspiracjami, żyjącym w małej miejscowości nie jest marzeniem nastolatków. Wielu z nich, jeśli mają wystarczająco dużo siły i chęci, ucieka w pogoni za swoją karierą, szczęściem. Niemniej jednak, echo miejsc, w których się mieszkało podąża za nami już przez cały czas, zostawia swoje piętno wyraźnie odciśnięte w świadomości. Czterech młodych facetów z Działdowa (woj. warmińsko-mazurskie) niczym w życiowym scenariuszu, przewrotnym, a jednakże przewidywalnym postanawia ruszyć do większego miasta, by tam móc rozwinąć swoje skrzydła. Ich zespół Mjut istniał od roku 2004, lecz dopiero w Trójmieście ich talent powoli zaczął się szlifować, by w końcu po siedmiu latach od powstania wydać swój debiutancki album o niesamowicie niekomercyjnym tytule “Akcja ratowania ślimaków”. Ale nazwa Mjut do czegoś zobowiązuje.
Nie jest to muzyka słodka i cukierkowa. Ta przekręcona nazwa przysmaku robionego przez pszczółki pokazuje, że nie będzie to coś łatwego do przełknięcia. Wręcz przeciwnie, zespół Mjut swoją płytą zachęca do myślenia, wymaga inteligencji i skupienia od słuchacza, by zrozumieć ideę, za jaką kryje się tytułowa “Akcja ratowania ślimaków”. Może to oni próbują uratować nas od zbytniego zagłębienia się w proste, chwytliwe melodyjki, które obecnie rządzą rynkiem? Może próbują przypomnieć, że w muzyce, jak w dobrym filmie czy książce nie wymaga się tylko przejrzenia okiem czy przelotnego przesłuchania? Może trzeba troszkę pomyśleć, a co najważniejsze, zrozumieć?
Działdowo wyraźnie odcisnęło się na umysłach tych młodych chłopaków, bo na płycie czuć niemal tę klaustrofobiczną, zimnofalową, zamkniętą przestrzeń, która poukrywana jest za dysonansowymi, z pozoru nieciekawymi akordami. Tutaj smutek jest emocją rządzącą, atakującą z każdego jęku gitary, uderzenia bębna i zawodzącego wokalu Patryka Kienasta. W sumie ciężko się dziwić, skoro zespół zaczynał w piwnicy używając radia zamiast wzmacniaczy, a taboretu w miejsce werbla.
Ta prowizorka przeniosła się na brzmienie albumu “Akcja ratowania ślimaków”. Muzyka ma mroczny, dziwny, surowy klimat, który rozciąga się daleko poza głośniki, zajmując pomieszczenie, w którym ten album jest puszczany. Ba, nawet nadruk na płycie mieni się niemal w stu procentach czernią. Utwory wypalone na CD to malutkie potworki, które z pozoru bez ładu i składu, po przesłuchaniu całego albumu łączą się w dziwną, uporządkowaną, psychodeliczną całość. Chociażby taka dwuczęściowa koda “Robert naszym mistrzem” brzmi totalnie nie radiowo, niekomercyjnie, jazgotliwie, odstręczająco. Jednak członkowie Mjut, niczym mistrzowie muzycznego turpizmu przyciągają tym brzmieniem, zachęcają do zachłystnięcia się tą piękną degrengoladą. Nawet jeśli pojawiają się utwory trochę łatwiejsze do przełknięcia, jak “Zorientowani na sukces” czy “Do końca wszystkiego” (szkoda tylko, że są to wersje wygładzone w stosunku do tych z wcześniejszych EPek), stanowią dalej dla słuchacza mikro-wyzwanie w celu pojęcia, z czym to się je. Zresztą przez cały album pozostaniemy w niepewności, z lekkim dreszczem emocji po wyłączeniu guzika odtwarzacza, zaś echa psychodelicznych dźwięków nie będą dawać spokoju, jak uparte duchy bijące łańcuchami po pustym zamku w środku bezksiężycowej nocy.
Mjut wykonał kawał dobrej roboty, stworzył album niepokojący i niepokorny. Bez prostych melodii i pójścia na łatwiznę. Choć w tym wszystkim dużo mroku i obaw, gdzieś za tymi dźwiękami tli się nadzieja na lepsze. Pytanie tylko, czy w takiej wersji Mjut będzie czymś tak wyjątkowym. Lecz mimo wszystko są to tylko gdybania. Patrząc na wszystko tu i teraz, działdowski kwartet stworzył coś inteligentnego, niepowtarzalnego. Genialny debiut na start.
Kuba Serafin
Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.
Copyright © 2008-2012 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.