26.06.2010 09:42

Autor: Michał Stępniak

MGMT – “Congratulations”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


mgmt_congratulations.jpg MGMT – “Congratulations”

Uszy bolą od słuchania, głowa od analizowania, ale dziś już jestem w stanie podjąć ostateczną decyzję i oświadczyć: “Congratulations” MGMT to dobra płyta.

Cofnijmy się w czasie o dwa lata. Nie ulega wątpliwości, że rok 2008 należał do projektu Bena Goldwassera i Andrew Van Wyngardena. Od ich utworów nie można się było uwolnić.  W galeriach handlowych młodzież przymierzała ubrania, jadła lody, a w tle przygrywało im MGMT. Każda modna dziewczyna, każdy modny chłopiec znał na pamięć ich największe przeboje i miał opracowaną przed lustrem choreografię taneczną. W tym czasie był to z pewnością najpopularniejszy młody zespół indie na świecie. Dziennikarze New Musical Express orzekli, że “Oracular Spectular” to najlepsza płyta 2008 roku. Nawet w naszym kraju panowie z MGMT osiągnęli niesamowity sukces. W podsumowaniu rocznym “Programu Alternatywnego” słuchacze zdecydowali, że “Time To Pretend”, “Kids” i “Electric Feel” zajęły wszystkie dostępne miejsca na podium w kategorii ‘piosenka roku’. Ja stałem gdzieś obok, potrafiłem zrozumieć ten fenomen, ale żebym go podzielał? Raczej nie.

W kwietniu tego roku na rynku pojawiło się drugie wydawnictwo MGMT zatytułowane “Congratulations” i od razu wypada “pogratulować” braku konsekwencji i niesamowitej odwagi. Dotychczasowym wielbicielom zespół pokazał środkowy palec i zaprosił do nieco innej zabawy. Kpina z fanów? Szukanie nowej drogi? Czytając wywiady można wywnioskować, że i jedno i drugie. To, co było największą zaletą debiutanckiego albumu, zniknęło bezpowrotnie (?), bo oto na “Congratulations” nie ma przebojów, które można by katować do upadłego.

MGMT zaprasza nas na wycieczkę w lata 60. i 70., próbując zarazić miłością do takich wykonawców jak Simon& Garfunkel, Dawid Bowie czy nawet Pink Floyd. Momentami zespół brzmi niemal tak wspaniale jak Flaming Lips, a to już wystarczający  powód, by płytę zostawić w odtwarzaczu na dłużej. Śmiem twierdzić, że osoba producenta, Petera Kembera (czyli Sonic Boom z Spacemen 3) miała na to olbrzymi wpływ.

Najlepiej wypada balladowe oblicze “Congratulations” z “Someone’s Missing”, “I Found a Whistle” na czele. “Flash Delirium” z nieustannymi zmianami nastroju nieco trudniej strawić, a dwunastominutowe “Siberian Breaks” to już totalna pomyłka. Błyskotliwość i nuda współegzystują na albumie i zamieniają się pozycjami. Mimo wszystko, momentów dobrych na “Congratulations” jest nieco więcej niż tych złych. Wnioski takie łatwiej wysnuć, kiedy płytę “męczy się” przez kilka tygodni. A, że zawiera ona zaledwie 9 utworów można potraktować jedynie jako zaletę, bo im dalej, tym zdecydowanie gorzej (z przerwą na zabawne, indie-rockowe “Brian Eno”).

I tak sobie myślę – gdyby połączyć MGMT z pierwszego i drugiego albumu, to może wtedy do naszych uszu dotarłoby coś niesamowicie pięknego i ważnego. Warto spróbować, bo to, że ryzyko jest wpisane w strategię zespołu już dobrze wiemy. Z gratulacjami i owacją na stojąco można więc jeszcze poczekać.

Michał Stępniak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (14 głosów, średnio: 7,50 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.