10.11.2009 16:56

Autor: marcin

Trzy różne historie

Kategorie: Ars Cameralis AKTUALNOŚCI, Czytelnia, Relacje z koncertów, festiwale

Wykonawcy: | |


ars-cameralis-matt-elliot-02.jpg Trzy różne historie

I Wieczór Muzyki Alternatywnej w ramach Festiwalu Ars Cameralis odbył się pod patronatem folkowo akustycznych dźwięków. Trzy międzynarodowe reprezentacje – z Polski, Francji oraz Anglii, zamieniły Hipnozę w magiczne miejsce dowodzone przez nostalgiczne dźwięki gitary. Gwiazdą wieczoru był Matt Elliott.

I Wieczór Muzyki Alternatywnej odbył się drugiego dnia festiwalu. Każdy kto z niecierpliwością wyczekuje na występy Andrew Birda, Grizzly Bear czy Yo La Tengo mógł w sobotę poczuć klimat, który z pewnością zagości również na kolejnych koncertach. Iowa Super Soccer, My Name is Nobody i Matt Elliott – to do nich należał ten wieczór.

Jako pierwszy na scenie pojawił się zespół zapowiedziany przez Bartłomieja Majzla jako zespół “zza miedzy”, czyli mysłowicki Iowa Super Soccer. Grupa wystąpiła w pełnym 7-osobowym składzie. Set zaskakująco składał się prawie wyłącznie z nowych utworów, które prawdopodobnie pojawią się na planowanej na przyszły rok drugiej płycie formacji. Ze starszych numerów mogliśmy usłyszeć dynamiczną wersję pierwszego przeboju grupy – “Wild World”.

ars-cameralis-iowa-super-soccer-02.jpg Mam cichą nadzieję, że zespół nie zrezygnował na stałe z wykonywania kompozycji ze swojego debiutu, a podobny zabieg miał na celu wyłącznie przetestowanie nowych piosenek na publice. Z tego, co mogliśmy usłyszeć nowa muzyka Iowa skłania się w stronę utworów bardziej zdynamizowanych, mocno zahaczających o melodykę spod znaku Dylana. Zespół całkowicie zrezygnował z wykorzystania klawiszy. Było to moje czwarte spotkanie z Iowa Super Soccer, drugie jeśli chodzi o zespół w pełnym koncertowym składzie. Cieszę się, że pojawili się w składzie z sekcją rytmiczną, osobiście bardziej wolę to oblicze zespołu. Formacja z roku na rok nabiera pewności siebie i miejmy nadzieję kolejny album pozwoli im ugruntować swoją pozycję na krajowej scenie.

Francuski zespół My Name is Nobody pojawił się w Katowicach w 3-osobowym składzie. Ta całkowicie anonimowa u nas grupa ma za sobą trzy studyjne albumy oraz trasę po Stanach Zjednoczonych. Ciężko jednoznacznie określić ten występ. Muzyka zespołu to w większej mierze melancholijno-nastrojowe utwory, w których główną rolę odgrywa wokalista i gitarzysta Vincent Dupas. W tle klawisze, perkusja oraz głosy pozostałych członków zespołu. Występ był bardzo statyczny, przez co zwyczajnie nie porywał. Fakt – ciężko tutaj mówić o jednoznacznie złym wrażeniu. W czasie godzinnego koncertu pojawiło się kilka dobrych momentów. Zespół dodatkowo przygotował kilka zdań w języku polskim, które z mniejszym lub większym skutkiem odczytywano pomiędzy utworami. To w jakiś sposób przełamało barierę pomiędzy publiką a zespołem. Być może przy następnej wizycie pojawią się na scenie bardziej pewni siebie.

ars-cameralis-matt-elliot-05.jpg O ile dwa pierwsze występy tego wieczoru można by nazwać całkiem zgrabnym zbiorem opowiadań, to ostatni występ przypominał swoim kształtem kilkutomową powieść spod znaku “Anny Kareniny”. Matt Elliott pojawił się na scenie obwarowany przez najrozmaitsze efekty, które pozwoliły mu wykonać najbardziej ekspresyjny koncert wieczoru. Porównanie do rosyjskich prozaików nie było przypadkowe. Muzyka Matta Elliotta to połączenie jego dotychczasowego doświadczenia z muzyką progresywną oraz inspiracji wschodnioeuropejskim folkiem. Na żywo to połączenie wypadało bardzo okazale. Koncert zdominowały kompozycje z ostatniego albumu muzyka “Howling Songs”. Korzystając z dwóch gitar oraz całego zaplecza elektroniki, konstruował swoje utwory na oczach słuchaczy. Samplując poszczególne partie gitarowo-wokalne tworzył bardzo potężnie i monumentalnie brzmiącą ścianę dźwięku. Świetnie na tym polu wypadł “The Howling Song”, w którym nałożone na siebie wokale wypaliły z mocą Chóru Aleksandrowa. Wszystko to odbywało się pomimo problemów technicznych trwających praktycznie przez cały czas trwania koncertu. Muzyk przepraszał za wszystkie sprężenie i szumy, których do końca nie potrafił opanować. Koncert zakończyły dwa utwory odegrane na bis. Pewnie Elliott dałby się naciągnąć na jeszcze kilka, gdyby nie planowany pokoncertowy set DJ-ski. Kilkanaście minut po zakończeniu koncertu Matt zamienił gitarę na laptopa i zaserwował “some fucking dance sound”.

Marcin Bieniek

Zdjęcia z koncertu autorstwa Antoniny Murawy:

KLIKNIJ
-> dział poświęcony festiwalowi Ars Cameralis

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.