18.02.2010 10:26

Autor: Zylka

Massive Attack – “Heligoland”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


massive_heligoland.jpg Massive Attack – “Heligoland”
EMI Music/2010

Na nowy album Masywnych przyszło nam czekać aż siedem lat. Siedem lat, podczas których w muzyce zmieniło się wiele, również w trip-hopie. Fantastyczny album wydało Portishead, ukazał się solowy projekt autorstwa Tricky’ego, Archive z płyty na płytę zmieniało stylistykę. A Massive Attack? Jakby zwolnił, stracił na impecie i zapomniał, że na lidera patrzy się szczególnie czujnie.

“Heligoland” poprzedziła wydana końcem 2009 roku EPka “Splitting The Atom”, zawierająca kompozycję o tym samym tytule, nagraną razem z niezawodnym Horace Andy’m. Już wtedy usłyszeć można było dwojakie opinie, na temat zapowiedzi nowego albumu, bo chociaż “Splitting The Atom” jest solidnym, typowo “Masywnym” utworem, a legendarny już wokal Andy’ego dodawał mu dodatkowych atutów, to poza tym na EPce nic wartego uwagi się już nie znalazło. Niestety podobne uczucie przykrej nudy towarzyszy nam przy odsłuchu “Heligoland”. Przyznam się, że ani raz nie starczyło mi sił na przesłuchanie wszystkich dziesięciu utworów płyty bez naciśnięcia przycisku stop w odtwarzaczu i odpoczynku przed kolejnym podejściem. Nie ukrywam, że jest to zjawisko bardzo dla mnie przykre i niesprawiające mi za grosz radości, gdyż miałem nadzieję, że nowe dzieło, które wyszło spod ręki Roberta del Naja, znamiona właściwego dzieła nosić będzie.

Ale po kolei. Album otwiera “Pray for Rain” z udziałem Tunde Adebimpe, wokalisty TV On The Radio. Powolna, melancholijna melodia z głębokim, wyciszonym basem w tle niczym z klasyki dub stepów daje nadzieję i budzi ciekawość przed następnymi utworami. Następnie mamy “Babel”, gdzie tym razem wokalnie udziela się Martina Topley-Bird. W tym momencie czar prysł, a myśl, że dalej słuchamy pionierów trip-hopu, zespołu Massive Attack może doprowadzić nas do niemałego rozdwojenia jaźni. “Babel” jest utworem poprawnym, ale prędzej spodziewałbym się takiej kompozycji na solowej płycie panny Bird. Nie ma tu niepokoju, ciężaru charakterystycznego dla Massive Attack. Mocnym (niestety nielicznym) punktem tego albumu jest utwór czwarty, “Girl I Love You”, gdzie z pomocą ponownie przychodzi Horace Andy. Ciekawa transowa aranżacja, enigmatyczny tekst i to “coś”, co decydowało o sukcesach poprzednich płyt Masywnych.

Niestety po tym utworze, który wprowadził nas już niemal do stratosfery, spadamy z jeszcze większym hukiem, bo “Psyche” brzmi niczym wyciągnięte z twórczości Blonde Redhead czy sióstr CocoRosie. Przyzwoitą kompozycją jest “Paradise Circus”, które optymistycznie działa na nasze zmysły i stara zatrzeć ten nieszczęsny posmak wcześniejszych utworów. Fortepian przepuszczony przez sampler z tradycyjnym trip-hopowym brzmieniem i damski, delikatny wokal. Niby niewiele, a jednak kompozycji tego typu na “Heligoland” brak. Renomę marki Massive Attack bronią dwa ostatnie utwory, chyba najlepszy na albumie “Saturday Come Slow” z mistrzowskim pokazem umiejętności Damona Albarna, brzmi jak klasowy utwór Masywnych. Album zamyka mroczny “Atlas Air”. Mocny, pierwszoplanowy bas, dźwięki wesołego miasteczka i deklamowany tekst. Przypominają się rdzenni, najlepsi Masywni, z okresu “Protection” czy “Mezzanine”. Niestety przy “Heligoland” takie ożywienie pamięci o starszych, dobrych czasach naszło mnie niezwykle rzadko.

Massive Attack wielkim zespołem jest, z tym faktem nie próbuję polemizować. Jednak ich dorobek dyskografii składa się na dzień dzisiejszy z pięciu płyt studyjnych, więc nie jest to chyba odpowiednia pora, by osiąść na laurach. Chyba za wcześnie na taki okres dla tego zespołu, w którym może on pozwolić sobie na umieszczeniu jedynie dwóch, trzech świetnych kompozycji na albumie opierając swoją pozycję na tym, że spragnieni fani przyjmą nowy album jako akt łaski i formę daru niebios, a swoje komentarze ograniczą do dobrodusznego “całe szczęście, że i tak coś wydali”. Z drugiej strony, wielkim też może podwinąć się noga, wielkim też mogą przyjść do głowy gorsze pomysły, bo niestety “Heligoland” przypomina wyrób jedynie masywno-podobny.

Oby na następną płytę spod szyldu Massive Attack przyszło czekać nam krócej niż siedem, nie daj Boże, chudych lat.

Krzysiek Żyła

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (26 głosów, średnio: 8,04 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.