27.12.2010 10:59

Autor: Michał Baniowski

Mando Diao – “Above and Beyond MTV Unplugged”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje


mtv-unplugged-mando-diao_mando-diaoimages_big302754850.jpg Mando Diao - “Above and Beyond MTV Unplugged”
Universal Music Group / 2010

Czy ABBA miała swoje MTV Unplugged? Czy miał je Yngwiee Malmsteen? Czy dla najsłynniejszej muzycznej telewizji zagrali bez prądu In Flames albo The Hives? Nie. A Mando Diao tak.

Wszyscy wymienieni wykonawcy, wbrew pozorom, posiadają wspólny mianownik. Jest nim Szwecja. Autorzy “Give Me Fire” jako pierwszy wysłannik tego kraju, dostąpili takiego zaszczytu. Dziś już nieco wątpliwego i zdewaluowanego, zważywszy na to, jaką transformację MTV przeszła. Ale liczy się fakt. Poza tym takie zaproszenie to okazja do wzbogacenia swojej dyskografii i przedstawienia własnej twórczości w innym świetle. Mando Diao wypełnili oba te punkty. “Above and Beyond MTV Unplugged” została wydana bardzo ładnie i bogato na: CD, 2CD, Blu-Ray’u, DVD i Bóg wie, czym jeszcze. Za owym wydawniczym przepychem podążyła, na szczęście, jakość albumu. Naturalnie, zawiera on utwory z całego przekroju kariery grupy, z którego ta, wybrała piosenki najbardziej chwytliwe i przebojowe. A, jak wiem z doświadczenia, chwytliwość i przebojowość Mando Diao oznaczają coś smacznego.

Zespół zastosował ciekawe rozwiązanie i w wielu przypadkach wymienił kompozycjom ładunek emocjonalny. Bardzo prosty przykład. “Dance With Somebody”, który w oryginale uderza tanecznym rytmem i heroizmem, w wersji akustycznej nabrał wielkiego liryzmu i spokoju. I większość płyty utrzymana jest w podobnych nastrojach. Grupa nie szarżowała zbytnio z aranżacjami. Pojawiają się za to skrzypce, pojawia się harmonijka ustna. “No More Tears” brzmi jak swojskie country, “High Heels” jak rasowy blues, a “How We Walk” to piękny folk. Całość jest na wskroś amerykańska, zagrana z luzem i lekkością. Lecz najważniejsze, że słychać po prostu Mando Diao. Szczerych chłopaków, którzy śpiewają dobre piosenki. I w sumie nieważne, że gościnnie pojawiają się Juliette Lewis i Ray Davies.

Ich udział nie jest aż tak znaczny. Udział wrażliwych Szwedów w zupełności wystarczy. Kiedy grają akustycznie wierzę Im jeszcze bardziej. Bo to płyta koncertowa, bo nagrana przy żywo reagującej publiczności, bo brzmienie jest surowe, a sam występ wydaje się być niezwykle naturalny i bezpretensjonalny. Bo “Hail The Sunny Days” brzmi tak, że śmiać się chce, bo tytułowa Gloria wydaje się jeszcze piękniejsza.

Michał Baniowski
baniowski.wordpress.com

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 7,67 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.