10.11.2010 10:05

Autor: Maria

Mały klub, mała scena, dużo instrumentów, jeszcze więcej emocji – NO!NO!NO! w klubie Łykend.

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


img_2968.jpg Mały klub, mała scena, dużo instrumentów, jeszcze więcej emocji – NO!NO!NO! w klubie Łykend.

Wrocławski klub Łykend nie grzeszy wielkością, a mimo to, właśnie tam w ostatniej chwili przeniesiono koncert zespołu NO!NO!NO!

Zespół powstały z przypadku zaczął koncertować w grudniu 2008 roku. Prezentował wówczas robocze wersje utworów, które znamy z wydanej niedawno płyty. Występowali na próbach generalnych w Krakowie, Katowicach i Warszawie. Wszędzie robili spore wrażenie. Teraz panowie, już po wydaniu debiutanckiej płyty, ruszyli w pełnoprawną trasę koncertową.

Z reguły podejrzliwie podchodzę do zespołów koncertujących a posiadających w dorobku jedną płytę, bo zawsze w pewnym momencie pojawia się to niezręczne pytanie: co by tu jeszcze zagrać? W tym przypadku na dodatek nie można liczyć na utwory z repertuaru Myslovitz czy solowej płyty Tomka Makowieckiego. Przy każdej sposobności NO!NO!NO! odcina się od twórczości głównych projektów w których panowie tworzą. Trzeba jednak przyznać, że interesująco wypełnili setlistę. W informacjach prasowych zapowiadali zaskakujące wstawki, psychodeliczne ogony solówek, elementy improwizacji i mnóstwo dobrej zabawy. I trzeba przyznać, z obiecanych podpunktów, zupełnie niepolitycznie, wypełnili wszystkie. W dwustu procentach normy. Zdecydowanej większości spośród 14 utworów, przearanżowano początki i zakończenia, jak chociażby zagranej jako intro “PJ” z bardzo długą instrumentalną wstawką na początek. Z ciekawych zakończeń natomiast, w pamięć zapada i tak świdrujący głowę “Test Voigh- Kampfa”, wydłużony w wersji koncertowej o dodatkowe 5-7 minut, wypełnione riffami gitarowymi w wykonaniu trójki panów i przy przeogromnym wysiłku perkusisty – Damiana Pielki, wspierającego zespół w trasie.

Choć zespół stwierdził po koncercie, że było to niezamierzone, można było odnieść wrażenie, że koncert podzielił się na dwie części: wszystkie utwory z początku koncertu, zagrano odrobinę wolniej niż na płycie, przez co nabrały dodatkowo refleksyjno – nostalgicznego charakteru. Niepokojąca “Polska Szkoła Dokumentu” z pojawiającymi się znienacka, urywanymi, zatłoczonymi wybuchami, prawie siedmiominutowy “Świat według Bestsellera”, “Zabrakło prostych słów”, czy “Wyjątek od rozsądku”. Część druga natomiast, mniej więcej od wspomnianego już “Testu Voight – Kampfa”, zagrana została z dominującą partią gitar, zadziornie i szybko, wymuszając na publiczności szybsze tupanie nogą. I cały nostalgiczny nastrój prysł pod wpływem tych energetycznych kawałków. Nie pomógł nawet “Inaczej niż w raju” zagrany na samym końcu. Trudno też było usiedzieć w miejscu, gdy na scenie Wojtek Powaga zaczął tańczyć, Tomek Makowiecki wieszał się na rusztowaniach pod sufitem, a Przemek Myszor, w czasie szybszych utworów wprawiał swój stolik w niebezpieczne wibracje.

Wisienkami na torcie były piosenki, które nie weszły na płytę, jak np. piosenka o roboczym tytule “Topór” zadedykowana będącemu na koncercie Marcinowi Borsowi – producentowi płyty NO!NO!NO! oraz cover “Piano fire” – przygotowany specjalnie na trasę, oryginalnie z repertuaru Sparklehorse.

Nagrywając płytę panowie powtarzali: “Zrezygnowaliśmy z typowych, naturalnych i ulubionych elementów. Postanowiliśmy poszukać gdzie indziej, stworzyć nasz styl, różniący się od tego, co robimy w rodzimych zespołach, ale jednocześnie taki, pod którym możemy się podpisać”. I przyznaję panowie, bardzo dobrze Wam to wyszło!

Maria Grudowska




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.