31.03.2009 22:27

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Wywiad z 2/3 projektu Czesław Śpiewa: Karen Duelund i Martinem Bennebo

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy: |


czesaaw-apiewa-family.jpg Wywiad z 2/3 projektu Czesław Śpiewa: Karen Duelund i Martinem Bennebo

Dwójka muzyków opowiedziała nam m.in. o swoich artystycznych planach, wspólnym graniu z Czesławem, a także tym czym jest dla nich Polska.

Karen Duelund i Martin Bennebo to dwójka muzyków, a także przesympatycznych osób, głównie znanych u nas w kraju ze współtworzenia razem z Czesławem Mozilem formacji Czesław Śpiewa. Jednakże od jakiegoś czasu Karen próbuje swoich sił także w solowym projekcie Mademoiselle Karen, w którym gra i komponuje muzykę inspirowaną francuskim chanson. Oto przed wami pierwszy tak obszerny wywiad w polskich mediach z tą intrygującą dwójką.

UwolnijMuzykę: Karen, publika w Polsce kojarzy cię głównie jako członkinię kolektywu Czesław Śpiewa. Tymczasem, niewiele osób wie o Twoim drugim wcieleniu, o Mademoiselle Karen. Mogłabyś zdradzić nam kilka szczegółów?

Karen: Projekt jest dosyć nowy. Rozpoczął się półtora roku temu, kiedy zaczęłam tworzyć własne teksty, w większości pisane po francusku. Zainspirował mnie mój chłopak, który mieszka we Francji. Wszystko miało swój początek podczas wakacji na Korsyce, kiedy mieszkaliśmy u jego brata. Poprosili mnie, abym napisała coś w księdze gości. Mój wpis był czymś w rodzaju wiersza, który potem zmienił się w piosenkę i zagraliśmy ją na jednym z koncertów. Wtedy śpiewanie po francusku zaczęło mieć dla mnie sens. Przedtem pisywałam tylko dla siebie. Język francuski otworzył w mojej głowie, jakby nową zakładkę. Weszłam na inne tory myślenia o muzyce, o własnej twórczości. Znam trochę francuskiej muzyki, ale nie tak wiele jak angielskiej i duńskiej. To sprawia, że moja twórczość jest pozbawiona odniesień do francuskich wzorców. Takie ograniczenie, daje artyście, nomen omen, sporą wolność.

Ale przecież francuski jest dla ciebie trudniejszym językiem?

Karen: Oczywiście, lepiej mówię po duńsku czy po angielsku. Ale tak naprawdę, dzięki temu jestem bardziej otwarta, w pewien sposób. Lubię proste piosenki i proste melodie. Kiedy piszę po angielsku, w języku, który znam lepiej, staram się układać bardziej skomplikowane teksty. Nie mam tak szerokiego słownictwa, jeśli chodzi o francuski, co czyni teksty pisane w tym języku prostsze (śmiech). Przez co może bardziej zrozumiałe? Kto wie.

Z Mademoiselle Karen właśnie wydałaś krótką epkę, a czy masz już plany na longplay?

Karen: Tak, płytę będę nagrywać w 2009 roku w Danii, ale album zostanie wydany w Polsce. Chciałabym grać, mieć trasę koncertową, obecnie nad tym pracujemy. Teraz kiedy Czesław występował z Hey (w ramach trasy Unplugged – przyp. red.) mieliśmy kilka wolnych dni. Pomyśleliśmy, że to dobry pomysł, by to rozpocząć (w 2008 roku Karen zagrała kilka koncertów w ramach swojego projektu – przyp.red.).

Oboje, razem z Czesławem, ukończyliście akademię muzyczną. W Polsce wciąż pokutuje myślenie, że jeżeli ktoś skończył konserwatorium, nie potrafi tworzyć. Mówi się, że w szkołach uczą tylko klasycznego materiału, który narzuca absolwentom pewne klapki na uszy, korytarze myślenia o muzyce. U nas w kraju, nie mamy wielu artystów popularnych, z podobnym wykształceniem jak wasze.

Martin: Może coś wynika z naszego wykształcenie muzycznego… Nie wiem, może my potrafimy grać?… (śmiech).

Karen: My (w Danii) mamy dwa rodzaje szkoły muzycznej: klasyczną i rytmiczną. To dość dziwne stawiać sprawę w taki sposób, ale tak właśnie jest. My wszyscy skończyliśmy szkołę klasyczną. Uczyliśmy się tam grać klasyczne utwory, ale teraz gramy coś zupełnie innego. A więc znamy wszystkie podstawy, ale nasza twórczość bierze się z czego innego. W pewien sposób zapominamy tego, czego się wtedy nauczyliśmy.

Martin: Wiem, o co ci chodzi, trudno wyzbyć się później takich rzeczy.

Karen: Cztery lata temu skończyliśmy konserwatorium. W ciągu pierwszego roku cały czas robiliśmy coś związanego z muzyką, ale sama nie grałam tak dużo. Musiałam uciąć pewną linię w mojej edukacji, żeby wytyczyć własną drogę w komponowaniu.

Martin: Edukacja dała mi solidną podstawę. Kiedy miałem 15 albo 14 lat grałem tak samo. Teraz mam po prostu dużo więcej możliwości ekspresji, ale, na szczęście, wciąż mam ten sam stary sposób myślenia. Mam nadzieję, że szkoła muzyczna tego nie zmieniła. Jeżeli zmieniła, pozostaje ci tylko jedna droga: wyrażać siebie, wyrażać siebie, wyraź siebie. To jedyny pasujący klucz. Tak… to pytanie dało mi do myślenia (śmiech).

Karen: W sumie nie ma odpowiedzi. To jest interesujące, nie możesz wytłumaczyć, co tak naprawdę się dzieje. W graniu muzyki, jestem teraz tam gdzie to się zaczęło: chodzi po prostu o granie, wyrażanie siebie, jak powiedział Martin.

Jak zapamiętaliście swój pierwszy pobyt w Polsce? Byliście tu po raz pierwszy z Tesco Value, czy może już wcześniej odwiedziliście nasz kraj?

Karen: Z Tesco Value. To nie było tak dawno. Martin spędził tutaj dużo, dużo więcej czasu niż ja.

Martin: Pierwszy raz przyjechałem bodajże w 2002 roku. To był rok kiedy rozpoczynaliśmy. Najpierw były koncerty w Danii w Kopenhadze, potem w Polsce. Odwiedziłem wasz kraj przeszło 50 razy.

A więc jak często bywacie u siebie w domu?

Karen: Ostatnio bardzo rzadko (śmiech). A zwłaszcza od czasu wydania “Debiutu”, w kwietniu.

Martin: Myślę, że od kwietnia zagraliśmy około 120 koncertów, może więcej. To sporo, tym bardziej, że stało się to tak nieoczekiwanie.

Jakie wrażenie wywarła na was Polska? Pamiętacie jaka była pierwsza myśl, która przyszła wam do głowy po przyjeździe?

Martin: Ja już nie odnoszę żadnego wrażenia. Ja tu po prostu mieszkam. Podróżowałem po tym kraju tyle razy, że jest on dla mnie jak mój dom. To nie jest tak, że jeśli udaje się do Polski, to jadę do obcego kraju, za granicę. To jest mój dom.

A nasza słowiańska mentalność?

Karen: Jest jedna prawdziwa odpowiedź na to pytanie. Nasz świat, nasze otoczenie, jakie mamy w Polsce, jest bardzo ograniczone, zawężone w pewien sposób. Powiedziałby nawet, że wirtualne. Gramy koncert i spotykamy konkretną grupę ludzi. My gramy muzykę, ludzie chcą jej słuchać. Są pozytywnie zainteresowani naszą działalnością. To bardzo pozytywne spotkania, ale wiemy też jak mylące, bo przecież nie spotykamy tzw. “normalnych” ludzi. Dla mnie jesteście bardzo żywiołowi, otwarci, pożądacie nowych rzeczy.

Martin: A ja sądzę, że tworzycie niezwykle zdyscyplinowaną publiczność.

Naprawdę? Nie mogę uwierzyć!

Martin: Tak uważam (śmiech).

Bez ogródek mówicie o sobie nawzajem – przyjaciele. To wielkie słowo. Pamiętacie relacje Lennona i McCartneya? W wielu zespołach, mimo że tworzą je osoby uważające się za przyjaciół, dochodziło do scysji na tle artystycznym. Jak jest z wami i Czesławem?

Karen: Wybieram ludzi, których naprawdę lubię i którzy naprawdę lubią mnie i moje projekty. Rzadko się kłócimy, my po prostu dobrze się bawimy (śmiech). Więc myślę, że mamy szczęście. Rozmawialiśmy na ten temat. Jesteśmy wszyscy razem cały czas tu w Polsce i prawie nigdy się nie spieramy. Lubimy spędzać ze sobą czas, zarówno prywatnie, jak i na scenie. I myślę, że to jest coś co można poczuć. Inaczej byśmy tego nie robili (śmiech).

Martin: Nam z Czesławem naprawdę dobrze się układało jako kumplom, więc pewnego dnia pomyśleliśmy: “Hej, załóżmy zespół”. To było rok po tym jak poznałem Czesława. Wcześniej razem wychodziliśmy bawić się i imprezować, aż w końcu padło hasło wspólnego grania. Wyszło to bardzo naturalnie. My na północy nie jesteśmy Latynosami. Nigdy nie krzyczeliśmy na siebie, muzyka zostaje z nami. Wszyscy wymagają wiele od siebie nawzajem, ja wymagam wiele od Karen i Czesława itd., ale nigdy z tego powodu nie było specjalnych spięć. Szanujemy się.

Co spowodowało, że uwierzyliście w projekt Czesław Śpiewa? Tesco Value nie odniosło w Polsce sukcesu. Czemu więc tym razem miałoby się udać? Poza tym zawsze pozostaje sprawa pieniędzy, bo przecież każdy z was tak czy inaczej ich potrzebuje. Nie baliście się angażować w coś, co pochłonie tak dużo waszego czasu i energii?

Karen: Cała sprawa z pieniędzmi nigdy nie była ważną kwestią. To bonus, że nagle można grać i dostawać za to pieniądze. Przez długi czas robiliśmy to tylko dla przyjemności. Za mój koncert w Polsce zapłaciłam ja sama, po to by ludzie mogli przyjść i posłuchać. Pieniądze się nie liczą, ale oczywiście, że musimy zarabiać na utrzymanie.

Kiedy widzi się waszą trójkę na scenie, każdy ma swój sposób ekspresji, swoją rolę. Daje to świetny efekt. Myśleliście kiedyś o aktorstwie?

Martin: Owszem, myślałem. Scena, także ta koncertowa pozwala odegrać jakąś rolę, przybrać inne szaty?

Karen: Właściwie aktorstwo jest moim wielkim marzeniem. Graliśmy wiele koncertów w teatrach, co się wspaniale zazębiało. Teatr i muzyka to jak dwie strony tej samej monety. Nie ma muzyki bez teatru, nie ma teatru bez muzyki, bo w końcu teatr, oprócz pantominy, też polega na operowaniu głosem, dźwiękiem. Dopiero z muzyką, zaczyna się tworzyć coś szczególnego. Z tego zazębienia, wypłynęła Mademoiselle Karen, tym zostałam zainspirowana, aby pociągnąć to dalej. Dużo łączy Mademoiselle Karen z kabaretem i z tym opowiadaniem ludziom historii. Zresztą, mieliśmy klasę teatralną w liceum z Czesławem. Kiedy byłam młodsza, musiałam wybierać między muzyką a teatrem. Teraz mogę je połączyć.

Martin, na twoim koncie w MySpace, znalazłem nagranie zatytułowane “Polish for foreigners” (polski dla obcokrajowców). Co myślisz o polskim języku?

Martin: Ach ten polski! Fajnie byłoby się go uczyć, ale nauka idzie dość opornie. Chciałbym się wykazać większą wolą, ale to takie trudne.

Karen: Ja też się staram. Umieściłam jedną polską piosenkę, w swojej setliście pod tytułem “Twoja Kobieta, reszta jest nie ważna” (śmiech). Kiedy ją gram, dostaję wielkie wsparcie od publiczności, to niesamowite. Muzyka jest uniwersalnym językiem, ale umieć jeszcze do tego mówić w danym języku, spotykać ludzi… Naprawdę chcę być w tym lepsza. Dajcie mi trochę czasu.

Martin, a ty? Z waszej trójki, ty wydajesz się najbardziej opanowany. Ciekaw jestem czy myślisz o solowej karierze, jakie są twoje plany na przyszłość?

Martin: Nigdy o tym nie myślałem. Oczywiście tworzę kompozycje, fajnie byłoby je kiedyś “dostarczyć” szerszej publiczności. Przed chwilą rozmawialiśmy o aktorstwie. Chciałbym zrobić coś dla teatru, to jest moje marzenie. Lubię grać z innym ludźmi i nie chcę być tą główną postacią, to nie mój styl. Ale definitywnie odpowiedź brzmi: tak. Martin Bennebo zamierza komponować swoją muzykę. Chciałbym współpracować z ludźmi w teatrze i przy filmach, ale teraz jestem zajęty [westchnienie, ale pogodne].

Karen: Jak widzisz, granie z Czesławem nie jest jedyną rzecz, na jakiej się skupiamy. To jest coś, co robimy ostatnio, ale jeśli tylko będziemy mieli przerwę, w Danii czeka nas wiele innych projektów! Razem piszemy muzykę do filmu i jako podkład do książki. Jesteśmy bardzo zapracowanymi Duńczykami (śmiech).

Rozmawiali:
Krzysztof Kowalczyk i Radosław Orzeł

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.