06.07.2010 15:32

Autor: Sandra Kmieciak

Lulu Rouge – “Bless You”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:



lulu-rouge-bless-you.jpeg Lulu Rouge – “Bless You”
Music For Dreams/2008

Gdy czasami o trzeciej w nocy skończą mi się interesujące strony z ciekawymi artykułami do czytania, biorę się za przeglądanie teledysków podlinkowanych przez znajomych z Facebooka. Zauważyłam wśród nich tendencję do systematycznego powracania do kawałków Lulu Rouge z wydanego w 2008 roku krążka “Bless You”. Skłoniło mnie to do odświeżenia go sobie w pamięci i napisania o nim słów kilku.

“Bless you” swoją premierę miał w maju 2008 roku, trudno zatem już teraz nazywać ów krążek duńskiego kolektywu Lulu Rouge mianem ponadczasowego. Niewątpliwie musi być jednak niebanalny, elektryzujący, przyciągający, pociągający, zapadający w pamięć. Kompozycje autorstwa DJ T.O.M.’a, czyli Thomasa Bertelsena i Budy – Torstena Bo Jacobsena – są mieszanką subtelnej elektroniki w tempie down i slow, dubstepu pełnego dźwięków mrocznych, skupionych w sobie, wydobywających się z otchłani basów wyznaczających miarowy rytm, mieszanką ponętnych i powabnych wokali Alice Carreri Pardeihan, Tuco, MC Jabbera czy Mikaela Simpsona w tytułowym “Bless You”. Każde z nich narzuca kompozycjom indywidualny charakter, nie burząc estetycznej spójności albumu. Aż trudno uwierzyć, że krążek jest debiutem Duńczyków, jest tak dojrzały, przemyślany, dopięty do ostatniej nuty. Choć może jednak mówienie w ich przypadku o debiucie jest nieco… hmmm… jest dodawaniem przez odejmowanie. Ani DJ T.O.M. ani Buda debiutantami nie są, na duńskiej scenie muzycznej obecni są od wielu lat, mają tam już swoją ugruntowaną pozycję, ich solowe dokonania niejednokrotnie wchodziły w skład takich kompilacji jak BBC Blue Sessions czy Buddha Bar. Rozpisywanie się o ich spektakularnym debiucie jest więc może nieco na wyrost, zmusza do odrzucenia dotychczasowej działalności obu panów i każe myśleć o nich jak o nieupierzonych młokosach. O “Bless You” trzeba zatem mówić jako o debiucie, ale biorąc to słowo w cudzysłów i traktując z przymrużeniem oka.

Panom należą się słowa uznania za zgranie i połączenie sił z wyjątkowo udanym i zgrabnym efektem. Jest to z pewnością wynik sąsiednich ścieżek muzycznych, którymi podążają, ale też licznych kompromisów, które złożyły się na spójną wizję “Bless You”. Album, na który składa się dziesięć smakowitych kąsków, połyka się w całości, serwując sobie pięćdziesiąt minut muzycznej uczty. Uczty rodem z najbardziej trendy restauracji, gdzie na środku wielkiego talerza leży liść sałaty, marchewka i miniaturowy kawałek mięsa. Minimalizm w pełnej krasie, ale jakże pyszny i pożywny!

Sandra Kmieciak

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.