03.07.2010 02:42

Autor: fl23

Lucky Dragons w Powiększeniu

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


dlonie.jpg Lucky Dragons w Powiększeniu

Ostatnio w Powiększeniu miało miejsce zebranie sekty Lucky Dragons.

Znaczy w zamyśle to miał być koncert. Sami członkowie zespołu używają naprzemiennie określeń “koncert” i “gra” bo jak mówią przebieg ich koncertów ma podobną logikę co zasady jakiejś gry. Z daleka musi to wyglądać jak jakiś dziwny rytuał. Mistrzem ceremonii jest Luke Fishbeck przy swoim laptopie, jego prawą ręką to Sarah Rara, a ministrantami cała widownia. Gdyby widział to Ryszard Nowak, od razu złożyłby pozew na prokuraturę. Dlaczego? Przebieg występów Lucky Dragons ma się nijak do tego co przeżywa zwykle odbiorca, nawet wielce przyzwyczajony do obcowania z eksperymentami i awangardą w sztuce.

Na początku występu Luke zaczął powoli szkicować rytm w którym miała przebiec reszta występu. Sarah wtórowała mu nucąc, śpiewając, grając na kalimbie i  wydając przeróżne odgłosy przyrządami z ich wielkiego instrumentarium – od wymyślonych przez nich instrumentów elektronicznych, po zabawki, grzechotki i tradycyjne, etniczne instrumenty. Trwało to może trzy, cztery minuty, zaraz potem duet zaczął zmieniać się w kwartet, po kolejnych czterech minutach Lucky Dragons było już orkiestrą. Luke i  Sarah zaczęli rozdawać nam swoje instrumenty – dziwne kable, które po potrząśnięciu wydawały niepokojące odgłosy grzechotek; podłączone do prądu kable, które tworzyły dźwięki dopiero po dotknięciu drugiej osoby; puste płyty kompaktowe, które po zetknięciu ze światłem projektora wydawało hałasy przypominające odgłosy laserów z filmów sf; czy wreszcie zwykłe gongi. Tutaj niestety muszę zawiesić narrację, ponieważ zostałem przez zespół wplątany w tok tego hipnotyzującego seansu. Muzycy po prostu nie zamieszczają relacji ze swoich koncertów. Nie żebym uważał się za muzyka i ważną część tego koncertu, ale według deklaracji Luke’a i Sary tak właśnie było.  Zespół oddał widowni (?) wolną rękę w generowaniu fantazyjnych, nieposkładanych i pozbawionych zamysłu dźwięków.

Zastanawiam się czy przez przypadek nie dałem się nabrać. Może podzielenie się instrumentami to tylko tania manipulacja, stworzenie złudnego poczucia bliskości z muzykami i ze sztuką? Przecież byliśmy cały czas kontrolowani, mistrzowie tej ceremonii (czy utrzymując się ich terminologii – zabawy) trzymali palce na mikserze, którym w każdej chwili mogli wyciszyć “muzyków” nie pasujących do ich koncertu. Ale koncert zostawił po sobie zbyt dużo dobrych wspomnień, nawet jeśli Lucky Dragons codziennie oszukują na scenie swoich muzycznych partnerów, tworząc sztuczną fasadę wspólnego przedsięwzięcia to ja wolę o tym nie wiedzieć.

A tutaj jeszcze relacja Michała Wieczorka.

Filip Lech

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.