12.04.2011 22:29

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Live Footage koncertowo pozamiatali w Gdańsku i Warszawie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, Tylko u nas

Wykonawcy:


Live Footage koncertowo pozamiatali w Gdańsku i Warszawie

live_footage_8_4_09-017736.jpg …czyli krótka wymiana zdań na temat tego, co zobaczyła publiczność stołecznej Eufemii oraz trójmiejskiego Flisaka.

Krzysztof Kowalczyk: Nie wiem, czy to przez pochodzenie duetu (Brooklyn, Nowy Jork) czy też przez nienagannie skrojone garnitury, w które byli przyodziani muzycy, ale trzeba przyznać, że gdańska publika słuchała Live Footage w dużym skupieniu.

Michał Wieczorek: Dokładnie tak samo było w Warszawie. Mike Thies i Topu Lyo wyglądali, jakby grali w Filharmonii, a nie w jednym z najmniejszych (ale jednocześnie najbardziej domowym) stołecznym klubie, Eufemii. W lokalu może było ze 30 osób, ale wszyscy siedzieli w ciszy i słuchali nowojorczyków, którzy wytworzyli prawidziwie magiczną i filmową atmosferę, korzystając z perkusji, klawiszy, wiolonczeli i mnóstwa efektów. A wszystko we dwójkę.

Krzysztof Kowalczyk: To jak swobodnie przekraczali kolejne granice gatunków, robiło wielkie wrażenie. Instrumentalny hip hop za chwilę ustępował miejsca post-rockowym przestrzeniom, żeby następnie przejść płynnie w jazzowe, bujające rytmy. Widać, że galimatias kulturalny, z którego jest znane ich rodzinne miasto, miał wielki wpływ na to co i jak grają.

Michał Wieczorek: Eufemia jest maleńka,  a mimo tego udało im się uchwycić przestrzenność swoich utworów. Każdy brzmiał, jak zagrany przynajmniej w katedrze. Zgadzam się, że ich piosenki (jeśli można je tak nazwać) są silnie naznaczone hop hopem, co sami przyznają. Do tego covery m.in. J Dilli czy Jaya Z (niestety tego zabrakło w Warszawie, czego bardzo żałuję) jasno stawiają sprawę. Garnitury garniturami, ale oni po prostu czują tę nowojorską wibrację.

Krzysztof Kowalczyk: W gdańsku Live Footage zagrali cover “Hard Knock Life” Jaya Z i trzeba przyznać, że udał się on chłopakom znakomicie. Wspomnieliśmy o mariażu stylistycznym, w którym duet się porusza, wspomnieliśmy o eleganckim ubiorze, ale nie napisaliśmy jeszcze o wielkim talencie, jaki Amerykanie posiadają, a właśnie dzięki niemu potrafią oni wykonywać swoją twórczość w taki sposób. Mike Thies grał niczym robot, idealnie trzymając perkusyjny rytm, momentami ocierający się wręcz o drum and bass. Z kolei Topu Lyo doskonale panował nad podłączoną do niezliczonych efektów wiolonczelą.

Michał Wieczorek: To jak grał na perkusji Mike jest do tej pory dla mnie niewyjaśnioną zagadką. Zestaw miał nadzwyczaj skromny. Werbel, stopa, talerz i hi hat (podobny zestaw ma perkusista Deerhoof, Greg Saunier, i podobne cuda na nim wygrywa), ale jeszcze do tego grał na klawiszach. W tym samym czasie, co na bębnach. Niemożliwe? A jednak. W Warszawie podzielili swój koncert na dwie części z dziesięciominutową przerwą. Część pierwsza to własne utwory, część drugą zdominowały covery. Co jednak nie zniszczyło magicznej atmosfery występu, bo nawet cudze utwory w aranżacja Live Footage brzmią jak ich własne.

Krzysztof Kowalczyk: Nowojorczycy podobnie podzielili swój trójmiejski występ. I trudno mi się nie zgodzić z opinią, że obojętnie, czy duet gra swoje utwory, czy też cudze, robi to z wielką klasą. A najlepszym dowodem są na to koncert jakie dali w Warszawie i Gdańsku.

Zobacz więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.