23.12.2009 18:23

Autor: marcin

Le Loup – “Family”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


le-loup.jpg Le Loup – “Family”
Hardly Art/2009

Moda na kolektywne granie nie przemija. Amerykańska formacja Le Loup wydała w 2007 roku najciekawszy i bodajże najbardziej niedoceniony album w tej kategorii. Pora na podejście numer dwa.

Od pierwszych chwil obcowania z muzyką sygnowaną nazwami Belle & Sebastian, Broken Social Scene czy Arcade Fire, trudno nie zauroczyć się łatwością z jaką to kilku(nasto)osobowe, rodzinno-kolektywne formacje, tworzą i nagrywają kolejne interesujące albumy. Zadziwiające jest to, że tych kilka osób jest w stanie eksplorować jedną muzyczną myśl w sposób wydawałoby się bardzo naturalny. Le Loup, którzy debiutowali w 2007 roku albumem “The Throne of the Third Heaven of the Nations’ Millennium General Assembly “, wpisywali się w powyższą koncepcję grania. Ich debiut powstawał w 7-osobowym składzie, skupionym wokół założyciela grupy Sama Simkoffa. To w jego sypialni powstała większość materiału. Całość utrzymana w folkowo-transowym graniu, zbudowanym głównie wokół brzmienia tradycyjnych instrumentów jak mandolina. Zero elektroniki, wyłącznie żywe głosy i instrumenty.

Trzeba jednak przyznać, że rok 2007 był mało łaskawy dla podobnych debiutujących formacji. To wtedy Arcade Fire wydali swój drugi album “Neon Bible” i koncertując w Stanach oraz Europie pracowali na opinię “drugiego najważniejszego zespołu na świecie”(zaraz po U2). Wszelkie kolektywne składy, skłaniające się ku bardziej piosenkowemu graniu od razu znalazły się na celowniku, oskarżone o próbę kopiowania czyjegoś pomysłu na robienie muzyki. Fakt faktem Le Loup to jednak nieco inne pole manewru. Być może słaba reakcja na debiutancką płytę grupy oszczędziła im podobnych zarzutów.

Le Loup nie dali za wygraną i po małych zmianach w składzie (z siedmiu osób zostało pięć) wydali jesienią 2009 drugi album – tym razem o zdecydowanie krótszym tytule “Family”. Zespół trafił pod skrzydła labelu Hardly Art, założonego przez szefa Sub Popu Jonathana Ponemana. W stosunku do swojej poprzedniczki sprzed dwóch lat “Family”, to przede wszystkim materiał bardziej przemyślany i spójny. O ile debiut był nieopierzony i brzmiał jak zestaw utworów napisanych na werandzie wiejskiego domu, to “Family” jest krążkiem, na którym słychać zespół czerpiący radość z grania muzyki na żywo. Doświadczenie koncertowe nauczyło muzyków czerpać korzyści z energii powstającej przy wychodzeniu przed publikę. Dzięki temu powstał album, który nie zrywając z rozpływającą się melodyką, w bardzo przystępny sposób bawi się rytmem. Skojarzenia kierują przede wszystkim w stronę muzyki rodowitych Amerykanów. Jednocześnie rytm nie “rozrywa” poszczególnych utworów, jest stale obecny gdzieś na drugim planie. Można powiedzieć, że scala każdy z utworów. Tego wypełnienia brakowało na debiucie.

Nie da się opisać tego krążka omawiając każdy z utworów z osobna. To nie jest concept album, ale bez wątpienia należy go traktować całościowo, bo chodzi tutaj przede wszystkim o atmosferę. Z jednej strony mamy utwory całkiem przebojowe, jak “Beach Town”, “Sherpa” czy “afrykański” “Grow”, a z drugiej oparte wyłącznie na partiach instrumentalnych – “Morning Song” i “Go East”. Najlepiej jednak wypadają te, które grają z przyzwyczajeniem słuchacza i pasują się na styku instrumentalnego oraz piosenkowego grania. Warto tutaj wspomnieć zwłaszcza o cudownie rozwijającym się, tytułowym utworze “Family”. Gdzieś w tle wokalo-chóralnych śpiewów nie sposób się doszukać delikatności z jaką Bon Iver przedstawił światu kilka akustycznych utworów.

Płyta wydana przez niszową wytwórnię nie zwojują świata jak Arcade Fire, jednak z pewnością swoim drugim albumem udowadniają, że jako zespół są równie silni.

Marcin Bieniek

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.