Festiwal Frytka Off 2017'


Latanie na jednorożcu – relacja z 10. Festiwalu Muzyki Filmowej
Kraków/17-23.05.2017

Uskrzydlony jubileusz.

W ciągu 10 lat krakowski Festiwal Muzyki Filmowej zdążył uhodować nie tylko lśniący róg, ale i wielkie skrzydła – pegazojednorożec wybrany na bohatera materiałów reklamowych tegorocznej edycji jest więc jak najbardziej na miejscu. Wydarzenie jest prestiżowym, wyjątkowym widowiskiem przykuwającym uwagę daleko poza granicami Polski, tworzy nie tylko okazję do wspaniałych muzycznych spotkań, ale i wspomaga rozwój nowych talentów artystycznych w swojej dziedzinie. Podczas jubileuszowej edycji splendor sączył się obficie, tucząc publiczność i wyśnioną pegazową bajecznością i jednorożcowym rozczulającym, uroczym kiczem.

Powrotów do dzieciństwa, część pierwsza: drżące smyczki

Gościem koncertu inauguracyjnego był Abel Korzeniowski, a przynajmniej Ablem wrócił ze Stanów Zjednoczonych, bo w rodzinnym Krakowie miał na imię Adam. Powrót po latach okazał się dla kompozytora bardzo wzruszający i niemniej przyjemny. Prezydent Krakowa wręczył mu klucz do miasta, a on odwdzięczył się anegdotą z dzieciństwa. Oczywiście podziękowaniom nie było końca – od publiczności do osób, dzięki którym kariera w USA nie byłaby możliwa. Padła też obietnica ponownego przyjazdu.

Mogliśmy się także oczywiście do syta nacieszyć poruszającymi smyczkowymi motywami Abla Korzeniowskiego – w jego muzyce, przynajmniej tej z amerykańskiego okresu kariery, jest bardzo wyraźny ryt, łączący wszystkie ścieżki we wspólną mapę. W jednych utworach czuć aurę drugich, pewne motywy w różnych przetworzeniach powtarzają się nieustannie. Można to odebrać jako wadę, albo absolutnie się zakochać w tym przewijającym się lejtmotywie, mnie akurat dotyczy to drugie.

Pod batutą kompozytora nad ożywieniem jego partytur pracowali muzycy Orkiestry Akademii Beethovenowskiej oraz soliści Piotr Tarcholik na skrzypcach, Krzysztof Książek na fortepianie, Michał Dąbek na wiolonczeli i Marta Czepielowska na altówce. Koncert zaczął się tak, jak moja znajomość muzyki Abla Korzeniowskiego – od ścieżki dźwiękowej do groteskowego serialu “Penny Dreadful”. Muzyka owa idealnie wpasowuje się w mroczne i sentymentalne klimaty wiktoriańskiego Londynu. Od poruszającego motywu z czołówki, do frenetycznych fragmentów udźwiękawiających momenty ataków złych mocy, aż po delikatne utwory towarzyszące scenom z przebłyskami pozytywnych uczuć, utwory napisane do serialu są urzekająco-oszałamiające. Później przeszliśmy do “Romea i Julii” z 2013 roku – powinowactwo smyczkowe między tymi utworami, a kompozycjami z “Penny Dreadful” było wyczuwalne, ale nastrój – diametralnie inny. Z instrumentów sączyły się lżejsze i słodsze melodie, na czele z dźwiękami ilustrującymi scenę balową. Następnie powróciliśmy do mroczniejszych tonów – muzyka z najnowszego filmu Toma Forda, “Zwierzęta nocy” przypomina mi genialną ścieżkę do “Pod skórą” Jonathana Gazelra, której autorką jest Mica Levi (swoją drogę widzę ją w roli kolejnego gościa FMF – przydałaby się wreszcie jakaś kobieta kompozytorka w programie, bo na festiwalu można odnieść wrażenie, że takowe w ogóle nie istnieją…). Niepokojąca, idealnie podkreślająca frenetyczny nastrój tej estetycznie powalającej historii o zemście. Jest dość daleko od melancholijnych tonów kompozycji, które rozpoczęły rozkwit kariery Korzeniowskiego – czyli tych napisanych dla Forda do jego debiutanckiego filmu, “Samotny mężczyzna”, które też usłyszeliśmy podczas tego koncertu.

Dźwięki z “W.E” w reżyserii Madonny brzmią trochę, jakby kompozytor z wysiłkiem próbował uciec od swoich ulubionych motywów. Czy mu się to udaje? Na szczęście, nie do końca. Wisienką na torcie wśród tych utworów jest “Walc Eugeniusza” dedykowany żonie Abla, Minie. Prawdziwe zaskoczenie przyszło na końcu, gdy usłyszeliśmy dźwięki z “Ucieczki od jutra”, elegancko, poprzez wykrzywienia i kontrasty, podkreślającej surrealizm tego straszno-śmiesznego filmu o zwodniczych nastolatkach plączących się po widoku głównego bohatera, ojca rodziny w kryzysie. Oczywiście publiczność nie wypuściła artysty z Centrum Kongresowego bez bisu – po raz drugi tego wieczoru usłyszeliśmy więc liryczną kompozycję z “Penny Dreadful”, jeden z nielicznych delikatniejszych momentów, ilustrujący szczęśliwe chwile Vanessy Ives i Ethana Chandlera w chacie wiedźmy (proszę wybaczyć spoilery, i tak są mniejsze niż te we fragmentach serialu wyświetlanych podczas koncertu).

Nowe imię cesarzowej

Piątek, 18 maja w Centrum Kongresowym ICE to już powrót do dzieciństwa na pełnej, czyli seans “Niekończącej się opowieści” Wolfganga Petersena z muzyką na żywo. A tę wykonali: Klaus Doldinger, kompozytor, który grał na saksofonie oraz Sinfonietta Cracovia dyrygowana przez Christiana Schumanna. Zarówno film, jak i muzyka do niego są takie, jak różne inne dzieła i przedmioty wspominane z dzieciństwa – wypucowane i wyolbrzymione przez pamięć, realnie okazują się troszkę śmieszne, troszkę kiczowate, ale wciąż urzekające, nie zawsze dzięki swym obiektywniejszym walorom, najczęściej ze względu na ten magiczny składnik – nostalgię.

Sam kompozytor stwierdził, że nawet nie wiedział, jak dużo jest w tym filmie muzyki – i rzeczywiście, było jej aż nadto, momentami zagłuszała bowiem dialogi. Obejrzeliśmy film z nieco zmienionej na potrzeby festiwalu wersji: oryginalnie twórcy wycięli część kompozycji, moim zdaniem zupełnie słusznie, dzięki temu produkcja nie była tak przeładowana dźwiękową ilustracją. Saksofon momentami ocierał się o brzmienie z wesela, a całość miała charakter dosyć prosto opisujący zdarzenia na ekranie. Niemniej, sama w sobie ścieżka dźwiękowa jest na pewno istotna dla historii muzyki filmowej i miło było słuchać jej na żywo. Doldinger po seansie był jeszcze bardziej wzruszony niż Abel Korzeniowski – dziękował po stokroć za umożliwienie mu wysłuchania jego własnej kompozycji w pełnej krasie, we wspaniałym wykonaniu i ku entuzjazmowi zgromadzonej publiczności. Trudno byłoby nie podzielić tak szczerej radości.

Jazz, taperstwo i niefrasobliwość

W piątek, 19 maja, do Centrum Kongresowego zawitał Jean-Michel Bernard. Został gwiazdą drugiego ze świeżo otwartego cyklu koncertów “Cinematic Piano”, czyli czegoś dla odmiany od pełnoorkiestrowych koncertów, które dominują podczas FMF. Jeszcze zanim kompozytor zasiadł za fortepianem zostaliśmy ostrzeżeni, że nie ma on zamiaru grać wyłącznie nut zapisanych w partyturze. I słowa tego jak najbardziej dotrzymał, skacząc poprzez motywy muzyczne jak przez płotki, tworząc swoisty patchwork znanych utworów i melodii.

Na początek usłyszeliśmy zestawienie kilku kompozycji takich twórców jak Philippe Sarde, Francoise de Roubaix czy Francis Lai. Bernard rzekł, że wielu świetnych kompozytorów muzyki filmowej niestety nie ma już z nami, ale on sam na szczęście jest jeszcze żywy. Potem opowiedział co nieco o swojej współpracy z reżyserem Michelem Gondrym – o tym jak namówił go, aby piosenkę do filmu “Human Nature” (polski tytuł to “Wojna plemników”), “Hair Everywhere”, pisaną dla Patricii Arquette, zaśpiewała żona kompozytora, Kimiko Ono. I tak z zawodu garncarka stała się także muzyczną partnerką Bernarda. Podczas wstępu zaśpiewała także “Golden Pony Boy” z filmu “Jak we śnie” (reż. Michel Gondry, 2006). Do kompozytora-pianisty dołączył także wiolonczelista Jan Stokłosa oraz flecistka Sara Andon, która brawurowo wykonała dwa utwory Lalo Shiffrina. Tego wieczoru pojawiło się wiele kompozycji tego twórcy, wielkiego idola Bernarda – motywy z filmów “Cool Hand Luke”, “Mission Impossible” (wykonany z akcentem humorystycznym), “Mannix” czy “The Fox”. Nie zabrakło innych klasyków amerykańskiej muzyki filmowej – zabrzmiały przeboje Johna Williamsa (z “Gwiezdnych wojen”, “Listy Schindlera”, “E.T.”, “Indiany Jonesa”), Bernarda Hermanna (“Taksówkarz”), Ennio Morricone (“Gott Mit Uns”), Ryuichi Sakamoto (“Wesołych Świąt, pułkowniku Lawrence”), czy Alexa Northa (“Spartakus”). Na koniec usłyszeliśmy “One Mint Julep”, w hołdzie Rayowi Charlesowi, z którym artysta spędził trochę czasu w trasie oraz coś specjalnie dla polskiej widowni – “Fantazję Impromptu cis-moll Fryderyka Chopina”. Zaczęło się to przynajmniej Fryderykiem, później Jean-Michel swoim zwyczajem poprzeplatał kompozycję radosnymi, beztroskimi tonami. W znane z kina melodie podczas całego występu wkomponowywał zresztą różne utwory – na przykład “Błękitną rapsodię” Gershwina, “Dla Elizy” czy “Marsz Turecki”. Występ nie mógł pozostawić widowni obojętnej, i artysta został wezwany na bis, który wykonał z werwą i widoczną satysfakcją.

Dyskoteka Giorgio Morodera

W piątkowy wieczór odbyło się także pierwsze wydarzenie plenerowe jubileuszowej edycji FMF – na placu przed starym dworcem kolejowym i Galerią Krakowską stanęła sporego rozmiaru i wysokości scena. Z tych wysokości na początku zabrzmiało umcyk-bumcyk Wojciecha Urbańskieo z duetu Rysy oraz chaotyczne zawołania to jest muzyka, to jest radość przeplatane próbami śpiewania znanych polskich przebojów – to z kolei z ust Marii Sadowskiej. Pomysł może i na zacną rozgrzewkę, w praktyce wyszło jak wyszło – mojego serca nie podbili, musiałam salwować się ucieczką.

Po powrocie na szczycie zobaczyłam już ikonę, legendę i postać kultową, czyli sympatycznego siwego mężczyznę znanego jako Giorgio Moroder. Choć nie przepadam również za takim skocznym dyskotekowym graniem, nie sposób nie docenić starań niemłodego już artysty, który przeplatał znane przeboje z gorącego okresu swojej kariery z najnowszymi hitami z maestrią, o jakiej lokalni dyskotekowi obsługiwacze Winampa mogą tylko pomarzyć. Było więc całkiem sympatycznie.

Osobną sprawą, której nie można pominąć, była spektakularna oprawa świetlna wydarzenia. Budynek dworca posłużył za tło pod doskonały mapping, kolorowe światła zalewały całe otoczenie, lasery przecinały powietrze w fantazyjnych wzorach, od czasu do czasu tworząc nad nami warstwę kolorowych pseudochmur – wrażenie całość robiła naprawdę niesamowite. Za to organizatorzy mają ode mnie 10/10.

Jak najwięcej sław w jednym miejscu

Przyszedł wreszcie czas na punkt kulminacyjny – kumulacja kompozytorów podczas Gali Jubileuszowej była zaiste zacna. Wydarzenie rozpoczęło się od prześlicznych i niezaprzeczalnie kultowych kompozycji z filmu “Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia”. Muzykę tego wieczoru wykonali Orkiestra Akademii Beethovenowskiej oraz Chór Pro Musica Mundi pod batutą Diego Navarro (z małymi wyjątkami, ale o tym poniżej). Po muzyce obecnego na sali Howarda Shore’a przyszła kolej na innego giganta muzyki filmowej, Johna Williamsa – usłyszeliśmy kochane przez wielu motywy z “Gwiezdnych wojen” – “Marsz Imperialny” oraz lejtmotyw księżniczki Lei.

Na Gali obecny był także Jan A.P. Kaczmarek, który z pierwszego rzędu słuchał swoich utworów do “Marzyciela” i “Niewiernej”. Premierowe wykonanie miała muzyka z najnowszej wersji disneyowskiej “Pięknej i Bestii” (skomponował ją Alan Menken). Nie mogło zabraknąć także pozdrowień video od Hansa Zimmera przed zagraniem utworu “Time” z “Incepcji” Christophera Nolana. Obecny osobiście był za to Maciej Zieliński, autor muzyki do “Sług Bożych”, która również znalazła się w repertuarze Gali.

Nie zabrakło także seriali – utwór z polskiego “Belfra” wykonał razem z orkiestrą kompozytor Atanas Valkov, usłyszeliśmy także utwór z “Fargo” skomponowany przez Jeffa Russo (który również pozdrowił publiczność z ekranu) oraz jazzowe brzmienia z “Homeland” – ich twórca, Sean Callery, zasiadł do fortepianu i wykonał razem z orkiestrą jeszcze utwór z serialu “24 godziny”. Zabrzmiał także utwór z serialu “Emerald City”, podczas którego orkiestrą dyrygował jego autor, Trevor Morris. Usłyszeliśmy również wersję alternatywną ścieżki do tej produkcji, autorstwa Pawła Górniaka, zdobywcy nagrody FMF Young Talend Award. W ostatniej części wydarzenia drugi raz podczas festiwalu batutę przejął Abel Korzeniowski – orkiestra wykonała dwa utwory z “Penny Dreadful”.

Podczas gali zabrzmiały dwie piosenki – wykonały je dwie wokalistki: Natasza Urbańska i Edyta Górniak. O umiejętnościach tej drugiej nie trzeba chyba specjalnie wspominać (za to warto przykryć milczeniem słynną wpadkę z hymnem, bo jedno potknięcie nie przekreśli świetnego głosu przecież), wykonała tego wieczoru piosenkę z filmu “Dreamgirls”. O wiele ładniejszy utwór, “Hanging Tree” z “Igrzysk śmierci” (James Newton Howard, który ją napisał, pojawił się na ekranie – przed utworem wyświetlone zostało nagrane wcześniej videopozdrowienie) dostał się Urbańskiej. Za jej twórczością delikatnie mówiąc nie przepadam, ale z tą piosenką poradziła sobie całkiem nieźle, całe wykonanie było wciągające i klimatyczne, a wokal nie odbiegał na niekorzyść od melorecytacyjnej wersji Jennifer Lawrence.

Na dłuższy moment sceną zawładnął Brian Tyler, który uraczył widzów monumentalnymi i rozbuchanymi utworami z najnowszych kinowych blockbusterów – “Szybcy i wściekli 8″, “Mumia”, “Power Rangers”, “Wojownicze żółwie Ninja” – nieco starszego “Thor: Mroczny świat” oraz gry komputerowej “Assasin’s Creed: Black Flag”. Premierowo na festiwalu zabrzmiała także muzyka z filmu “La La Land”, prześliczna suita Justina Hurwitza łącząca klasyczną muzykę filmową z jazzową fantazją. A w finale przyszedł czas na kolejne dwie części “Władcy Pierścieni”, czyli muzykę Howarda Shore’a, który z wdzięcznością i wzruszeniem przyjął nagrodę imienia Wojciecha Kilara. Gala była, jednym słowem, huczna.

Dyrygowanie mieczem świetlnym

W niedzielne południe w Centrum Kongresowym ICE zebrali się muzycy FMF Youth Orchestra FMF Youth Choir, czyli najzdolniejsi uczniowie krakowskich szkół muzycznych. Dyrygowała Monika Bachowska, a efektem owej współpracy były eleganckie wykonania czterech suit Johna Williamsa. Największe wrażenie wywarł na publiczności niewątpliwie najsłynniejszy – obok, rzecz jasna, motywu głównego – “Marsz Imperialny”. Dyrygentka specjalnie na potrzeby tego utworu wyciągnęła batutę przypominającą czerwony miecz świetlny, a że ubrana była w powłóczyste czarne szaty, wpasowała się idealnie w nastrój kompozycji, która zabrzmiała także później drugi raz na bis.

Muzyka jest niezatapialna

W tym roku nie tylko FMF ma swój jubileusz – 20. rocznicę obchodzi film Jamesa Camerona “Titanic”. Plan, aby pokazać go z muzyką na żywo w Krakowie powstał jeszcze za życia twórcy ścieżki dźwiękowej, Jamesa Hornera. Niestety przyjazd autora nie mógł dojść do skutku, ale reszta planu została wykonana i w niedzielny wieczór w Tauron Arenie mieliśmy okazję jeszcze raz wzruszyć się losami pasażerów gigantycznego statku pasażerskiego do dźwięków wykonywanych tym razem przez Sinfoniettę Cracovię, Chór Chłopięcy Filharmonii Krakowskiej i solistów – Karolinę Gorgol-Zaborniak (sopran) oraz Erica Riglera (flet prosty, dudy irlandzkie). Dyrygował Ludwig Wicki. Ścieżka dźwiękowa po raz pierwszy zabrzmiała w odsłonie czysto symfoniczne – bez elementów generowanych komputerowo czy elektronicznie. Muzyka, pełna liryzmu, ale także ze skoczniejszymi, irlandzkimi nutami (scena imprezy w trzeciej klasie), doskonale prowadzi widza przez wiodące nieuchronnie do tragedii losy bohaterów. W finale – po zakończeniu historii, w trakcie napisów końcowych, na scenę wyszła Edyta Górniak i zaśpiewała słynny utwór “My Heart Will Go On”. Poradziła sobie z tym zadaniem całkiem zgrabnie.

Podczas festiwalu odbyło się jeszcze sporo wydarzeń towarzyszących – warsztaty, spotkania, projekcje. Uczestniczyłam tylko w jednym z nich – darmowej projekcji filmu “Top Gun” nad Wisłą, pod gołym niebem nieopodal Wawelu. Ten seans niestety nie był przygotowany z taką starannością, jak płatne koncerty – ale na szczęście po wstępnych trudnościach z dźwiękiem (a to za cicho, a to z przerwami) udało się wciągnąć rozgadaną publiczność w fabułę opowieści o walce za ojczyznę i poniedziałkowy wieczór spędziliśmy również całkiem przyjemnie.

Katarzyna Borowiec
fot. materiały organizatora – Robert Słuszniak, Wojciech Wandzel




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.