21.04.2010 10:43

Autor: Patryk Gochniewski

Lao Che – “Prąd stały/Prąd zmienny”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


lao_che_prad_cover_320.jpg Lao Che – “Prąd stały/Prąd zmienny”
Antena Krzyku/2010

Zaskakująca, nieprzewidywalna, hermetyczna, a jednocześnie emanująca niesamowitą energią. No i kompletnie inna od poprzednich. Tak w skrócie można opisać najnowszą pozycję płockiego Lao Che – “Prąd stały/Prąd zmienny”.

Z recenzją tej płyty zwlekałem ponad miesiąc. Dlaczego? Z powodu bardzo prozaicznego: chciałem zobaczyć, jak nowe kompozycje wypadną na żywo. I teraz, po koncercie w gdańskim Żaku, mogę z czystym sumieniem podejść do napisania kilku zdań na temat “Prądu…”. Nie ukrywam, że byłem pełen obaw, kiedy po raz pierwszy włożyłem krążek do odtwarzacza. Lao Che i mocno elektroniczne podejście? Jakoś mi to nie współgrało. I faktycznie. Po pierwszym przesłuchaniu wielu – zwłaszcza ci, którzy sa przyzwyczajeni do mocno gitarowego “Powstania Warszawskiego” – może mieć mieszane odczucia. Jednak po kilkukrotnym zapoznaniu się z materiałem doszedłem do wniosku, że jest to chyba najciekawiej zaaranżowana płyta Lao Che.

Można powiedzieć, że “Prąd…” jest wypadkową poprzednich płyt (włączając tu również “Szemrany” formacji Koli), tyle że z potężną domieszką elektroniki. Jednak nie jest to elektronika, która sprawia, że szyby się trzęsą. Producent płyty, Marcin Bors, słynie przecież z hermetyczności brzmienia, jakie mają płyty, nad którymi czuwał. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo tej dźwiekowej klaustrofobii piosenki sa pełne energii. “Magistrze pigularzu”, “Urodziła mnie ciotka”, “Czas”, “Życie jest jak tramwaj” czy “Prąd stały/Prąd zmienny” po prostu drylują mózg potęgą swojego brzmienia, a uczucie to potęgują jeszcze na koncertach. Tak. w tym miejscu mogę spokojnie stwierdzić, że na żywo te utwory brzmią dużo lepiej. Jednak nie ma się co dziwić. W końcu Lao Che to specjaliści od koncertowania.

Jest też kilka ciekawych zabiegów w spokojniejszych kompozycjach. Słuchając dwóch zamykających płytę kompozycji (“Sam O’Tnosc” i “Zima stulecia”) nie sposób oprzeć się wrażeniu, że są to świadome podróże do czasów “Guseł”. No i rzecz najważniejsza: Lao Che odeszło od robienia konceptu. W końcu wykaraskali się z szuflady, do której zostali wepchnięci z plakietką specjalistów od tego typu płyt. Jednak “Prąd…” to płyta, którą spaja jeden motyw przewodni – borykanie się z trudami życia codziennego. Nie do końca jest tak, że każda piosenka mówi o czymś innym. Ale już zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że panowie z Lao Che lubią mówić różne rzeczy, żeby nie tylko podsycić atmosferę oczekiwania, ale także po to, by się dobrze bawić. A bawią się wyśmienicie. I to jest ich największym atutem – muzyka sprawia im pełno przyjemności, a nie jest postrzegana jako obowiązek i schematyczne tworzenie kolejnych kompozycji.

W mojej ocenie “Prąd stały/Prąd zmienny” jest najciekawszą pozycją w dotychczasowym dorobku Lao Che. I jestem bardzo ciekaw co wymyślą kolejnego. Póki co zachęcam do zapoznania się z tym materiałem. Na początku nieco ciężki, ale im dalej w las, tym bardziej zapadający w pamięć do tego stopnia, że nie sposób się od niego oderwać.

Patryk Gochniewski

Zobacz więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.