07.03.2011 09:30

Autor: ania

Łąki Funk rozruszał Warszawę

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


laki-lan-stodola-2011.jpg Łąki Funk rozruszał Warszawę.

Czwartkowy wieczór w warszawskiej Stodole należał do zespołów, których występy są najlepszym przykładem tego, jak powinien wyglądać koncert.

Jako pierwszy zagrał Biff, czyli projekt Ani Brachaczek i Hrabiego Fochmanna, dawniej związanych z zespołem Pogodno. Występ może nie powalił mnie na kolana, ale na pewno był bardzo energetyczny, z mocnym rockowym zacięciem. Nie zabrakło też bardziej zmysłowych momentów o zdecydowanie bluesowym zabarwieniu. Bo, jak wytłumaczyła nam wokalistka, “w pewnym wieku zaczyna się grać bluesa, taka jest kolej rzeczy”. W tym miejscu chciałabym zauważyć, że Ania Brachaczek stanowiła w pewnym sensie najjaśniejszy punkt tego koncertu – skupiała na sobie właściwie całą uwagę (myślę, że nie tylko męskiej części widowni), a w kategorii “kontakt z publiką” powinna dostać jakieś odznaczenie. Na scenie praktycznie ani na moment nie zapadła cisza, w związku z czym dowiedzieliśmy się, m.in. dlaczego babcia szyła Ani wełniane spodenki, jak ta była mała.

Pewne urozmaicenie repertuaru stanowił cover piosenki “Jeżeli kochać” Kabaretu Starszych Panów oraz utwór “Moja dziewczyna” z gościnnym udziałem Czesława Mozila. Były też dwa premierowe kawałki, stanowiące zapowiedź nowego albumu, na który czekam niecierpliwie.

Po niezbyt długiej przerwie przyszła wreszcie kolej na zespół, który bez wątpienia jest w chwili obecnej jednym z najlepszych polskich zespołów koncertowych, a jego występy owiane są już legendą. Na scenie pojawili się najpierw Megamotyl, Bonk, Poń Kolny, Zając Cokictokloc oraz Jeżus Marian, na samym końcu zaś dołączył do nich Paprodziad. Tak, dokładnie, mowa jest o grupie Łąki Łan, chyba jednej z najbardziej zwariowanych w naszym kraju (w sumie to nie przychodzi mi w tej chwili na myśl nikt, kto mógłby z nimi konkurować). Panowie na scenie robią prawdziwy show – nie zabrakło więc sztucznych ogni, fajerwerków, unoszenia się nad sceną, wspinania się na rusztowanie czy bardziej prozaicznych czynności, jak rzucanie kwiatkami i cukierkami. Dmuchane piłki też były. Osobną kwestią są stroje. Czuć tu wyraźną inspirację “Pszczółką Mają” / “Królestwem Zielonej Polany”, a Paprodziad wyglądał trochę jak skrzyżowanie skrzata z męskim odpowiednikiem Matki Natury, często pojawiał się w towarzystwie wielkiej pluszowej gąsienicy. Owady, oprócz tych na scenie, można było również spotkać wśród publiczności, w związku z czym tu i ówdzie w rytm muzyki podrygiwały motylki, pszczółki, żuczki, itp. Skoro już o publice mowa, to warto zauważyć, że była naprawdę liczna i chętnie podejmowała grę proponowaną przez zespół.

Pod względem muzycznym również nie było nudno. Łąki Łan zaprezentowali totalny miszmasz. Sporo (łąki)funku, elektroniki, ale i nieco podwórkowego muzykowania, jak w “Wielkim Edku”. Nadal jestem pełna podziwu dla perkusisty, który nie dość, że zagrał ten utwór z prędkością karabinu maszynowego, to jeszcze do tego śpiewał (mniej więcej w podobnym tempie). Ogólnie jednak przeważała atmosfera kosmicznego odjazdu, a momentami można było poczuć się jak na rave party.

Łąki Łan zdecydowanie było gwiazdą tego wieczoru. Panowie doskonale radzą sobie na scenie, potrafią rozbawić publiczność, a i sami przy okazji chyba nieźle się bawią. Mają oryginalny pomysł na siebie, a ich koncerty to prawdziwe widowisko, które naprawdę warto zobaczyć.

Anna Wojciechowska

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.