28.06.2009 07:03

Autor: marcin

Kyte – “Science For The Living”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


kyte.jpg Kyte – “Science For The Living”
Rallye Records/2009

Kyte to grupa, która dziwnym trafem upodobała sobie polskiego słuchacza. W 2008 odwiedzili Polskę z jedną EP na koncie. Właśnie doczekali się debiutu.

Formacja pochodząca z Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku odwiedziła nasz kraj dwukrotnie dając koncerty m.in. w
Częstochowie, Krakowie i Poznaniu. Kto miał okazję się na nich pojawić, z pewnością zauważył, że muzykom daleko do
ekspresji i rozbudowanej formy scenicznej. Propozycja Kyte oferuje dźwiękowe minimum z naciskiem na atmosferę. Ta mała uwaga niech posłuży za klucz do całej recenzji, ale po kolei.

Pod względem muzycznym na debiucie nie dzieje się nic więcej ponad to, co mogliśmy usłyszeć na dwóch wydanych wcześniej EPkach. Oczywiście słychać, że zespół skorzystał właściwie z możliwości, jakie daje studio + ktoś dodatkowy do pracy nad muzyką, ale to, co słychać na “Science For The Living” nie wychyla się ponad poziom narzucony przez utwór “Boundaries”, który pojawił się na wcześniejszym EP. Główną zmianą jest fakt, że zespół śmielej stosuje elektronikę, jak w przypominającym dokonania Air “Bridges In The Sky”.

Gdyby przymusowo stworzyć szufladkę odpowiednią dla Kyte, byłoby to pewnie bardziej ascetyczne Sigur Rós znane nam z dwóch ostatnich płyt. Niektóre melodie i harmonie klawiszowe nasuwają bezpośrednie skojarzenia (otwierające album “Eyes Lose Their Fire”). Oczywiście trudno tu o bliższe analogie z muzyką Islandczyków, ale chciałbym wskazać palcem na fakt, że bliżej im do głębokiej nostalgii zespołów z północy niż tradycji brytyjskiego grania, której w muzyce Kyte niewiele.

Od debiutu wymagam dosyć sporej inicjatywy, liczę na świeżość, potencjał. Kyte nie do końca sprostają tym oczekiwaniom, chociaż płyta zawiera kilka ciekawych momentów, jak te, w których starają się markować wrażenie przestrzenności (“Two Sparks”). Płyta pomimo bardzo dobrego początku nie utrzymuje równego poziomu. Gdzieś na wysokości 5-6 utworu zaczynamy przyzwyczajać się do jednostajnego brzmienia i wiadomo już, że do końca albumu nic poważniejszego się nie wydarzy. Niestety wycieczka w dobrze znane rejony z EP “Two Sparks, Two Stars” nie przykuwa do tej płyty na dłużej.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 6,60 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.