21.01.2010 14:12

Autor: marcin

Kyst – “Cotton Touch”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


okladkakyst.jpg Kyst – “Cotton Touch”
Gingerbread Records/2010

No i doczekaliśmy się pierwszej polskiej płyty, która bezkompromisowo czerpie inspiracje z amerykańskiej sceny freak-folkowej. W muzyce Kyst nie słychać żadnych ustępstw, ograniczeń czy oglądania się na boki. Ta muzyka to parcie naprzód.

Kyst, tuż po swoim pierwszym wejściu na polską scenę muzyczną, reklamowali się jako zespół powstały w Norwegii. EP “Tar” rzeczywiście miała w sobie sporo obcych akcentów, jednak gdzieś w tle EP przebijał się wyraźny koncept i pomysł na muzykę. Minimalizm, który byłby próbą twórczego odtworzenia tego, co siedzi w głowach muzyków. Piosenki? Tak, ale jak sugeruje nazwa zespołu ciągnące się jak wybrzeże, bez wyraźnego początku i końca. EP rzeczywiście rozbudził apetyt na więcej, zwłaszcza, że utwory na nim zgromadzone powstały we wczesnej fazie działalności zespołu i nie oddawały w pełni obecnych możliwości grupy. Brak zespołowego doświadczenia dał się tutaj lekko odczuć. Jak wiadomo, od tamtego czasu upłynęły dwa lata, zespół zdążył zagrać kilkanaście koncertów i spotkać odpowiednich ludzi, którzy pomogliby wyjść tej muzyce z foremki.

Kyst długo zbierał się, aby w końcu wydać debiutancki album. W pewnym sensie to czekanie opłaciło się, ich muzyka została dostrzeżona przez osoby, które w muzyce rzeźbią już od dłuższego czasu. Płyta powstawała w warszawskim studiu Maćka Cieślaka, który czuwał nad nagraniami. Masteringiem zajął się Marcin Cichy, członek formacji Skalpel. Ponadto na bębnach udzielił się człowiek, który jest w stanie “zagrać wszystko”, czyli Macio Moretti. Siłą rzeczy, kiedy tylko te informacje przedostały się do obiegu, oczekiwanie na płytę wzrosło. Już samo zaangażowanie w produkcję wymienionych osób pozwoliło przypuszczać, że nowe utwory Kyst to dużo więcej niż nieśmiała kalka Phila Elveruma. Album “Cotton Touch” (czy mógłby się nazywać inaczej?) ukazał się nakładem Gingerbread Records, labelu założonego przez członków zespołu.

Muzyka zebrana na “Cotton Touch” to nadal próba wyrażenia emocji przez minimalne środki i błądzenie pomiędzy dźwiękami. Jednak muzycy nie są już tak bezradni w poszukiwaniu drogi, jak na swojej pierwszej EP. Nowy materiał to propozycja dopracowana, okrojona ze wszystkich zbędnych elementów. Otwierający utwór “Climb Over” stwarza napięcie, które towarzyszyć będzie tej płycie do końca. Utwór urywa się nagle, przechodząc w chaotyczny “Complain/Cheer”. Jednak i tu głosy liderów zespołu – Adama Byczkowskiego i Tobiasza Bilińskiego, przechodzą ponad skupiskiem dźwięków i wpadają w ciepłe brzmienia bliskie Akron/Family. Ktoś powiedział, że tej muzyce brak melodii. Ciężko utrzymać ten argument słysząc takie utwory, jak “How I Want” czy wcześniejsze stapiające się ze sobą “Passport, Photos & Stars” oraz “When The Rain Starts”. Zwłaszcza w przypadku tych dwóch ostatnich, gdzie melodia zostaje rozciągnięta w czasie, trudno uwolnić się od ich zapadającego w pamięć uroku. Czym dalej w album, tym ciekawiej. Zdarzają się momenty skrajnie liryczne “Summer Adventure” (z udzielającą się trąbką Tomasza Ziętka), ale i dynamiczne “Bicycles”. Nad wszystkim unosi się umiejętnie podtrzymywane napięcie, od czasu do czasu podsycane urozmaiconym instrumentarium.

Nie ma chyba nic gorszego od oceniania zespołu przez pryzmat tego, jak w danym kraju powinno się grać. U nas wydaje się to dosyć wyraźnie sprecyzowane. Prostota i dobra melodia nigdy nie były w cenie. Mało kto decyduje się na tak wyraźne postawienie na swoim jak zespół Kyst. Patrząc na ich nadchodzące plany koncertowe wydaje się, że był to bardzo dobry wybór. Z takim materiałem mogą śmiało wystąpić na scenie w Krakowie, Brnie, Berlinie czy Londynie. I chyba o to w tym wszystkim chodziło. Miejmy nadzieję, że muzyczne wybrzeże Kyst rozciągnie się jeszcze dalej.

Marcin Bieniek

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (69 głosów, średnio: 5,43 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.