24.10.2009 18:54

Autor: marcin

Kult – “Hurra”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


kult_hurra.jpg Kult – “Hurra”
SP Records/2009

Kult popadł ostatnimi czasy w stan dziwnego odrętwienia. “Hurra” zostało szumnie zapowiedziane jako powrót do dawnej formy. Ile w tym prawdy?

Przez ostatnie lata Kult wyraźnie osłabł, czego dowodem są ostatnie dwa, bardzo przeciętne albumy. Mimo to trzeba oddać słuszność zasługom zespołu – “Ostateczny krach systemu korporacji” to album, bez którego ciężko wyobrazić sobie dzisiaj polską muzykę lat 90-tych. Nie wiem jak muzycy dogadywali się ze sobą w tym okresie, ale na albumie słychać, że wszyscy pracowali nad materiałem kolektywnie, długofalowo i przede wszystkim bez presji nagrania płyty, która powinna cokolwiek udowodnić. Takiej różnorodności stylistycznej (od radiowych singli, przez agresywne punkowe numery po ambient i jazzowe pastisze), utrzymanej na równym poziomie, nigdy wcześniej ani nigdy później zespołowi nie udało się osiągnąć. Nieco podobnie miała się rzecz z równie dobrymi pozostałościami po latach 90-tych – czyli dwoma albumami z utworami ojca Staszewskiego oraz płytą “Muj Wydafca”.

Być może dlatego tak słabo wypadł wydany w 2001 roku przeraźliwie przydługawy album “Salon Recreativo” (2 CD wypełnione po brzegi nowym materiałem oraz przeróbkami starych kluczowych numerów). Pomimo kilku dobrych momentów (“Brooklińska Rada Żydów” grana do dziś na koncertach czy liryczne “Dla twojej miłości”) album raczej nijak miał się do Kultu, który wyrósł kolejno na “Tacie”, “Moim Wydafcy” i “Ostatecznym krachu…”. W tym okresie Kazik wyraźnie poświęcił się realizowaniu osobistych celów artystycznych, czego owocem były lawinowo pojawiające się kolaboracje oraz solowe albumy. Ten fakt w jakimś stopniu może tłumaczyć spadek formy Kultu, jednak dopiero przy wydaniu kolejnego albumu “Poligono Industrial” głośno zaczęto mówić o kryzysie wewnątrz zespołu. Powodem miała być rywalizacja o przodownictwo w grupie pomiędzy Kazikiem a Krzysztofem “Bananem” Banasikiem. Chodziło głównie o kwestie pracy w studio. Stan ten trwał do marca roku 2008, kiedy po prawie 20 latach wspólnego grania Banan odszedł z zespołu.

Po tym zdarzeniu Kazik zapowiedział, że następne długogrające wydawnictwo zespołu powstanie pod jego producenckim okiem. Pojawił się cień nadziei na powrót do dawnej formy. Zespół znów zaczął grać regularne próby, atmosfera podobno uległa poprawie. “Hurra” z założenia miało być dziełem zespołowym, na które wpływ miałby każdy z muzyków. I jeśli tylko można by było brać te zapewnienia na serio, moglibyśmy być spokojni o ostateczny kształt krążka. Kazik z pełnym przekonaniem stwierdził, że to najlepsza rzecz, jaką nagrał od czasu drugiego “Taty”. Nadzieję na świeże artystycznie dzieło pękły wraz z pojawieniem się pierwszego singla “Marysia” (posłuchaj). Szybki numer z dęciakami, który przypomina wszystko to, co w Kulcie już było. Jak prezentuje się reszta płyty?

“Hurra” to w sumie 15 kompozycji szczelnie wypełniających krążek. Dużo lepiej wypada otwierający numer “Maria ma syna”, przypominający muzycznie i tekstowo (ta kazikowa archaiczność) “Ręce do góry”. Łatwo sobie można wyobrazić jak tym numerem otwierają październikowe koncerty. I o ile przy tym utworze można jasno stwierdzić, że jest dobrze, to reszta albumu przynosi ambiwalentne odczucia. Zmor pokroju “Marysi” na szczęście nie jest tutaj wiele (dołączyłbym “Nie mamy szans”), ale brakuje tej płycie wyraźnych punktów zaczepienia. Weźmy takie “Nowe tempa”, które za sprawą pulsującego basu brzmi bardzo koncertowo. W momencie refrenu, gdy Kazik stara się wejść wokalnie na wyższe rejestry, utwór drastycznie spłyca się i gdyby nie szalona saksofonowa końcówka, można by go było pominąć. Stanowczo ciekawiej wypadają kawałki, w których położono nacisk na dynamikę (“To nie jest dom moich snów”, “Amnezja” czy “Chodźcie chłopaki”). Intrygująco rozwija się “Podejdź tu proszę”, kto wie czy nie najlepszy na płycie.

Album chociaż jako całość wypada lepiej niż dwa poprzednie, nie poraża ani wciągającym klimatem, ani rewelacyjnymi kompozycjami. Nie ma jednak tutaj mowy o jednoznacznym braku inwencji czy starań o stworzenie dobrze brzmiącej płyty. “Hurra” jest najzwyczajniej w świecie wydawnictwem dobrym, letnim, niedobijającym do panteonu najlepszych krążków zespołu. Kto ma w pamięci dawne dokonania Kultu, pewnie nadal będzie do nich powracał z nostalgią. Dla zespołu ta płyta to pewne koło ratunkowe przed jednoznacznym pójściem na artystyczne dno. I może to zbyt grubo powiedziane, ale wyobraźmy sobie, że Kult po raz trzeci z rzędu wydaje bardzo przeciętny album. W takim wypadku nawet koncerty, które nadal mimo wszystko pozostają wizytówką grupy, nie pomogłyby utrzymać się na powierzchni.

Marcin Bieniek

Zobacz więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (43 głosów, średnio: 5,37 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.