06.11.2009 00:12

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Koncert SuperXiu w sopockiej Papryce

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


superxiu.jpg SuperXiu w sopockiej Papryce 

W zeszły piątek nadszedł czas, aby skonfrontować medialne pochlebstwa z brutalnymi realiami koncertu klubowego.

Tak to jest, jak się zostaje namaszczonym przez prasę. SuperXiu objawiło się niedawno jako “najbardziej zawodowo brzmiący polski zespół bez epki”, dzięki czemu wystąpili w tym roku m.in. na openerowym Young Talents Stage oraz w Jarocinie. Przyznam, że sam jestem jednym z winnych błogosławienia grupy, bo przecież niecałe pół roku temu napisałem, że to “prawdopodobnie przyszli twórcy kilku gitarowo-syntezatorowych hitów”. Zresztą, nadal pozostaję przy tym stanowisku. Ale od początku.

Co prawda, w tym roku widziałem SuperXiu na wspomnianym Open’erze, ale wiecie, jak to jest z Young Talent Stage – to jedna z tych scen, która ma tendencję do bycia odwiedzaną przy okazji. SuperXiu zdołali mnie zatrzymać na trzy numery, w których potwierdzili zarówno swój potencjał, jak i brak obycia ze sceną. Teraz było znacznie lepiej. Widać, że deski sceniczne już nie są im straszne, a zespół tak jak zapowiadał, zgodnie z dzisiejszymi trendami przeniósł środek ciężkości na syntezatory. Rzeczywiście, elektroniki było znacznie więcej, dzięki czemu szerzej znane “Time Fuse” i “A Gift From The Sky” zostały sowicie podkręcone, stając się jeszcze większymi parkietowymi wymiataczami. Szacunek za zagranie na początku swoich najbardziej znanych kawałków, zamiast zostawienia ich na le grand finale. Na żywo grupa brzmi bardzo profesjonalnie i zaryzykuję stwierdzenie, że w tym aspekcie są lepsi od innych bohaterów naszej rodzimej roztańczonej młodzieży, poznańskich Much.

Lecz każdy keyboard ma dwa końce. O ile wzbogacenie klawiszami starszych numerów zdało swój egzamin w stu procentach, to potem było już znacznie mniej ekscytująco. Owszem, pozostałe utwory brzmiały jak znad Tamizy, ale były momentami przekombinowane. Pamiętacie ostatni krążek Bloc Party? No to jesteśmy w domu. Syntezatory zamiast przyjemnie uatrakcyjniać kolejne piosenki, przekształcały je w mdłą sieczkę. Inną sprawą jest nieco przerysowany image zespołu. Ja wiem, że granie takiej muzyki zobowiązuje do ubrania czegoś innego niż krótkich spodenek, czarnej bluzy i promocyjnej czapki z daszkiem, ale t-shirt w cętki geparda? Miałem wrażenie, że chwilami chłopaki chcą być bardziej londyńscy od Londyńczyków.

Aby zbalansować tę nieczułą krytykę, jaka nastąpiła przed chwilą, wspomnę, że nie zgadzam się z zarzutami, jakoby wokal Damiana Bończyka był sztuczny. Jeśli potrafi on śpiewać niewymuszoną, naturalną angielską flegmą, a tak to brzmiało na koncercie, to nie widzę problemu. Na szczęście czasy, kiedy każdy wokalista śpiewał u nas z typowo “słowiańskim” akcentem, bezpowrotnie minęły.

Mogę tak sobie narzekać na wiele elementów, zarzucać brak własnego stylu i zbyt silne inspiracje wyspiarskimi grupami (najbardziej wspomnianym już Bloc Party), ale i tak dobrze wiem, że przy obecnym ułożeniu polskiej sceny, SuperXiu jest skazane na sukces. Zgodnie ze specyficznymi prawami, mówiącymi, że pewne zagraniczne trendy wśród przedstawicieli naszego podwórka następują z kilkuletnim opóźnieniem, grupa idealnie trafiła na moment, kiedy jest zapotrzebowanie na taneczne, indie-rockowe granie. I dobrze byłoby, aby poszli za ciosem i szybko wydali płytę, zanim znów będziemy mieli do czynienia z kolejnym spóźnionym o kilka lat debiutem.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.