20.04.2011 18:12

Autor: Maria

Koncert li to, kabaret czy teatr? Piotr Rogucki w klubie Eter

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


IMG_0105.JPG Koncert li to, kabaret czy teatr? Piotr Rogucki w klubie Eter

Po beznadziejnym supporcie, nawet niedopracowany wokalnie koncert wydawał się dobry.

Trzeba przyznać, że strategię Piotr Rogucki obrał chytrą: po bardzo słabym supporcie, bardzo duża była tolerancja zebranej w klubie publiczności. Marta Honzatko, która grała przed Piotrem, spóźniła się o jakieś 20 lat z karierą. Teksty proste i tak słabe, że nawet moja feministyczna natura buntuje się przeciwko refrenowi “o-o-o-o- facet to dno”, przeciwko elektronicznej perkusji i keytarowi, przeciwko pannie z pokarbowanymi włosami zebranymi w dwa kucyki i bolerku w cekiny.

Po takim wstępie, publiczność z podwójną radością powitała Piotra Roguckiego. Ten bez zbędnych formalności rozpoczął koncert. Podobnie jak koncept – płyta, jaką jest “Loki – wizja dźwięku”, występ miał swoją chronologiczną kolejność. Piotr, dzięki komentarzom pomiędzy piosenkami, wyjaśnił koncepcję poszczególnych piosenek i uzasadnił ich miejsce na albumie. W ten sposób, 15 piosenek ułożyło się w zwartą historię Lokiego – awanturnika, wolnego ducha, który jak każdy w swoim życiu popełnia błędy, zakochuje się, cierpi… Koncept album uhonorowany został koncept – koncertem: do każdej piosenki, wokalista dodał element indywidualny do opowiadanej historii: dyskotekowe kule do hedonistycznej opowieści o argonautach, kolorowe światełka w festiwalowym “Sopocie”, konfetti niczym piegi w locie. A wszystko to z dużą dawką ironii dla samego siebie i swojej twórczości: maniera Piotra Kupichy, paradowanie z gołym torsem, choinkowe światełka wokół mikrofonu, wielkimi literami wypisane “DUPA” czy brokatowe naklejki zamiast tatuaży podczas wcielania się w rolę tirowca. Do tego Piotr nawiązał szybko bardzo dobry kontakt z publicznością. I pisząc to mam na myśli nie tylko zachęcanie do braw, ale również dialogi z pierwszymi rzędami.

IMG_0052.JPG W tym wszystkim wyczuwało się spory przerost formy nad jakością: wokalista często sprawiał wrażenie, że nie daje rady wyśpiewać tego, co sam skomponował, oddech nie nadążał za nawałem słów. Z drugiej jednak strony Rogucki postawił wyraźną granicę między tym, co gra z Comą (i tym, co prezentuje z zespołem na koncertach), a tym, co śpiewa i jak zachowuje się na scenie solo: nie było rzucania mikrofonem, rzadko kiedy pojawiała się wrzeszcząca solówka. Piotr solo, to skrzyżowanie teatru, kabaretu i muzyki. Muzyki grzeczniejszej, spokojniejszej, opowiadającej historie prostsze, codzienne, ujęte w prostych historiach zamiast skomplikowanych metafor i przenośni. Tekstów zahaczających o banał i prostotę, ale dzięki temu ukazujących wszechstronność wokalisty.

Więc gdybym była czarnoskórym Amerykaninem śpiewającym co niedziela pieśni gospel, wyśpiewałbym swym wyćwiczonym barytonem, że w ostatecznym rozrachunku koncert uważam za udany, co w języku czarnoskórych barytonów brzmiałoby mniej więcej tak: Alleluja!

Maria Grudowska.

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.