07.09.2010 09:28

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Klaxons – “Surfing The Void”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: | | | | |


klaxons-surfing-the-void.jpg Klaxons – “Surfing The Void”
Universal / 2010

O czterech takich, którzy mieli łatkę “new-rave” i wydali swoją drugą płytę.

Recenzencka tradycja nakazywałaby mi zapewne zjechać nową płytę Klaxons: topos znakomitego debiutu i słabej drugiej wydaje się być podstawową zasadą rynku muzycznego. Lecz wygląda na to, że angielskiemu kwartetowi udało się powtórzyć sukces, kilku ich kolegów z dwutysięcznej dekady. Nie stawiałbym ich w jednym szeregu Arctic Monkeys czy Bloc Party, których drugie longplaye były naprawdę świetne; wskazałbym raczej na podobieństwo do “Congratulations” MGMT, z którym zresztą się stylistycznie w pewnych momentach spotykają.

Na początku wydaje się, że wszystko jest po staremu: otwierające płytę “Echoes” stawia na patos a’la Muse – ach ten pustynny klip – oraz przebojowość pierwszego krążka. A to wszystko podpucha, bo następne w kolejce “The Same Space” wyraźnie uderza w modne, ejtisowe klimaty. Potem wracamy znów w rejony “Myths Of The Near Future” rave’owym “Surfing The Void”. Owa huśtawka utrzymuje się przez cały album, ot ciągłe żonglowanie starymi i nowymi pomysłami. Jeśli ktoś ma ochotę interpretować te futurystyczne i surrealistyczne teksty, bardzo proszę. Ja nie zamierzam , ale przyznaję, że idealnie pasują do kosmiczno-psychodelicznej stylistyki i do okładki z kotem-astronautą – swoją drogą, jednej z najlepszych, jakie w tym roku widziałem.

Chłopaki nadal odkręcają przestery, o czym świadczy bezkompromisowe “Flashover”, ale już jakby mniej gnają na złamanie karku. Wielka szkoda, że prawdopodobnie nigdy nie przekonamy się, jak brzmiał materiał zarejestrowany z Tonym Viscontim (jednym z naczelnych producentów niejakiego Davida Bowie’go) i Jamesem Fordem (członkiem duetu Simian Mobile Disco, producent debiutu Klaxons). Całości brakuje polotu i z pewnością w wielu utworach mogłoby się dziać znacznie więcej i ambitniej. Niemniej, to nadal kawał dobrej, w miarę przebojowej muzyki, która, nie ukrywajmy, sprawdza się przede wszystkim podczas letnich festiwali, czego dowodem był m.in tegoroczny Open’er oraz festiwal Bażant Pohoda. Wierzę, że jeszcze będą z nich ludzie, a nie kolesie kojarzeni z wydumanym terminem new-rave, ale to stwierdzić będzie można z całą odpowiedzialnością po trzeciej płycie.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (14 głosów, średnio: 7,36 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.