25.02.2010 02:29

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Kent – “Röd”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


kent-rod.jpeg Kent – “Röd”
Sony/2009

Konsekwentne ewoluowanie w ramach obranej na początku wieku stylistyki. Rozczarowanie dla admiratorów melancholijnego gitarowego grania charakterystycznego dla pierwszych wydawnictw grupy (vide “Isola” czy “Hagnesta Hill”). Atoli w porównaniu do płyty “Tillbaka till samtiden” wizerunkowo (boć nie kwalitatywnie) przełomowej najnowszy krążek prezentuje się bardzo przyzwoicie. Kilka lat temu mikstura klasycznych dla Szwedów rockowych klimatów z elektronicznymi dodatkami okazała się być bezpłciowym produktem. W 2006 roku Harri Mänty odszedł z formacji, właśnie z powodu “różnic w wizji przyszłości zespołu”. 

Przez pewien okres wydawało się, iż Kent dołączy do grona wypalonych dinozaurów. Dwuznacznie odebrany został zbiór “Box 1991-2008″, który zawierał wszelkie oficjalne płyty, “strony b singli”, a także niepublikowane dotąd materiały. Odcinanie kolejnych kuponów, czy też prezent dla fanów? Z pewnością idealna okazja do zapoznania się z twórczością grupy.

Lider Joakim Berg, wierząc w słuszność obranego kierunku, wraz z towarzyszami nie zrezygnował jednak z usług producenta kryjącego się pod pseudonimem Joshua (współpracował z Mew oraz Kashmir). “Röd” jest efektem sesji w wielu miejscach (m.in. Nowy Jork, Sztokholm, Berlin). Sample, loopy i pokrewne “inkrustacje” dominują, riffy gitarowe pojawiają się rzadko. Mrok i rzekome naśladownictwo Radiohead skończyło się. Zmiana ta była jednak konieczna dla podtrzymania płodności artystycznej. Przestawienie było ciężkostrawne dla większości słuchaczy choć już na albumie z 2007 roku pojawiały się interesujące zalążki przyszłego image’u (np. Ingenting).

Pierwsze dwie minuty omawianego albumu dają nadzieję zwolennikom “starego brzmienia”. Atmosfera kościelna, pełen sympatycznego fałszu śpiew zgromadzonych (w tej roli chór). Ostatnie “takty” zwiastują jednak drastyczną zmianę, rozpoczyna się elektroniczny rajd. Nie można odmówić przystępnej melodyjności kilku kawałkom, które zapewne poradziłyby sobie jako single. Problem w odbiorze stanowi język. Nieosłuchanym zdaje się “zlewać”. Ponadto ciężko zrozumieć teksty, szwedzki wciąż jest dla przeciętnego Polaka egzotyczny i wątpliwe, by w przeciągu najbliższych lat miało się to zmienić. Po “nieopłacalnych” wersjach angielskich dwóch albumów Kent nie ma zamiaru wracać do tego pomysłu. Dla zainteresowanych pozostają tłumaczenia fanów, które przybliżają znaczenie poszczególnych utworów.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Niezmiennie liryczny aspekt twórczości przepełniony jest ironią i pesymizmem. W tym przypadku dla kręgu cywilizacji Zachodu instrumentalna warstwa piosenek jest bardzo myląca, gdyż sprawia często wrażenie optymistycznej, radosnej (?). Abstrahując od tekstów, kompozycje mają inną strukturę aniżeli te z poprzednich wydawnictw. Czas trwania, poza pierwszym utworem, nie spada poniżej 4 minut. Częściowo można to wytłumaczyć, częstymi w przypadku elektroniki repetycjami. Nie wolno jednak pominąć wielopoziomowości niektórych aranżacji.

Wymienienie faworytów spośród zgromadzonych piosenek nie jest łatwym zadaniem. Płyta należy do grona urzekających klimatem (transem?). Na wzmiankę zasługują “Taxmannen”, “Vals för Satan (Din vän pessimisten)”, “Ensamheten” czy drugi utwór promujący, czyli “Töntarna”. W listopadzie odbyła się koncertowa prezentacja większości piosenek w Nowym Jorku, w hotelu, gdzie grupa miała wcześniej sesje (występ można obejrzeć tutaj).

Panowie rzadko opuszczają Skandynawię w celu koncertowania. Toteż dostępne bilety szybko się sprzedają bo spragnieni fani z innych państw Europy (czasami nawet z innych kontynentów) nie chcą przegapić okazji do zobaczenia zespołu, który w Szwecji ma status kultowego także z powodu nieprzeciętnych występów na żywo.

Kent bardzo systematycznie prezentuje nowe wydawnictwa, dlatego też możemy być przekonani, iż niejednokrotnie jeszcze o nich usłyszymy. Możliwe, iż za jakiś czas  (w ramach naśladownictwa Radiohead) zdecydują się na “powrót do korzeni”, co paradoksalnie może przynieść rozczarowanie starszym fanom. Po kryzysowym okresie odnaleźli odpowiedni dla siebie na ten moment styl i przekonali przynajmniej część niedowiarków o swoim wciąż niemałym potencjale. “Röd” to nowa, także egzaltowana, lecz bardziej dopieszczona muzyczna forma wyrazu.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Łukasz Stasiełowicz

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (30 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.