15.05.2010 01:51

Autor: Michał Stępniak

Kate Nash – “My Best Friend Is You”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


katenash_album.jpg Kate Nash – “My Best Friend Is You”
Fiction/2010

Trzy lata to bardzo długi okres w popkulturze. Tyle właśnie kazała czekać na drugie wydawnictwo Kate Nash, dziewczyna, która miała kiedyś zmienić oblicze muzyki pop.

“Muzyka jest dziś kobietą” – takie hasła głoszą analitycy współczesnego rynku muzycznego. Płeć żeńska króluje na listach przebojów, a nagromadzenie młodych, pięknych, zdolnych dziewczyn chwytających za mikrofon jest tak duże, że trudno wszystkie ogarnąć i jeszcze trudniej traktować je poważnie. Popkultura rządzi się swoimi prawami, ale obecność i zarazem  popularność takiego tworu jak Kesha, każe jeszcze gruntowniej się zastanowić, czy ktoś, kto tym steruje, przypadkiem nie oszalał. Trzy lata temu, kiedy na półkach sklepowych pojawiała się debiutancka płyta Kate Nash “Made Of Bricks”, sytuacja, z której mogłyby się radować feministki, miała dopiero swój początek. Rynek dopiero zaczynał się nasycać młodymi wokalistkami. Kto mógł wtedy przewidzieć, że gwiazdą i wzorem do naśladowania stanie się ktoś taki jak Lady Gaga?

O Kate Nash można było powoli zapominać. Jeśli debiutujesz w wieku 19 lat i nie dajesz o sobie znać żadnym przebojem lub chociaż małym skandalem, przestajesz istnieć w świadomości odbiorców. Co pewien czas docierały wprawdzie informacje o tym, że Nash pracuje nad drugim albumem, ale efektów jakoś nie było słychać. Może potrzebowała czasu, żeby dojrzeć? Tylko, cholera, Kate Nash w wieku 19 lat była wydarzeniem, a jej płyta radowała uszy, zaś Kate Nash w wieku 22 lat to kompletne rozczarowanie. Oczekiwania poszły na marne. “My Best Friend Is You” pojawiło się na rynku i ze smutkiem muszę stwierdzić, że przyjaźni tym razem raczej nie będzie.

Spotkania z nową płytą Kate nie będę długo rozpamiętywać. Nie rozumiem, czemu artystka nagle odstawiła pianino i zastąpiła je gitarami. Gdzie się podziała ta urzekająca subtelność? Wszystkie “fucki” w jej ustach brzmią wyjątkowo nieszczerze. Teksty zalatują straszną grafomanią, a przecież trzy lata temu było zdecydowanie lepiej. Ktoś tu się zmienił i jest to zmiana na gorsze. Nie tak miało być!!!

Dziewczyna stała się kobietą i wypada tylko zatęsknić. Najgorsze, że Nash jakby nie potrafiła się zdecydować, w którą stronę pójść. Na pierwszy plan wysuwają się piosenki w stylu popowym, jest też trochę rocka. Artystka próbuje również podążać za modą na folkrock (“Take Me To A Higher Plane”) i dzieli się swoją fascynacją Sonic Youth i Reginą Spektor. To taka mieszanka, która wybuchnąć nie mogła, natomiast dała poczucie niesamowitego znużenia. Tematyka utworów to ciągle miłość i problemy z nią związane (z zazdrością na czele). Momentami jest to strasznie naiwne i szczeniackie (Baby please don’t break my heart / Because you are the only one I love). Można również odnieść wrażenie, że chyba ktoś Kate w ostatnich latach skrzywdził, bo wyrosła z niej mała feministka. Niestety, w wydaniu zbliżonym do brzydkich studentek polonistyki, które nasłuchały się innych koleżanek i przyjęły poglądy bezrefleksyjnie (I wanna be fucked and then rolled over / Cause I’m an independent woman of the 21st century).

Gdyby to był debiut, odbiór pewnie byłby zupełnie inny. Są tu utwory, które trafiają w serce (“I Just Love You More”, “Later On”). Oczekiwałem jednak czegoś zupełnie innego. Syndrom drugiej płyty? Może trzeba dać artystce kolejną szansę?

Kate Nash była od początków kariery porównywana do Lily Allen i jest to porównanie jak najbardziej słuszne. Tylko w tej rywalizacji autorka “My Best Friend Is You” poległa. Lily Allen to księżniczka popu, a Kate Nash może co najwyżej świetnie się bawić na jej balu – gdzieś w tle, bo chyba wszystkie oczy będą skupione na autorce genialnego “It’s Not Me, It’s You”.

Michał Stępniak

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 5,86 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.