13.04.2010 00:32

Autor: Zylka

Kashmir – “Trespassers”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


kashmir_tres.jpg Kashmir – “Trespassers”
Sony Music/2010

Pierwszy raz o Duńczykach z Kashmiru usłyszałem w 2005 roku, kiedy jeden z moich serdecznych kolegów trąbił o gościnnym udziale na ich albumie takich postaci jak Lou Reed (!) czy David Bowie (!!). Przyznaję, rzeczywiście – połknąłem w całości. A jak wypadają po pięciu latach od “No Balance Palace”?

Wypadają bajecznie. Próby recenzji takich albumów jak “Trespasser” doprowadzają ślepo przekonanego o swoich nadprzyrodzonych mocach opiniotwórczych “recenzenta” do sytuacji patowej. Gdyż jedyną słuszną decyzją byłoby rozesłanie wszystkim czytelnikom po egzemplarzu, albo przynajmniej zaproszenie ich na wspólny odsłuch do swojego mieszkania.

Szósta płyta Duńczyków nagrana została po drugiej stronie wielkiej wody w nowojorskim studio przy pomocy Johna O’Mahony, który do swoich osiągnięć może zapisać między innymi współpracę z The Cribs, Metric, Kaiser Chiefs czy Coldplay. I to właśnie twórczość tych ostatnich (szczególnie z początku działalności) rzuca się nam bezczelnie miło na uszy, kiedy chcemy odnieść materiał “Trespassers” do bardziej spopularyzowanego odnośnika.

Kiedy po raz pierwszy zapoznałem się z zespołem Kashmir (co ciekawe noszącym wcześniej nazwę Nirvana, zanim zespoł Cobaina osiągnął milionowe ilośći sprzedaży) byłem w stanie swoistego, uprzywilejowanego szoku. Po pierwsze, ponieważ byłem zafascynowany ich muzyką z pogranicza hybrydy Radiohead i The Verve, a po drugie, wśród moich znajomych występował deficyt znajomości owego bandu rodaków Larsa Von Triera, co stawiało mnie w pewnym sensie na przedzie. I tak to wymęczyłem  krążek “No Balance Palace” z 2005 roku do granic możliwości, zaliczając jeszcze krótki romans z płytą wcześniejszą o trudnej do wymówienia nazwie “Zitilites” (podobno poprawna ekspresja tego tytułu brzmi City Lights, taki myk).

Na nowy album przyszło czekać nam aż pięć lat, ale czas ten zespół dowodzony przez świetnego tekściarza Kaspera Eistrupa spędził niezwykle płodnie. Nowe utwory nie tracą ani gram z oryginalnego, skandynawskiego mroku Kashmiru, a zyskują przy tym lekkość “Spadochronowego” Coldplay i gitarową świeżość The Maccabees. Dla mnie końmi pociągowymi tego albumu  są takie utwory jak “Intruder” czy “Stil Boy”, czystokrwiste kompozycje rozpoznawalne dzięki klasycznym kompozycjom indie-post rocka (a’la Mogwai, Mew) i świeżym wokalu Kaspera. “Tresspasser” to dziesięć mocnych, równych kompozycji, to 45 minut prawdziwe gitarowej muzyki gdzieniegdzie wzbogaconej fortepianem, przyozdobione ukrytymi szmerami.

Do fascynacji Duńczykami przyznają się członkowie Everything Is Made In China, podobno ich płyty na swojej półce ma też Thom Yorke. Lepszych referencji trudno mi się doszukać, ale czy jakieś są jeszcze potrzebne?

Słowo tresspasser oznacza człowieka naruszającego prawa drugiej osoby, póki co, Kashmir naruszył moje niezbywalne, osobiste prawo do wsłuchania się w inną muzykę, inny zespół. I to już od kilku tygodni. Ale donosu składać nie będę.

Krzysiek Żyła

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 6,67 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.