11.07.2009 13:26

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Kasabian – “West Ryder Pauper Lunatic Asylum”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


west-ryder.jpg Kasabian – “West Ryder Pauper Lunatic Asylum”
RCA/Columbia/2009

Minął miesiąc od premiery najnowszego albumu Kasabian. Można z ogromną stanowczością stwierdzić: to nie jest album dekady. Niemniej warto się z nim zapoznać.

Pomimo usilnych przekonywań członków zespołu, iż mamy do czynienia  z “dziełem przełomowym” tylko naiwny mógłby się poczuć rozczarowany. Do zapewnień muzyków należy podchodzić z dystansem. Tak uczy doświadczenie zebrane przy poprzednich premierach wydawnictw grupy. W zależności od oczekiwań różne może być rozczarowanie bądź zadowolenie.

Nazwa krążka nawiązuje do szpitala psychiatrycznego wybudowanego w XIX wieku w Anglii. Wtedy zaczął dokonywać się przełom w psychologicznym, podmiotowym podejściu do człowieka. Różnice międzyludzkie poczęły przestawać odgrywać wielką rolę w kontekście dostępu do opieki zdrowotnej. Placówka West Riding Pauper Lunatic Asylum (przemianowana później na High Royds Hospital) została zamknięta w 2003 roku. Gitarzysta Kasabian Sergio Pizzorno usłyszał o szpitalu w reportażu, zainteresowało to go wystarczająco, by zapożyczyć nazwę. Nie po raz pierwszy szpital z Menston stanowi inspirację muzyczną, wcześniej grupa Kaiser Chiefs nagrała utwór “Highroyds“.

Duma członków zespołu nie jest najlepszym wyznacznikiem jakości. Panowie twierdzili, że stworzyli fantastyczny album. Pierwsze miejsca w rankingach najczęściej sprzedawanych płyt zdają się wzmacniać ego Kasabian. Słuchacze są w stanie dopóty wybaczyć impertynencję dopóki tworzenie muzyki wychodzi dobrze. Pierwszy album przyjęty został z zachwytem, drugi był dla wielu rozczarowaniem. A trzeci? Promocja rozpoczęła się dość wcześnie, jeden z nowych utworów został użyty jako podkład muzyczny w reklamie. Był to “Underdog”, który zresztą otwiera płytę. Esencja Kasabian: mnóstwo efektów, lecz na tyle są wszystkie składniki wyważone, że otrzymujemy coś przystępnego, melodyjnego.

Kolejna kompozycja to “Where Did All the Love Go?”. Utwór będzie drugim oficjalnym singlem promującym krążek. Chwytliwa piosenka. W momencie kiedy zaczyna nas nudzić powtarzający się w kółko motyw pojawia się bridge przywołujący na myśl muzykę państw Bliskiego Wschodu. Na koniec następuje płynne przejście do króciutkiego instrumentalnego przerywnika w postaci “Swarfiga”. Następna piosenka znana jest już fanom od dwóch lat, “Fast Fuse” charakteryzuje się pobudzającym rytmem oraz ciekawą melodyką; Kasabian w najlepszym wydaniu. Pora na znaczne zwolnienie. Przyzwoite, aczkolwiek przeciętne utwory. Duet wokalny z Rosario Dawson (głównie znana z roli w filmie Sin City) troszkę podnosi poziom, niektórych może urzec patos bijący z opisywanego “West Rider/Silver Bullet”. Powracamy do żwawszego grania, Vlad the Impaler to utwór znany przynajmniej od kwietnia. Powstał do niego nawet teledysk, jednak zespół nie uznaje piosenki za singiel. Mocny bit oraz mnogość elektroniki przypominają, iż to z tego słynie Kasabian, a nie z powolnych ballad. Poniżej klip do utworu, który został na potrzeby teledysku znacznie skrócony.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

O takim “Ladies And Gentlemen (Roll The Dice)” najlepiej zapomnijmy. Nużące od pierwszego odsłuchu, zlewa się z kolejnym utworem. Jeden z pierwszych kandydatów do odstrzału. A może wprowadzenie w senny, oniryczny nastrój było zamysłem grupy by zenergetyzować nas ognistym “Fire”? Melodia gitary basowej wywołująca skojarzenia z klimatem dyskotek lat 80. Bardzo melodyjna, dźwięczna wokaliza Toma Meighana zasługuje na uwagę. I otrzymuje ją. Dowodem jest przyjęcie zespołu przez fanów muzyki na tegorocznym festiwalu Glastonbury. Imponujące wykonanie utworu można obejrzeć tutaj.

Na zakończenie dostajemy przepełniony spokojem utwór, w “Happiness”słychać m.in. afroamerykańskie chórki. Brytyjskie zespoły próbowały już podobnych eksperymentów, także nie można tego poczytywać za akt ekstremalnej innowacyjności. Ma to swój klimat, lecz zdaje się nie pasować do stylistyki Kasabian znanej z wcześniejszych albumów. Może nadszedł czas na zmiany? W swoim megalomańskim światopoglądzie panowie raczej drastycznych modyfikacji nie planują. Płyta ani dla świata muzycznego, ani dla zespołu nie jest przełomowa. Jest tu kilka bardzo dobrych utworów, które powinny zostać zapamiętane przez jakiś czas. Niestety nie brakuje momentów słabszych: męczące, dłużące się kawałki. Zespół kojarzony jest z nurtem rocka elektronicznego, stąd nie oczekuje się od nich melancholicznych uniesień. Nad tymi ostatnimi musieliby jeszcze sporo popracować.

Reasumując płyta to przyzwoita ze świetnymi przebłyskami, ale i niepotrzebnymi dziurami. Awersja do słuchania jej w całości rośnie bardzo szybko.

Łukasz Stasiełowicz

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (43 głosów, średnio: 7,81 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.