14.05.2010 12:41

Autor: Zylka

Kamp!, czyli trzech takich co zagłuszyli STAL i roztańczyli Bezsenność

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


sk1.jpg Znałem elektroniczne szaleństwa łódzkiego tria bardzo dobrze, ale nie sądziłem, że ci młodzi panowie są w stanie tak jednogłośnie wygrać bitwę o scenę z bardziej doświadczonym, zagranicznym kolegą Pierre’em.

Kiedy zobaczyłem plakaty promujące wspólny koncert STAL Music, czyli projekt Pierre Maulini i naszego rodzimego Kampu zdziwiło mnie to, iż jako gwiazda wieczoru anonsowani byli ci drudzy. Wszak M83 marką uznaną i szanowaną jest, nie tylko na swoim podwórku. Odwiedzili nawet Polskę przy okazji jednej z edycji Open’er Festivalu, a ich album “Saturdays=Youth” uznawany jest za jedno z ważniejszych wydawnictw zakładki “elektronika” ostatnich lat.

Taki był też występ STAL, solidny, profesjonalny. Pierre wraz z dwoma kolegami na perkusji i gitarze zaprezentował materiał bardzo przypominający, wręcz siostrzany to, do czego przyzwyczaił nas na płytach M83. Sam Pierre nie rozstając się ze swoim korgiem i laptopem spod znaku jabłka sprawiał wrażenie zadowolonego z poziomu swojego inauguracyjnego w Polsce koncertu.

Jedynym mankamentem tego koncertu, niezależnym od artysty była dosyć niska frekwencja, jaka raczej nie przystoi tego rodzaju wydarzeniu. Po godzinnym secie uzupełnionym o jedną kompozycję z repertuaru M83 Pierre uprzejmie pożegnał publikę zwyczajem znanym z sopockich festiwali, czyli wypowiedzeniem niezgrabne, acz starannie “dziękujemy, dobranoc”.

Nie minęły dwa kwadranse, a na scenie wrocławskiej Bezsenności zainstalowała się trójka niepozornych, młodych chłopaków z syntezatorami. I zaczęła się całkiem inna historia. Ktoś kto ciągle wzdycha do Digitialismu, chwali Boyz Noise czy jest wyznawcą Daft Punk i był obecny wtedy w klubie musiał poddać swoich starych idoli surowej ocenie. Kamp! nie dosyć, że ściągnął do klubu publikę dwa razy liczniejszą to w dodatku już pierwszym utworem implikował podniesienie ciśnienia i wzmożone wydzielanie potu wśród wszystkich, dosłownie wszystkich obecnych w klubie. Zespół zagrał wszystkie swoje utwory, które tak wytrwale zbiera podczas swojej niedługiej przecież kariery i wszystkie one, co do jednego były dla publiczności wezwaniem do nieoszczędnego balansowania.

Najwięcej radości zespół sprawił słuchaczom najbardziej znanym “Breaking A Ghost’s Heart” i “Cosmological”, które zostały kropka w kropkę wspólnie odśpiewane. Zespół zaskoczony tym, jaką wielką władzę osiągnął nad zgromadzonymi także i sami oddał się wirowi szaleństwa. Frontman wielokrotnie balansował na krawędzi sceny by w końcu dołączyć razem z mikrofonem do tańczących i z ich poziomu oglądać swoich kolegów na scenie. Przed ostatnim bisie ktoś krzyknął na sali “Ghost’s Heart”! Co zespół skwitował “nie możemy zagrać go dwa razy bo będziemy zespołem jednego utworu”.

To na pewno nie grozi, przynajmniej bardzo bym chciał żeby to widmo ich nie straszyło, bo Kamp! jest w tym momencie zespołem, który jadąc na Wyspy czy do innego zakątka świata udowodnić może, że u nas dzieją się rzeczy dobre i wartościowe. Nie gorsze od tych, pfe! “zachodnich”.

Krzysiek Żyła

wyszperaj coś więcej ▼

Zdjęcia autorstwa Mary Nogackiej

s5.jpg





Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.