22.09.2010 02:18

Autor: marcin

Jónsi na podwójnej zmianie – finał Sacrum Profanum

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


pu-jonsi_koncert001.jpg Jónsi na podwójnej zmianie – finał Sacrum Profanum

Islandzka wioska, która powstała w samym centrum nowohuckiego kombinatu, w piątek oraz sobotę przyjęła pod swój dach Jónsiego. Tym samym organizatorzy udowodnili, że kompletując festiwalowy line-up, mieli na uwadze przede wszystkim to, co w światowej muzyce aktualne i wyjątkowe.

Z zasady nigdy nie oglądam dwa razy tych samych filmów, rzadko kiedy sięgam ponownie po raz przeczytane książki – jeśli już to kierowany sentymentem. Nigdy również nie byłem na koncertach tego samego artysty, które odbywałyby się dzień po dniu. Kiedy jednak nadarzyła się okazja, by w wyjątkowych okolicznościach dwa razy pod rząd usłyszeć Jónsiego, postanowiłem poddać się małemu eksperymentowi i sprawdzić czy warto inwestować w podobne przeżycia.

Nie da się ukryć, że pomysł z zaproszeniem Jónsiego na podwójny koncert do Krakowa, był bardzo ryzykowny. Gdyby na scenie pojawił się cały skład Sigur Ros nie trzeba byłoby się martwić o frekwencję. Jednak Jónsi solo, z jedną płytą na koncie początkowo nie prezentował się, aż tak okazale. Obawy okazały się zbędne – oba koncertowe wieczory prawie całkowicie zapełniły halę, w której tydzień wcześniej, przy równie licznej publice koncert dała grupa mum. Muszę również przyznać, że o ile materiał zebrany na płycie “Go” nie przekonywał mnie do końca, to jego wersja live zwaliła mnie z nóg.

Oba koncerty niczym się od siebie nie różniły. Jónsi zagrał ten sam zestaw utworów, odpowiednio dopasowany do identycznych animacji. Nawet moment, w którym muzyk jeden jedyny raz odezwał się do publiki, był dokładnie zaplanowany tuż przed wykonaniem “Go Do”.  Trzeba jednak przyznać, że sam dobór piosenek, w skład których wchodziły numery dotąd niepublikowane (Jónsi jakimś sposobem musiał zapełnić 90 minut swojego występu – “Go” to zaledwie 40 minut muzyki) oraz wizualizacje pojawiające się równocześnie na pięciu ekranach, znakomicie wpłynęły na klimat i dynamikę koncertu.

Jeżeli pierwszy wieczór stanowił pewnego rodzaju rekonesans możliwości nowego zespołu Jónsiego, to drugi był już okazją do tego, by zagłębić się w szczegóły spektaklu, który rozgrywał się na scenie. Rozwijający się stopniowo początek koncertu oparty został na spokojnych i nastrojowych utworach. Tutaj zabrzmiały premierowe: “Stars in Still Water”odegrany solo na gitarze akustycznej oraz najciekawszy z nowych numerów “Icicle Sleeves”, wsparty porywającą wizualizacją. Koncert stopniowo nabierał tempa. Momentem zwrotnym był “Sinking Friendships”, po którym zespół postawił prawie wyłącznie na dynamiczne kompozycje. Nie zabrakło “Go Do”, “Animal Arithmetic” i “Boy Lilikoi”.

Żywiołowe utwory stanowiły pole do popisu dla odpowiedzialnego za instrumenty perkusyjne Thorvaldura Thorvaldssona, który tuż po Jónsim był najbardziej wyróżniającą się osobą na scenie. Uderzał w bębny z taką siłą, że jeszcze długo po koncercie nie mogłem uwolnić się od wystukiwania rytmu do “Go Do”. Cały zespół brzmiał na scenie jak jeden organizm. Jeśli Jónsi nagra swoją drugą płytę w tym składzie, to myślę, że doczekamy się krążka, który będzie mógł zmierzyć się z dokonaniami Sigur Ros. Pierwsza płyta aranżowana trochę po partyzancku, z całą pewnością nie oddaje w pełni tego, jak Jónsi brzmi w wersji zespołowej na żywo.

Na bis pojawił się znany ze ścieżki dźwiękowej do filmu “Jak wytresować smoka” utwór “Sticks and Stones”. Jónsi z pióropuszem na głowie biegał po wykrzykując w dwa mikrofony słowa piosenki. Pamiętając z jaką nieśmiałością pojawił się na głównej scenie Openera w 2006 roku, w życiu bym nie przypuszczał, że ujrzę go w roli rockowego frontamana szalejącego po scenie. Bez wątpienia był to niezapomniany widok. Zamykający koncert utwór “Grow Till Tall”, to godny następca sigurowego “Popplagid”.

Kiedy czytałem opinie dotyczące “Go”, w którym recenzenci z lekkością przyznawali, że jeśli Jónsi będzie nagrywał tak udane albumy solowe, to nikt nie będzie tęsknił za powrotem Sigur Ros, uważałem to za bluźnierstwo. I chociaż bardzo liczę na wznowienie działalności przez zespół, to po tym, co zobaczyłem na nowohuckiej scenie nie miałbym nic przeciwko jeśli w najbliższej przyszłości Jónsi skupi się na solowej działalności.

Marcin Bieniek

fot. Paweł Ulatowski


Jonsi razy dwa na finał Sacrum Profanum

Z zasady nigdy nie oglądam dwa razy tych samych filmów, rzadko kiedy sięgam ponownie po raz przeczytane książki. Nigdy też nie byłem na koncercie tego samego artysty, który odbywałby się dzień po dniu. Kiedy jednak nadarzyła się okazja, by w wyjątkowych okolicznościach dwa razy pod rząd usłyszeć Jonsiego, postanowiłem poddać się temu małemu eksperymentowi i sprawdzić czy warto inwestować w podobne przeżycia.

Nie da się ukryć, że pomysł z zaproszeniem Jonsiego na podwójny koncert do Krakowa, był bardzo ryzykowny. Gdyby na scenie pojawił się cały skład Sigur-Ros nie trzeba byłoby się martwić o frekwencję. Jednak Josni solo z jedną płytą na koncie początkowo nie wyglądał, aż tak atrakcyjnie. Obawy okazały się zbędne ? oba koncertowe wieczory prawie całkowicie zapełniły halę, w której tydzień wcześniej, przy równie licznej publice koncert dała grupa mum. Muszę też przyznać, że o ile materiał zebrany na płycie ?Go? nie przekonywał mnie do końca, to jego wersja live zwaliła mnie z nóg.

Oba koncerty niczym się od siebie nie różniły. Jonsi zagrał ten sam zestaw utworów, odpowiednio dopasowany do identycznych animacji. Nawet moment, w którym muzyk jeden jedyny raz odezwał się do publiki, był dokładnie zaplanowany tuż przed wykonaniem ?Go Do?. Pod tym względem występy miały w sobie coś z teatralności. Trzeba jednak przyznać, że sam dobór piosenek, w skład których wchodziły numery dotąd niepublikowane (Jonsi jakimś sposobem musiał zapełnić 90 minut swojego występu – ?Go? to zaledwie 40 minut muzyki) oraz wizualizacje pojawiające się równocześnie na pięciu ekranach, znakomicie wpłynęły na klimat i dynamikę koncertu.

Jeżeli pierwszy wieczór stanowił pewnego rodzaju rekonesans możliwości nowego zespołu Jonsiego, to drugi był już okazją do tego, by zagłębić się w szczegóły tego spektaklu. Rozwijający się stopniowo początek koncertu oparty był o spokojne i nastrojowe utwory ? tutaj zabrzmiały premierowe: ?Stars in Still Water? odegrany solo na gitarze akustycznej oraz najciekawszy z nowych numerów ?Icicle Sleeves?, wsparty porywającą wizualizacją. Koncert powoli nabierał tempa. Momentem zwrotnym był ?Sinking Friendships?, po którym zespół postawił prawie wyłącznie na dynamiczne kompozycje. Nie zabrakło ?Go Do?, ?Animal Arithmetic? i ?Boy Lilikoi?.

Żywiołowe utwory stanowiły pole do popisu dla odpowiedzialnego za instrumenty perkusyjne Thorvaldura Thorvaldssona, który tuż po Jonsim był najbardziej wyróżniającą się postacią na scenie. Uderzał w bębny z taką siłą, że jeszcze długo po koncercie wystukiwałem nogą rytm z ?Go Do?. Generalnie cały zespół brzmiał na scenie jak jeden organizm. Jeśli Jonsi nagra swoją drugą płytę w tym składzie, to myślę, że doczekamy się krążka na który czekają wszyscy, nie do końca przekonani, co do wartości ?Go?. Pierwsza płyta aranżowana trochę po partyzancku [yt], z całą pewnością nie oddaje pełni blasku, tego jak brzmi Jonsi w wersji zespołowej na żywo.

Na bis pojawił się znany ze ścieżki dźwiękowej do filmu ?Jak wytresować smoka? utwór ?Sticks and Stones?. Jonsi z pióropuszem na głowie biegał po wykrzykując w dwa mikrofony słowa piosenki. Pamiętając z jaką nieśmiałością pojawił się na scenie Openera w 2006 roku, w życiu bym nie przypuszczał, że ujrzę go jako rockowego frontamana szalejącego po scenie. Bez wątpienia był to widok warty zobaczenia. Zamykający koncert utwór “Grow Till Tall”, godny następca sigurowego ?Popplagid?.

Kiedy czytałem opinie dotyczące ?Go?, w którym recenzenci z lekkością przyznawali, że jeśli Jonsi będzie nagrywał tak udane albumy solowe, to nikt nie będzie tęsknił za powrotem Sigur Ros. I chociaż bardzo liczę na wznowienie działalności przez zespół, to po tym, co zobaczyłem na scenie nie miałbym nic przeciwko jeśli w najbliższej przyszłości Jonsi skupi się na solowej działalności.

Marcin Bieniek




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.