27.02.2009 02:49

Autor: Krzysztof Kowalczyk

John Frusciante – “The Empyrean”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: |


john_frusciante_-_the_empyrean.jpg John Frusciante – “The Empyrean”

Aby w pełni zrozumieć muzykę Johna Frusciante, trzeba by było nauczyć się sztuki medytacji, stracić wszystkie zęby w wyniku nadużywania dragów i alkoholu, a także uprawiać ascetyczny styl życia. O byciu genialnym multiinstrumentalistą nie wspominając. Mimo że nie spełniam żadnego z powyższych wymagań, spróbuję jednak zgłębić zawartość jego nowej płyty.

“The Empyrean” to koncept album opowiadający o człowieku doświadczającym całego wachlarza emocji, od wznoszenia się na wyżyny swoich możliwości, aż po najbardziej bolesne klęski. Co prawda, sam nigdy bym do takich wniosków nie doszedł, ale tak właśnie twierdzi jego twórca. Na pewno jest w tych utworach pewien mistycyzm, jakaś nieopisana siła.

Otwierające krążek “Before The Beginning” rozpoczyna się kilkoma wyciszonymi akordami, które zdają się wprowadzać słuchacza w coś na kształt opowieści. Po chwili wchodzi niezwykle szorstka perkusja, proste uderzenia werbla brutalnie kontrastują z delikatną gitarą schowaną gdzieś z tyłu. W końcu wszystkie zebrane emocje eksplodują w solówce pełnej łkających dźwięków i pisków. Tak oto rozpoczyna swoją podróż główny bohater płyty.

Frusciante nie bał się eksperymentować z róznymi stylami. Pierwsza połowa “Unreachable” to spokojna ballada oparta na przesterowanym basie i klawiszach, zaś drugą część stanowi psychodeliczna solówka i zabawa licznymi efektami gitary elektrycznej. Widać w tym nie tylko sinusoidę wewnętrznych przeżyć postaci, lecz również żonglowanie różnorodnymi gatunkami muzycznymi. Przygotujcie się także na płytę brzmiącą inaczej niż większość produkcji. To nie jest ślicznie wygładzony w fazie miksów materiał; zamiłowanie Johna do sprzętu analogowego robi swoje.

Lista gości pojawiających się na “The Empyrean” jest imponująca. O ile obecności Johnny’ego Marra (dawny gitarzysta The Smiths i Modest Mouse, obecnie w The Cribs) i Josha Klinghoffera jest praktycznie nie wyczuwalna, bo grają oni tu w stylu podobnym do Frusciante, to dwójka innych gości pozostawia po sobie ślad. Dzięki połączeniu delikatnej fortepianowej melodii z fascynacją gitarzysty RHCP różnymi formami wokalnymi, a także charakterystycznym basem Flea, “Dark/Light” staje się jednym z najlepszych utworów płyty. Z kolei smyczkowy Sonus Quartet, pięknie wzbogacił aranżację “One More Of Me”.

“Nie chodziło mi o napisanie jasnej historii, chociaż dla mnie jest ona oczywista” – powiedział w jednym z wywiadów Frusciante. I to słychać. To album głównie przeznaczony dla tych, którzy lubią w muzyce eksplorować nowe przestrzenie. Wymaga on od słuchacza zaangażowania i wcześniejszego zapoznania się z zamysłem artysty. Cała zabawa polega na tym, aby połączyć tę specyficzną koncepcję autora z własną interpretacją. Tak, to zdecydowanie nie jest płyta dla wszystkich.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (113 głosów, średnio: 8,08 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.