24.04.2011 09:58

Autor: Kuba

Jeżeli Bóg istnieje, na pewno chciał być kiedyś astronautą

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


                               Relacja z wrocławskiego koncertu grupy God Is an Astronaut.

Wtorkowy wieczór we wrocławskim Firleju zapowiadał się ekscytująco już od dłuższego czasu, pojawić miał się w końcu God Is An Astronaut – jeden z najważniejszych zespołów współczesnego post-rocka promujący swój piąty album zatytułowany “Age of the Fifth Sun” – kolejny, wyśmienity krążek, w którym zespół chętnie oscyluje wokół ambientu mieszając go ze ścianą gitar. Słuchając tej płyty spodziewałem się, że koncert będzie masywny. Ale nie, że aż tak.

Wieczór z post-rockiem rozpoczął rodzimy Sands of Sedna, w którym udzielają się muzycy innej formacji, która powoli wyrasta w kraju na solidnego reprezentanta tego gatunku – Tides From Nebula. Tutaj formuła jest troszkę inna, chociażby ze względu na pojawiający się wokal łamiący instrumentalną konwencję, po której poruszają się warszawiacy. Występ był poprawny i dość intrygujący, niemniej wolę słuchać utworów Tidesów niż poczynań chłopaków po godzinach.

Po godzinie 21 klub powoli zapychał się ludźmi. Wszystkie bilety na koncert sprzedano przed czasem i 350 osób w nerwowej atmosferze oczekiwało pojawienia się Irlandczyków. W sumie ciężko było się tego nie spodziewać, biorąc pod uwagę fakt, że post-rock jakimś dziwnym trafem znalazł sobie w Polsce dużą niszę i wszelkie kapele stawiające na melodyjność, zawodzenie i melancholię zawsze będą w stanie zapełnić małej wielkości klub. Na pewno na korzyść God Is an Astronaut przemawia fakt, że od lat konsekwentnie budowali swoją markę i z każdym kolejnym albumem utwierdzali słuchaczy w przekonaniu, że delay’s not dead. Poza tym nieraz grali już w naszym cudownym kraju, jednak po raz pierwszy we Wrocławiu – może dlatego wszyscy tak gorączkowo wyczekiwali rozpoczęcia. A może po prostu pocili się, bo było gorąco – jak diabli.

Koncert rozpoczął się bardzo nastrojowo. Na scenie pojawił się najnowszy nabytek składu – młodziutki Jamie Dean, który sprawnie obsługiwał klawisze zwiastując pierwszy utwór, jakim był “Remaining Light”. Członkowie zespołu po kolei dochodzili i dodawali swoje wstawki, by (jak to w post-rocku bywa) wybuchnąć gigantyczną energią ku uciesze fanów, którzy pięknie reagowali, o wiele żywiej, niż na warszawskim koncercie.

Zespół nie zaskakiwał pod względem wyboru utworów, gdyż zagrali identyczny set, jak w warszawskiej Progresji dzień wcześniej. Niemniej jednak wykonanie na żywo rozbijało na łopatki. Techniczne wykonanie kompozycji stało na niezwykle wysokim poziomie. Klawisze Deana dogrywane z samplami z poszczególnych utworów świetnie łączyły się z instrumentarium. Trzeba wspomnieć o tym, że bracia Kinsella świetnie dogadują się na scenie i sprawnie wymieniają się rolami. Ciekawie brzmią efekty używane przez basistę, Nielsa, dzięki czemu zastępuje Torstena jako rytmiczna gitara, gdy ten wprowadza w kosmiczny trans za pomocą wysokich, przestrzennych tonów. Kwartet postawił na różnorodność wybierając utwory z większości albumów (pominęli tylko te z “Far From Refuge”). Pulsujące “Zodiac” z dodatkowymi samplami bębnów, gdzie zespół bardzo zachęcał fanów do wspólnego wyklaskiwania, “Shadows” z gigantycznym refrenem wprawiającym w wibrację podłogę, który został również uzupełniony o dodatkową solówkę perkusyjną nowego perkusisty – Michael’a Fentona czy też klasyk zespołu – “Route 666″ wykonany, jak zawsze, fenomenalnie. Wszystko to okraszone świetnymi wizualizacjami własnej produkcji, gdzie katastrofizm mieszał się z międzygwiezdnymi podróżami dając cieszący oko rezultat – pięknie zilustrowany występ.

Po wykonaniu całego setu łącznie z bisami Torsten Kinsella, jak zawsze poruszony frekwencją dziękował i dziękował. My również dziękujemy za ten wspaniale spędzony czas, ponieważ te 90 minut pokazało, że God Is An Astronaut to pierwsza liga współczesnego post-rocka, który wciąż zachwyca tłumy. Nowy album ma pojawić się w 2013, a ja po cichu liczę na to, że jeszcze załapiemy się na jakiś koncert przed tą datą. W końcu dobrego nigdy dość.

P.S. Jeśli nie byłeś na koncercie – nic straconego. Tutaj obejrzysz zapis występu Sands of Sedna, zaś tutaj – God Is An Astronaut.

Kuba Serafin

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.