17.08.2010 05:57

Autor: marcin

“Jesteśmy wielkimi fanami Polski” – rozmowa z Gunnarem, członkiem grupy múm

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


mum_sheep.jpg “Jesteśmy wielkimi fanami Polski” – rozmowa z Gunnarem, członkiem grupy múm

Na dwa miesiące przed wyjątkowym koncertem zespołu w ramach festiwalu Sacrum Profanum, Gunnar Örn Tynes, jeden z założycieli grupy múm, znalazł chwilę czasu, by w dosyć specyficznej scenerii, porozmawiać na tematy związane z muzyką i nie tylko.

Do rozmowy doszło podczas słowackiego festiwalu Pohoda. Spotkaliśmy się na tyłach jednej ze scen, w miejscu gdzie kończył się teren festiwalu, a zaczynała otwarta przestrzeń lotniska. Właśnie trwała próba Jose Gonzaleza, gdzieś z daleka docierały wymieszane odgłosy dobiegające z pozostałych scen oraz fantazyjnych karuzeli, przypominających maszyny śmierci. Co tu dużo ukrywać, warunki do przeprowadzenia wywiadu średnie. Gunnar zaproponował więc żebyśmy przeszli się w głąb pustego lotniska. Nad nami noc, dookoła ciemne zarysy gór. W końcu dotarliśmy do wyciszonego miejsca, w którym rozmowa nie tylko była możliwa, ale i nabrała specyficznego klimatu. Muzyk opowiedział o przygotowaniach do zbliżającego się występu zespołu na festiwalu Sacrum Profanum, a także życiu na Islandii, nagrywaniu płyt w latarni morskiej oraz o tym, jak wybuch wulkanu wpłynął na codzienne życie na Islandii oraz muzykę zespołu.

Uwolnij Muzykę!: Wkrótce zagracie w Polsce wyjątkowy koncert. Na otwarciu festiwalu Sacrum Profanum pojawicie się na scenie w ciekawym towarzystwie. Możesz zdradzić więcej szczegółów?

Gunnar Örn Tynes: Zaprosiliśmy kilku naszych islandzkich przyjaciół, aby wystąpili z nami na scenie. Przyjadą z nami m.in. dziewczyny z zespołu Amina, Mugison oraz Benedikt Hermann Hermannson (Benni Hemm Hemm). Do tego towarzyszyć będzie nam orkiestra oraz chór, którzy dodadzą naszym utworom nowego wymiaru. To wszystko wymaga specjalnych przygotowań, musimy przełożyć nasze utwory na partytury, a to pochłania sporo czasu. Wspólnie z zaproszonymi gośćmi planujemy zrealizować kilka premierowych utworów. Organizatorzy zadbali o to, aby cały koncert odbył się z wielkim rozmachem.

Uwolnij Muzykę!: Macie w Polsce wielu fanów …

Gunnar Örn Tynes: Tak! I sami jesteśmy wielkimi fanami Polski.

Uwolnij Muzykę!: Nasz kraj jest waszym stałym punktem koncertowym do 2002 roku. Od tamtego czasu graliście w Polsce kilkakrotnie (ostatnio na ubiegłorocznej edycji festiwalu Turon Nowa Muzyka). Co sprawia, że Polskę darzycie tak wielką sympatią?

Gunnar Örn Tynes: Z pewnością świetna atmosfera, która towarzyszy naszym koncertom i coś specyficznego w ludziach, czego nie do końca potrafię nazwać. Myślę, że Polacy i Islandczycy są do siebie bardzo podobni – tacy trochę dziwni, oryginalni, ceniący sobie niezależność. Nie jesteśmy przesadnie mili i wylewni jak na przykład Amerykanie – za to często mówimy bezpośrednio to, co myślimy.

Uwolnij Muzykę!: Porozmawiajmy o zespole. Macie za sobą długą historię, w trakcie której wasz skład uległ wielokrotnym przetasowaniom. Co sprawia, że zespół nadal trzyma się razem?

Gunnar Örn Tynes: Ciężko to jednoznacznie nazwać. Niezmienny tryon zespołu stanowię ja oraz Örvar. Ludzie przychodzą i odchodzą, to naturalna kolej rzeczy. Nie zastanawiamy się nad tym, tylko po prostu gramy i pracujemy nad zespołem, tworzymy muzykę i to jest dla nas najważniejsze. Rozstania ze wspomagającymi nas muzykami nigdy nie są dramatyczne, to w większości nasi bliscy przyjaciele. Ludzie czasem chcą odciąć się od grania koncertów, odpocząć i nie robimy im z tym żadnego problemu. Z drugiej strony jest to zdrowe dla rozwoju zespołu. Zmienność, ruch to podstawa rozwoju. Jeśli właściwie z niej skorzystasz, to wpływa to pozytywnie na proces tworzenia. Múm to przede wszystkim zgrany kolektyw. Wiele osób jest z nami od samego początku, tworzymy rodzinę.

Uwolnij Muzykę!: Wielu artystów pochodzących z Islandii, tłumacząc dlaczego zajęli się tworzeniem muzyki przyznaje, że jest to dla nich pewien rodzaj terapii, który pomaga poradzić sobie z islandzką rzeczywistością. Czy naprawdę jest tak ciężko?

Gunnar Örn Tynes: (śmiech) Ciężko to nie jest właściwe słowo. Islandia jest bardzo małym krajem, w porównaniu do Polski drobnym. Nie da się ukryć, że życie w takim miejscu pozostawione same sobie jest nudne. Mamy tam tylko baseny, kilka kin i jedną kręgielnię. Dlatego tak wielu ludzi zajmuje się literaturą, malarstwem czy muzyką. Robią to po to, by wypełnić swoje życie czymś sensownym i pożytecznym. Kiedy zaczynasz robić coś kreatywnego, zmieniasz tym samym swoje najbliższe otoczenie, swoją rzeczywistość.

Uwolnij Muzykę!: Zgodzisz się, że muzyka pochodząca z Islandii powstaje w bardzo naturalny sposób? Spotzkacie się w gronie przyjaciół, chwytacie za instrumenty i tworzycie coś magicznego. Nie zastanawiacie się nad komercyjnym aspektem muzyki.

Gunnar Örn Tynes: Tak muzyka jest najważniejsza. Kiedy byłem młody nawet przez głowę mi nie przeszło, że zjadę z zespołem cały świat. Robiliśmy to po prostu dla zabawy. I myślę, że jeśli robisz to dla zabawy, to odbija się to pozytywnie na twojej muzyce. Jeśli na siłę starasz się zaistnieć jako “kolejna wielka rzecz”, to nigdy nie osiągniesz sukcesu. Ludzie podświadomie wyczuwają szczerość w muzyce.

Uwolnij Muzykę!: Jakie są inne możliwości stojące przed młodym człowiekiem na Islandii, poza tworzeniem muzyki?

Gunnar Örn Tynes: O dziwo, mamy najwyższą liczbę osób, które zajmują się literaturą. Pomimo tego, że na Islandii mamy niewiele drzew, wydajemy co roku spore ilości książek.

Uwolnij Muzykę!: Wróćmy do zespołu. Wasz ostatni album “Sing Along To Song You Don’t Know” brzmi bardzo popowo. Takie było wasze założenie? Wiele osób porównywało waszą próbę z ostatnim albumem Sigur Rós, którzy również ograniczyli eksperymenty dźwiękowe na rzecz prostych i wyraźnych melodii.

Gunnar Örn Tynes: Oczywiście wszystko wyszło całkiem naturalnie. Podstawowym założeniem, w zasadzie rzadko mamy jakiekolwiek założenia, ale tym razem, kiedy napisaliśmy pierwszy utwór na płytę, pomyśleliśmy: co by było, gdybyśmy nagrali album z piosenkami, które można by było śpiewać przy ognisku? Nasze wcześniejsze płyty były bardziej eksperymentalne, czasem ciężko było w nich uchwycić jeden motyw przewodni. Chcieliśmy zrobić coś prostego. Ale oczywiście nasz kolejny album będzie zupełnie inny. Planujemy wydać solidny elektroniczny album, bliski naszej pierwszej płycie “Yesterday Was Dramatic – Today Is OK”. Nie wiemy czy tak będzie na pewno, nie zaczęliśmy jeszcze nagrań. Nasz wrześniowy koncert w Polsce będzie zamykał trasę promującą nasz ostatni album, później zamykamy się w studiu.

Uwolnij Muzykę!: Jakie było najdziwniejsze miejsce, w którym przyszło wam zagrać na ostatniej trasie?

Gunnar Örn Tynes: Prawdopodobnie był to koncert, który odbył się na pewnej małej wyspie u wybrzeży Holandii. Pogoda była fatalna, myśleliśmy, że łódź z naszym sprzętem zatonie. Niespodzianką był również występ w Mexico City. To niesamowicie ogromne miasto, zupełnie go nie ogarniam. Ludzie przyjęli nas bardzo ciepło.

Uwolnij Muzykę!: Słyszałem, że staracie się nagrywać albumy w różnych, niecodziennych miejscach. Jednym z nich była latarnia morska, zgadza się?

Gunnar Örn Tynes: Tak. Kiedy nie było nas stać na wynajęcie profesjonalnego studia, nagrywaliśmy czasem w zupełnie nieprzystosowanych do tego miejscach. Nasza przygoda z latarnią, o której wspomniałeś zaczęła się w 2002 roku. Znajduje się ona na wschodnim brzegu Islandii, na zupełnym odludziu. Na szczęście jest tam trochę prądu pozyskiwanego z wiatru. Za pierwszym razem spędziliśmy w niej 3 tygodnie. Miejsce to jest niezwykle intymne, wspaniale wpływa na proces tworzenia. Kiedy tylko rozpoczynamy prace nad nowym materiałem, zawsze do niego wracamy. Sama podróż bywa niezłą przygodą, czasem niebezpieczną. Żeby się do niej dostać, trzeba wynająć kuter rybacki. Kiedy nagrywaliśmy nasz drugi album “Finalny We Are No One”, w drodze powrotnej o mało nie straciliśmy całych efektów naszej pracy. Spotkała nas okropna burza i byliśmy bliscy roztrzaskania się o skały. Na szczęście taśmy z zarejestrowanym materiałem wyszły z tej akcji bez szwanku. To bardzo piękne miejsce. Próbujemy je nieco ożywić, opowiadamy o nim ludziom. Nie chcemy zrobić z niego centrum turystycznego, ale chcielibyśmy nakłonić innych muzyków do skorzystania z twórczego potencjału tego miejsca.

Uwolnij Muzykę!: Czy mógłbyś polecić naszym czytelnikom jakieś muzyczne nowości z Islandii?

Gunnar Örn Tynes: Bardzo polecam młody zespół Nolo, są niesamowici. W skład wchodzi troje muzyków, są naprawdę nieźli. Polecam też stronę gogoyoko.com, która stanowi rodzaj portalu społecznościowego, który jest jednocześnie sklepem muzycznym. Można w nim odsłuchać muzyki, a portal zapłaci zespołowi za każdy odsłuchany utwór. Strona współpracuje również z kilkoma organizacjami charytatywnymi. To stanowczo najlepszy sposób, by być na bieżąco z nową islandzką muzyką.

Uwolnij Muzykę!: Podobnie jak wy. To prawda, że część dochodu ze sprzedaży ostatniej płyty przekazaliście na cele charytatywne?

Gunnar Örn Tynes: Tak, dofinansowujemy interesującą inicjatywę o nazwie Refugees United. Wspiera ona emigrantów rozsianych po całym świecie. Jej założyciele stworzy bazę danych, dzięki której osoby odcięte od swojej rodziny, mogą tym sposobem łatwo ją odnaleźć.

Uwolnij Muzykę!: Czy tegoroczne problemy z wulkanem Eyjafjallajökull, który sparaliżował ruch lotniczy w całej Europie, wpłyną jakoś na codzienne życie na Islandii? Wyglądało to, jak wasz mały prywatny Armagedon.

Gunnar Örn Tynes: Oczywiście klęska dotknęła wielu farmerów mieszkających w okolicach wulkanu, ale największy problem dla naszych polityków, to sparaliżowany ruch turystyczny. Jednym z miejsc w którym pracuję nad muzyką to dom moich rodziców. Pamiętam noc, w której wulkan wybuchnął, graliśmy wtedy nowe utwory. To było piękne. Uwielbiam naturę w jej najczystszej postaci. Klęska żywiołowa jest zawsze wielką tragedią, ale jednocześnie pokazuje nam jak niewiele znaczymy i to jest w niej najpiękniejsze. Tak niewiele od nas zależy. To bardzo dobra lekcja. Wystarczył jeden wybuch i cała Europa została sparaliżowana.

Rozmawiał Marcin Bieniek

foto: Hörur Sveinsson (na zdjęciu Gunnar oko w oko z jedną, z 450 000 islandzkich owiec)

wyszperaj coś więcej ▼

Jesteśmy wielkimi fanami Polski ? wywiad z Gunnarem z zespołu mum

Na dwie godziny przed swoim występem na festiwalu Pohoda, w czasie kiedy na scenie rozgrzewał się Jose Gonzales, zespół mum znalazł chwilę czasu, by odpowiedzieć na kilka pytań. Gunnar Örn Tynes, założyciel formacji, opowiedział o przygotowaniach do zbliżającego się występu zespołu na festiwalu Sacrum/Profanum, a także życiu na Islandii, nagrywaniu płyt w latarni morskiej oraz o tym, jak bardzo inspirujący potrafi być wybuch wulkanu. Gunnar zaproponował żebyśmy opuścili backstage i przeszli się po rozległym i pustym polu lotniska. I tak prawie w samych ciemnościach, pod gwiazdami, wysłuchałem kilku ciekawych historii?

Uwolnij Muzykę!: Wkrótce zagracie w Polsce wyjątkowy koncert. Na otwarciu festiwalu Sacrum/Profanum pojawicie się na scenie w ciekawym towarzystwie. Możesz zdradzić nam więcej szczegółów?

Gunnar Örn Tynes: Zaprosiliśmy kilku naszych islandzkich przyjaciół, aby wystąpili z nami na scenie. Przyjadą z nami m.in. dziewczyny z zespołu Amina, Mugison oraz Benedikt Hermann Hermannson (Benni Hemm Hemm). Do tego towarzyszyć będzie nam orkiestra oraz chór, którzy dodazą naszym utworom nowego wymiaru. To wszystko wymaga specjalnych przygotowań, musimy przełożyć nasze utwory na partytury orkiestrowe, a to pochłania sporo czasu. Wspólnie z zaproszonymi gośćmi planujemy zrealizować kilka premierowych utworów. Organizatorzy zadbali o to, aby cały koncert odbył się z wielkim rozmachem.

Uwolnij Muzykę!: Macie w Polsce wielu fanów ?

Gunnar Örn Tynes: Tak! I sami jesteśmy wielkimi fanami Polski.

Uwolnij Muzykę!: Nasz kraj jest waszym stałym punktem koncertowym do 2002 roku. Od tamtego czasu graliście w Polsce kilkakrotnie (ostatnio na ubiegłorocznej edycji festiwalu Turon Nowa Muzyka). Co sprawia, że Polskę darzycie taką sympatią.

Gunnar Örn Tynes: Z pewnością świetna atmosfera, która towarzyszy naszym koncertom i coś specyficznego w ludziach, czego nie do końca potrafię nazwać. Myślę, że Polacy i Islandczycy są do siebie bardzo podobni ? tacy trochę dziwni, oryginalni, ceniący sobie niezależność. Nie jesteśmy przesadnie mili i wylewni jak na przykład Amerykanie – za to często mówimy bezpośrednio to, co myślimy.

Uwolnij Muzykę!: Porozmawiajmy o zespole. Macie za sobą długą historię, w trakcie której wasz skład uległ wielokrotnym przetasowaniom. Co sprawia, że zespół nadal trzyma się razem?

Gunnar Örn Tynes: Ciężko to jednoznacznie nazwać. Niezmienny tron zespołu stanowię ja oraz (). Ludzie przychodzą i odchodzą, to naturalna kolej rzeczy. Nie zastanawiamy się nad tym, tylko po prostu gramy i pracujemy nad zespołem, tworzymy muzykę i to jest dla nas najważniejsze. Rozstania ze wspomagającymi nas muzykami nigdy nie są dramatyczne, to w większości nasi bliscy przyjaciele. Ludzie czasem chcą odciąć się od grania koncertów, odpocząć i nie robimy im z tym żadnego problemu. Z drugiej strony jest to zdrowe dla rozwoju zespołu. Zmienność, ruch to podstawa rozwoju. Jeśli właściwie z niej skorzystasz, to wpływa to pozytywnie na proces tworzenia. Mum to przede wszystkim zgrany kolektyw. Wiele osób jest z nami od samego początku, tworzymy rodzinę.

Uwolnij Muzykę!: Wielu artystów pochodzących z Islandii, tłumacząc dlaczego zajęli się tworzeniem muzyki przyznaje, że jest to dla nich pewien rodzaj terapii, który pomaga poradzić sobie z islandzką rzeczywistością. Czy naprawdę jest tak ciężko?

Gunnar Örn Tynes: (śmiech) Ciężko to nie jest właściwe słowo. Islandia jest bardzo małym krajem, w porównaniu do polski drobnym. Nie da się ukryć, że życie w takim miejscu pozostawione same sobie jest nudne. Mamy tam tylko baseny, kilka kin i jedną kręgielnię. Dlatego tak wielu ludzi zajmuje się literaturą, malarstwem czy muzyką. Robią to po to, by wypełnić swoje życie czymś sensownym i pożytecznym. Kiedy zaczynasz robić coś kreatywnego zmieniasz tym samym swoje najbliższe otoczenie, swoją rzeczywistość.

Uwolnij Muzykę!: Zgodzisz się, że muzyka pochodząca z Islandii powstaje w bardzo naturalny sposób? Spotkacie się w gronie przyjaciół, chwytacie za instrumenty i tworzycie coś magicznego. Nie zastanawiacie się nad komercyjnym aspektem muzyki.

Gunnar Örn Tynes: Tak muzyka jest najważniejsza. Kiedy byłem młody nawet przez głowę mi nie przeszło, że zjadę z zespołem cały świat. Robiliśmy to po prostu dla zabawy. I myślę, że jeśli robisz to dla zabawy, to odbija się to pozytywnie na twojej muzyce. Jeśli na siłę starasz się zaistnieć jako ?kolejna wielka rzecz? to nigdy nie osiągniesz sukcesu. Ludzie podświadomie wyczuwają szczerość w muzyce.

Uwolnij Muzykę!: Jakie są inne możliwości stojące przed młodym człowiekiem na Islandii, poza tworzeniem muzyki?

Gunnar Örn Tynes: O dziwo mamy najwyższy wynik jeśli chodzi o osoby, które zajmują się literaturą. Pomimo tego, że na Islandii mamy niewiele drzew, wydajemy co roku spore ilości książek.

Uwolnij Muzykę!: Wróćmy do zespołu. Wasz ostatni album () brzmi bardzo popowo. Takie było wasze założenie? Wiele osób porównywało waszą próbę z ostatnim albumem Sigur-Ros, którzy również ograniczyli eksperymenty dźwiękowe na rzecz prostych i wyraźnych melodii.

Gunnar Örn Tynes: Oczywiście wszystko wyszło całkiem naturalnie. Podstawowym założeniem, w zasadzie rzadko mamy jakiekolwiek założenia, ale tym razem, kiedy napisaliśmy pierwszy utwór (Sing a son?)  pomyśleliśmy: co by było, gdybyśmy nagrali album z piosenkami, które można by było śpiewać przy ognisku? Nasze wcześniejsze płyty były bardziej eksperymentalne, czasem ciężko było w nich uchwycić jeden motyw przewodni. Ale oczywiście nasz kolejny album będzie zupełnie inny. Planujemy wydać solidny elektroniczny album, bliski naszej pierwszej płycie (). Nie wiemy jeszcze czy tak będzie na pewno, ponieważ nie jest on jeszcze gotowy. Nasz wrześniowy koncert w Polsce będzie ostatnim na trasie promującej ostatni album, później zabieramy się do nagrywania.

Uwolnij Muzykę!: Jakie było najdziwniejsze miejsce w który przyszło wam zagrać na ostatniej trasie?

Gunnar Örn Tynes: Prawdopodobnie był to koncert, który odbył się na pewnej małej wyspie u wybrzeży Holandii. Pogoda była fatalna, myśleliśmy, że łódź z naszym sprzętem zatonie. Niespodzianką był również występ w Mexico City. To niesamowicie ogromne miasto, zupełnie go nie ogarniam. Ludzie przyjęli nas bardzo ciepło.

Uwolnij Muzykę!: Słyszałem, że staracie się nagrywać albumy w różnych, niecodziennych miejscach. Jednym z nich była latarnia morska, zgadza się?

Gunnar Örn Tynes: Tak. Kiedy nie było nas stać na wynajęcie profesjonalnego studia, nagrywaliśmy czasem w zupełnie nieprzystosowanych do tego miejscach. Nasza przygoda z latarnią o której wspomniałeś zaczęła się w 2002 roku. Znajduje się ona na wschodnim brzegu Islandii, na zupełnym odludziu. Na szczęście jest tam trochę prądu pozyskiwanego z wiatru. Za pierwszym razem spędziliśmy w niej 3 tygodnie. Miejsce to jest niezwykle intymne, wspaniale wpływa na proces tworzenia. Kiedy tylko rozpoczynamy prace nad nowym materiałem, zawsze do niego wracamy. Sama podróż bywa niezłą przygodą, czasem niebezpieczną. Żeby się do niej dostać, trzeba wynająć kuter rybacki. Kiedy nagrywaliśmy nasz drugi album ?Finalny We Are No One?, w drodze powrotnej o mało nie straciliśmy całych efektów naszej pracy. Spotkała nas okropna burza i byliśmy bliscy roztrzaskania się o skały. Na szczęście taśmy z zarejestrowanym materiałem wyszły z tej akcji bez szwanku. To bardzo piękne miejsce. Próbujemy je nieco ożywić, opowiadamy o nim ludziom. Nie chcemy zrobić z niego centrum turystycznego, ale chcielibyśmy nakłonić innych muzyków do skorzystania z twórczego potencjału tego miejsca.

Uwolnij Muzykę!: Czy tegoroczne problemy z wulkanem Eyjafjallajökull, który sparaliżował ruch lotniczy w całej Europie, wpłyną jakoś na codzienne życie na Islandii? Wyglądało to jak wasz mały prywatny Armagedon.

Gunnar Örn Tynes: Oczywiście klęska dotknęła wielu farmerów mieszkających w okolicach wulkanu, ale największy problem dla naszych polityków, to sparaliżowany ruch turystyczny. Jednym z miejsc w którym pracuję nad muzyką to dom moich rodziców. Pamiętam noc w której wulkan wybuchnął, graliśmy wtedy nowe utwory. To było piękne. Uwielbiam naturę w jej najczystszej postaci. Klęska żywiołowa jest zawsze wielką tragedią, ale jednocześnie pokazuje nam jak niewiele znaczymy i to jest w niej najpiękniejsze. Tak niewiele od nas zależy. To bardzo dobra lekcja. Wystarczył jeden wybuch i cała Europa została sparaliżowana.

Uwolnij Muzykę!: Czy mógłbyś polecić naszym czytelnikom jakieś muzyczne nowości z Islandii?

Gunnar Örn Tynes: Bardzo polecam młody zespół Nolo, są niesamowici. W skład wchodzi troje muzyków, są naprawdę nieźli. Polecam też stronę gogoyoko.com, która stanowi rodzaj portalu społecznościowego, który jest jednocześnie sklepem muzycznym. Można w nim odsłuchać muzyki, a portal zapłaci zespołowi za każdy odsłuchany utwór. Strona współpracuje również z kilkoma organizacjami charytatywnymi. To stanowczo najlepszy sposób, by być na bieżąco z nową islandzką muzyką.

Uwolnij Muzykę!: Podobnie jak wy. To prawda, że część dochodu ze sprzedaży ostatniej płyty przekazaliście na cele charytatywne?

Gunnar Örn Tynes: Tak, dofinansowujemy interesującą inicjatywę o nazwie Refugees United. Wspiera ona emigrantów rozsianych po całym świecie. Jej założyciele stworzy bazę danych, dzięki której osoby odcięte od swojej rodziny, mogą tym sposobem łatwo ją odnaleźć.




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.