12.11.2010 09:32

Autor: Gosia

“Jedziecie Miśki”, czyli 65daysofstatic w Poznaniu

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


65dos-4.jpg “Jedziecie Miśki”, czyli 65daysofstatic w Poznaniu

O co chodzi z tym post rockiem?

O tym, że Poznań staje się polską stolicą post-rocka to już kiedyś tu pisaliśmy. I wiele w tym stwierdzeniu prawdy, bowiem ostatnimi czasy wszystkie najlpesze, post-rockowe koncerty odbywają się w stolicy Wielkopolski. Trochę szkoda, bo do Warszawy bliżej, a o Łodzi nawet nie wspominam bo niespełna 2 tygodnie temu na koncercie Doreny pojawiło się tam aż 12 osób. Ale czy naprawdę chcę narzekać na miejsce kiedy w pamięci mam nadal środowy koncert 65daysofstatic? Broń Boże! Wręcz przeciwnie. Cieszy mnie, że takie zespoły do nas przyjeżdżają!

Ale od początku. Ja 65daysofstatic widziałam po raz drugi. Pierwszy raz natknęłam się na nich kiedy supportowali The Cure 2 lata temu. Napisanie, że nie porwali mnie to mało. Teraz wydaje mi się, że jeszcze nie byłam na nich gotowa. Albo prościej, nie mogłam się doczekać głównej gwiazdy. W środowy wieczór w poznańskim klubie Blue Note było inaczej. To oni byli gwiazdą i to oni sprawili, że serce zabiło mi mocniej.

Jestem nowa w post-rocku, koncertów zespołów reprezentujących ten gatunek widziałam niewiele i może dlatego nadal bawi mnie to co dzieje się wówczas na scenie. Widzieliście kiedyś napad padaczki połączony z perfekcyjną grą na gitarze? Ja widziałam. To jest niesamowite. Wydaje mi się, że można by wyłączyć fonię, a nadal wiedziałabym co grają. To po prostu po nich widać. Czyż post-rock nie jest jednym z bardziej ekspresyjnych gatunków na świecie? 65daysofstatic nie są wyjątkiem, a rzucanie się po scenie z gitarą to nic w porównaniu z tym co działo się w Blue Note. Ekscentryczne tańce, tarzanie się po ziemi z basem, granie na nim pałeczką, stage-dive i (największy hit) stawianie sobie gitary na sztorc na brodzie, do tego z sympatycznymi historyjkami i słodkimi “dziekuje” pomiędzy. Ale to tylko wizja, a fonia? Panowie zaprezentowali nam całkowity przekrój przez swoją twórczość. I szatan i dyskoteka. Zaskakująco dobrze poszło im połączenie brzmień z pierwszych płyt z elektornicznym obliczem grupy. Tego wieczoru pojawiło się między innymi “Retreat! Retreat!”, rewelacyjny w wersji live “Radio Projector” a na koniec setu podstawowego 10-minutowy, dance’owy trans czyli “Tiger Girl”. I mimo, że setlisty przyklejone do sceny więcej nie przewidywały, gromkie oklaski i okrzyki “Jedziemy Miśki” wywołały zespół jeszcze na scenę. Całość złożyła się na soczyste 1,5 godziny. W dzisiejszych czasach to jak na koncert cała wieczność. Jednak nie dłużyła się tu ani sekunda. Takie koncerty jak ten, to ja lubię, no!

No i właśnie, o co chodzi z tym post-rockiem? Długo tego nie rozumiałam. Ale dzięki takim zespołom jak 65daysofstatic zaczynam to rozumieć. Emocje jakie płyną z tej muzyki przeszywają na wskroś. Zatem dziękuję 65daysofstatic bo to między innymi ich sprawka, że nad Wisłą rośnie kolejna fanka Post-rocka, która chce wierzyć, że ta muzyka jeszcze nie umarła!

Gosia Lewandowska




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.