12.07.2010 22:12

Autor: marcin

Wolność i muzyka – relacja z festiwalu Bažant Pohoda 2010

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów, Tylko u nas

Wykonawcy: | | | | | | | | | | | | | |


pohoda5.jpg Wolność i muzyka – Bažant Pohoda 2010

Organizatorzy tegorocznej 14 edycji największego słowackiego festiwalu muzycznego, pokazali, jak można stworzyć wielkie muzyczne widowisko i jednocześnie zadbać o swobodę jego uczestników.

Festiwal Bažant Pohoda odbył się w dniach 8-10 lipca, na lotnisku w Trenczynie, mieście położonym zaledwie 150 km od granicy z Polską. Miejsce to słynie z dwóch rzeczy – pierwszą z nich jest górujący nad miastem, 1000-letni zamek, który robi wrażenie już od opuszczenia dworca kolejowego, z kolei drugą niewątpliwą atrakcją, która rozsławiła miasto jest festiwal Pohoda, który co roku sprowadza tutaj ponad 30 tysięcy młodych ludzi z całej Europy.

Tegoroczna edycja odbyła się w cieniu tragicznych wydarzeń sprzed roku, kiedy to podczas niespodziewanej burzy, zawalił się jeden z koncertowych namiotów. W tym tragicznym wypadku zmarły dwie osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych. Wypadek zaważył nad przyszłością festiwalu, jednak organizatorzy, wsparci przez przyjaciół organizujących Festiwal Roskilde, który 10 lat temu musieli stawić czoła równie poważnej tragedii, zdecydowali się kontynuować imprezę.

Pierwszy dzień festiwalu został poświęcony ofiarom ubiegłorocznej tragedii. Ku ich pamięci Filharmonia z Koszyc wykonała “Requiem” Mozarta. Następnie swój koncert dała grupa The Stranglers. Muzycy zaserwowali zestaw swoich największych przebojów, z “Always The Sun” oraz “Walk On By” na czele. W miejscu, w którym stał zawalony namiot umieszczono instalację przypominającą motyle skrzydła oraz przez cały czas trwania imprezy palono znicze. Dodatkowo dookoła porozstawiano pianina dostępne dla uczestników, z których można było skorzystać o każdej porze dnia i nocy.

Organizatorzy, jak co roku, postawili przede wszystkim na dobre samopoczucie uczestników festiwalu. Teren imprezy, łącznie z polami namiotowymi, scenami, gastronomią i całą rzeszą pomniejszych namiotów z rozmaitymi atrakcjami stanowił jedną całość. Po przejściu przez bramki nikt już nie gonił za sprawdzaniem opasek, zawartości toreb itd. Podejrzewam, że jeśli kogoś poniosłaby fantazja mógłby rozbić namiot tuż obok głównej sceny, zostałby ewentualnie poproszony przez ochronę o przeniesienie namiotu nieco dalej. Poza koncertami, na terenie festiwalu odbywały się spotkania literackie, panele dyskusyjne a nawet slam poetycki (Słowacy naprawdę wiedzą na czym polega słowne szaleństwo). Podobnie jak na większości festiwali uruchomiono strefę dla dzieci oraz kino.

Mądrze wykorzystano możliwości sponsorów festiwalu. Tesco postawiło na terenie imprezy mini-supermarket, z kolei Garnier wybudowało prysznice przed którymi można było zdobyć darmowe kosmetyki. Ceny w gastronomii, która stawiała głównie na specjały kuchni austro-węgierskiej (brambory i mięcho w każdej postaci) oraz stoiskach z piwem nie powalały aż tak bardzo – zresztą kto tylko miał ochotę, mógł wnieść na teren festiwalu jakikolwiek produkt, byle nie był opakowany w szkło. Można by wymieniać tak dalej, pomysłowość organizatorów naprawdę zasługuje na pochwałę (namiot z Silent Disco – niesamowite przeżycie).

Festiwal w ogólnym rzucie przypomina mieszankę muzycznej strony festiwalu Open’er z klimatem i swobodą panującą na Przystanku Woodstock. Tegoroczna edycja nie doczekała się tak wyrazistych gwiazd, jak występujący w ubiegłych latach Pixies, Fatboy Slim czy The Hives. Organizatorzy skupili się na wykonawcach o mniejszej popularności, jednak zadbali o to, by były to propozycje aktualne i świeże. Niektóre zespoły pojawiły się na festiwalu, by zagrać swój zaległy koncert sprzed roku. Tak było w przypadku m.in. Klaxons, Does it Offend You, Yeah? oraz Maxa Romeo.

Piątkowy dzień na festiwalu rozpoczął się od znakomitego koncertu Wovenhand, którzy pomimo niesprzyjającej pory (grali w pełnym słońcu dla garstki festiwalowiczów) wypadli znakomicie. Nie wiem skąd pomysł, by tak klimatyczną muzykę ustawić na scenie o 14, kiedy słońce nie pozwala na wyjście z cienia, a co tutaj dopiero mówić o staniu pod sceną. Mimo tego grupa dała jeden z lepszych koncertów festiwalu. Dowodzący zespołem David Edwards, który ma w sobie coś z kowboja, mrocznego szamana i legendy rock’n'rolla, hipnotyzował swoim głosem i grą na gitarze. Ich “mroczne piosenki o Bogu” zabrzmiały mocno i psychodelicznie. Zespół stanowczo warty polecenia.

pohoda1.jpg Do mocniejszych punktów pierwszego dnia można zaliczyć koncert Klaxons, którzy zaprezentowali się na głównej scenie. Grupa koncertowała u nas już trzykrotnie, jednak jakoś nigdy nie mogłem załapać się na ich koncert. Z relacji znajomych wynikało, że zespół wypada na żywo raczej słabo. Nie wiem czy od czasu ich ubiegłorocznych występów grupa podszkoliła się w graniu koncertów, ale ich występ na Pohodzie można podsumować jak najbardziej na plus. Otrzymaliśmy zespół w pełni zgrany i interesujący. Oczywiście zdarzały się wpadki, gdzieś rozjechały się klawisze, gdzieś zabrakło gitary, ale generalnie muzycy dali radę. Nie przeszkadzało nawet to, że koncert oparto w większości o utwory z nowej płyty (koncert otwarli “Flashover”, w trakcie zabrzmiało też singlowe “Echoes”) . Jeśli na albumie wypadną równie dobrze, jak na żywo, to zapowiada się interesujące wydawnictwo.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Zespołem, który niepodzielnie zarządził w niebieskim namiocie sponsorowanym przez O2, byli Friendly Fires. Ich taneczna propozycja, mająca sobie sporo uroku i lekkości rodem lat 80, wypadła znakomicie. W przeciwieństwie do opisanego przez Gosię koncertu, który grupa dała na tegorocznym Selectorze, muzycy wypadli bardzo żywiołowo, co oczywiście udzieliło się publice. Nikt nie ustał w miejscu.

Tego samego dnia na festiwalowej scenie pojawił się Adam Green, młoda legenda nowojorskiej sceny indie, który pomimo zestawu zgrabnych rockowych piosenek, okazał się słabym frontmanem. Pomiędzy utworami próbował nawiązać kontakt z publiką, jednak jego pseudo hippisowski luz oraz teksty w stylu “Can I be your Ozzy?” to zbyt mało, by poruszyć tłum. Podobnie odczucia towarzyszyły koncertowi Iana Browna, który zjawił się z 6-osobowym składem. Chociaż cały występ wypadł poprawnie, to tak naprawdę Brown nie zaprezentował niczego nowego. Stare ograne pozy, mieszanie własnych utworów z klasykami Stone Roses, jakoś nie potrafiły mnie przekonać do tego, że Ian Brown 2010 jest nadal warty uwagi. Większość dobrej roboty na scenie odstawiał za niego zespół, zresztą przekonajcie się o tym sami. Jeśli chodzi o prawie-lokalnych reprezentantów to warto zwrócić uwagę na czeską formację Kazety, która w ciekawy sposób łączy mroczną elektronikę z gitarowym graniem.

Sobotę otwarłem koncertem Vivian Girls, które dały występ w Dobrej Krajinie – jednej z ciekawszych scen festiwalu. Zamknięta drewniana konstrukcja, otoczona wewnątrz lustrami oraz witrażami, przypominała futurystyczny kowbojski saloon. Zamknięte wnętrze przy 30-paro stopniowym upale po kilkunastu minutach stawało się nie do zniesienia, jednak nie przeszkadzało to co wytrwalszym w szaleństwie pod sceną. Vivan Girls spisały się znakomicie. Ich monotonne, shoegaze’owo-rock’n'rollowe utwory wprowadzały w trans, który w połączeniu z upałem, stwarzał niebezpieczną mieszankę, skutecznie ostudzaną przez festiwalowych wolontariuszy, którzy rozdawali wodę oraz wachlarze.

New Young Pony Club, którzy mieli zagrać o tej samej godzinie, stety-niestety spóźnili się na festiwal, przez co zostali zmuszeni, by zagrać o 3.30. Wróćmy jednak o kilka godzin wstecz. Tuż po koncercie dziewczyn z Brooklynu, na scenie Tesco pojawiła się Orchestra Baobab, afrykańska formacja, która idealnie wpasowała się w wieczorny klimat festiwalu, kiedy słońce powoli zachodziło za otaczające lotnisko góry. Muzyka tego kilkuosobowego kolektywu z Senegalu nadawała się do tego idealnie. Ich taneczne utwory, po prostu rozpływały się w gorącym festiwalowym powietrzu.

pohoda2.jpg Jedną z głównych gwiazd ostatniego dnia festiwalu byli powracający z nową płytą Scissor Sisters. Ich utwory niepodzielnie rządziły w festiwalowym namiocie opatrzonym nazwą “Taneczny Dom”, gdzie w rytm muzyki granej z taśmy lub na żywo, można było nauczyć się podstawowych kroków różnych stylów tanecznych. Popatrzcie, jak to wyglądało przy muzyce Scissor Sisters. Sam koncert, którego widziałem zaledwie początek, z pewnością spełnił oczekiwania wszystkich, którzy byli nastawieni na solidną dawkę tanecznej muzyki, z odrobiną scenicznego szaleństwa. W tym samym czasie udało mi się przeprowadzić rozmowę z Gunnarem z zespołu Múm, który opowiedział o szczegółach specjalnego występu który zespół da już we wrześniu na otwarcie festiwalu Sacrum/Profanum. Wywiad już wkrótce w naszym portalu. Zanim jednak Múm rozpoczęli swój występ, na scenie Tesco zabrzmiał Jose Gonzalez. Jego występ praktycznie niczym nie różnił się od tego, który muzyk dał w maju w Katowicach. Tradycyjnie Jose zakończył swój show trzema coverami, na które wszyscy czekali – “Heartbeats” The Knife, “Hand On Your Heart” Kylie Minogue oraz “Teardrop” Massie Attack.

pohoda4.jpg Niepodzielną gwiazdą pierwszego dnia, która ściągnęła na Pohodę sporą liczbę fanów z Polski, była grupa The xx. Niedawno opisywałem ich występ na festiwalu Primavera, który okazał się być jednym z ważniejszych momentów tej imprezy. Zespół w zaledwie rok po wydaniu debiutanckiej płyty, skutecznie rozszerza pole swojego działania. Ich koncert na festiwalu Pohoda pozbawiony był ciśnienia, które towarzyszyło muzykom w Barcelonie. Dzięki temu zespół pozwolił sobie na więcej swobody w odgrywaniu utworów, pojawiło się nawet kilka drobnych improwizacji. Wykonali prawie ten sam set, dokładając na początek oraz koniec, krótkie instrumentalne wstawki. Całość uzupełniły chińskie lampiony, które organizatorzy odpalali w trakcie całego koncertu. W połączeniu z mroczną muzyką zespołu, robiło to spore wrażenie. Jeśli The xx nagrają godnego następcę debiutu, to zapowiada nam się naprawdę wielki zespół.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Jednym z ostatnich koncertów festiwalu był występ grupy Múm, którzy oszczędzili słuchaczom swoich magicznych improwizacji i korzystając z ograniczonego czasu na scenie, skupili się wyłącznie na odegraniu materiału ze swojej ostatniej – najbardziej popowej płyty. Na początek zabrzmiało “Illuminated” dalej “Húllabbalabbalúú” oraz “Marmalade Fires”. Muzycy korzystając z bogatego zaplecza sprzętowego, pletli cudowne dźwięki, które o północy, pod czystym gwiaździstym niebem zabrzmiały znakomicie.

Festiwal zamykały występy Leftfield oraz Japandroids. Legenda muzyki elektronicznej wystąpiła tego lata jedynie na zaledwie czterech europejskich festiwalach, z których jednym był właśnie Pohoda. Muzycy wspomagani na scenie żywym zespołem, wokalistami oraz wizualizacjami zrobił naprawdę spore wrażenie. Japandroids wystąpili o 3 nad ranem w namiocie Dobra Krajina. Ich koncert przypominał solidny klubowy show. Brian King ustawiony na tle ściany wzmacniaczy, wysilał się za trzech – podobnie, jak współpracujący z nim David Prowse. Występ wypadł na tyle żywiołowo, że po jego zakończeniu jedynym słusznym kierunkiem było pole namiotowe. Kiedy wstawało słońce, z daleka dobiegały dźwięki spóźnionych New Young Pony Club, którzy dali ostatni festiwalowy koncert.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Podsumowując Pohoda Festival to bez wątpienia impreza, której możemy pozazdrościć Słowakom. Bez nadęcia i zbędnych starań o rangę “największego-festiwalu-w-Europie”, zorganizowali imprezę, która posiada swój oryginalny klimat, którego nie zastąpi żaden oficjalny tytuł. Do zobaczenia za rok!

Marcin Bieniek

zdjęcia: Klaxons – Jakubco, The xx – Filip Drabek, Mum – Kusnierikova




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.