31.08.2017 01:50

Autor: Kuba

Japandroids w Warszawie – relacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Japandroids w Warszawie – relacja z koncertu
Warszawa / 22.08.2017

Wieczór bez skrępowania i gitary ustawione na 11.

O muzyce Japandroids w tym roku stało się znów głośno za sprawą trzeciego albumu, “Near to the Wild Heart of Life”. Jak pisał mój redakcyjny kolega w swojej recenzji płyty Kanadyjczyków, zespół zaczął ewoluować w stronę Springteenowskiego ducha i folkowej duszy, ale w muzyce wciąż tkwi pierwiastek surowości i punkowej energii. Dlatego koncert w Hydrozagadce był doskonałym pretekstem do sprawdzenia, czy muzyka z najnowszego wydawnictwa duo broni się w swoim koncertowym wykonaniu.

Zanim przenieśliśmy się do gitarowego huraganu Japandroids, wieczór otworzyła lokalna formacja, Bastard Disco. Zespół ze świetnie przyjętym debiutanckim krążkiem, “Warsaw Wasted Youth”, i renomą koncertowego zwierzaka przynoszącego wiatry Waszyngtonu na swoich barkach wydawał się świetnym otwieraczem wieczoru. Niestety – same kompetencje na papierze nie wystarczyły. To było moje drugie podejście do koncertowego wydania grupy, ponieważ parę tygodni wcześniej nasłuchiwałem ich muzyki na katowickim OFFie. Tak jak w pełnym słońcu na głównej scenie festiwalu nie mieli wystarczająco mocy, tak w Hydrozagadce zdawali się być zbyt leniwi i niedokładni.

Świetnie wyprodukowane, duszne i miejscami przestrzenne granie znane z płyty w wydaniu koncertowym zostało podane w mało przejmującej formie. Choć w niektórych miejscach zespół zdawał się nabierać wiatru w żagle, jak przy najlepszym indeksie z płyty, “Mourning”, niczym sinusoida wracali do chaotycznego i mało wciągającego poziomu. A szkoda, bo zamiast rozpędzonej, ciężkiej i zbitej maszyny dostaliśmy dźwiękowy skuterek ledwie dobijający do limitu prędkości. Niemniej jednak, pójdę za słowem porzekadła, że do trzech razy sztuka i następnym razem chciałbym zobaczyć zespół godny swojej solidnej płyty.

Kilkanaście minut i jedną ścianę gitarowych wzmacniaczy później, Brian King i David Prowse w świetle stroboskopów złapali swoje instrumenty i rozpętali szaleństwo, zaczynając od tytułowego numeru z ostatniej płyty. Choć materiał z “Near to the Wild Heart of Life” przeważał, nie było to koniecznie coś złego, gdyż wiele utworów zdołało zyskać w moich oczach dzięki ich koncertowym wersjom. “Arc of Bar” swoim motywem syntezatorowym świetnie uzupełnił i zbalansował intensywność utworu, “North East South West” w wersji elektrycznej zakręcił do tańca, a “Midnight to Morning” zabrzmiał niczym najbardziej pozytywny college rockowy hymn młodości. Oczywiście, nie zabrakło też evergreenów z dwóch poprzednich wydawnictw – “The Nights of Wine and Roses”, “Younger Us”, “The House That Heaven Built” czy “Young Hearts Spark Fire” wzbudziły emocje i poruszyły do szaleństwa. Te utwory są wręcz stworzone do grania na żywo – wszelkie wokalizy i chóralnie wyśpiewywane hasła były niczym miód na uszy i pozwalały stać się częścią koncertowej wspólnoty.

Co najważniejsze, sam zespół wydawał się być w stanie euforii przez cały koncert, bawiąc się, uśmiechając i reagując na wszystko, co działo się pod sceną. Wspominali swój koncert sprzed pięciu lat w Hydrozagadce, dziękowali swojemu technicznemu, który uratował skórę Kingowi w trakcie jednego utworu, kiedy gitara nagle rozstroiła się w kulminacyjnym momencie, wspominając przy okazji, że ów techniczny ma polskie korzenie i jak bardzo był szczęśliwy, że trafił do nadwiślańskiego kraju po raz pierwszy w życiu. King i Prowse zdawali się mieć stały kontakt ze swoimi widzami i czuć było, że wkładają w ten koncert całą energię. Może to był tylko kolejny przystanek na trasie, ale nie dali przynajmniej powodu, by myśleć, że robią to od niechcenia.

Chociaż ostatnie wcielenie grupy podchodzi mi najmniej, w koncertowej wersji Japandroids wciąż oddają się ochoczo nieskrępowanej zabawie, antemicznym zaśpiewom i tonie wylanego potu. Na szczęście, Kanadyjczycy wciąż celebrują rocka (ohoho, pun intended), a nie dziadzieją, dzięki czemu warszawski koncert pozwolił zgromadzonym choć na moment wyzwolić się z życia w ten wtorkowy wieczór. Tym razem jednak liczę na ponowną łączność na linii Kanada – Polska trochę szybciej. Pięć lat to zdecydowanie zbyt wiele.

Jinkuya Warsaw! That was rad. TONIGHT: MUNICH with @atdimusic!!!

A post shared by @japandroids on

Kuba Serafin




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.