27.11.2009 22:49

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Japandroids – “Post-Nothing”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


japandroids-post-nothing1.jpg Japandroids – “Post-Nothing”
Polyvinyl Records/2009

Zawsze miałem słabość do punka i dwuosobowych zespołów. Tak się składa, że Japandroids to zarówno jedno, jak i drugie.

Nie wiem co takiego jest w duetach, że potrafią robić kawał świetnej muzyki. Daję słowo, gdyby Japandroids miało jednego członka więcej, to już nie byłoby to samo. Może to dlatego, że taka ilość osób wymusza znacznie silniejszą ekspresję, a także z miejsca usprawiedliwia prostotę. W każdym razie, formuła ta w przypadku Kanadyjczyków znów świetnie się sprawdziła.

Haczyk polega na tym, że prostota jest pozorna. Pod płaszczem tej post-punkowej łupaniny skrywa się imponująca erudycja muzyczna, dostrzegalna praktycznie w każdej piosence na “Post-Nothing”. Otwierające album “The Boys Are Leaving Town” wydaje się ot, takim nieskomplikowanym kawałkiem. Ale gdy pogrzebać głębiej, okaże się, że piosenka, rozpoczynająca się niemal identycznie jak “Rock’n'Roll Queen” The Subways, zawiera w sobie mnóstwo shoegaze’owego pyłu, a założę się, że sam tytuł odnosi się do “The Boys Are Back In Town” Thin Lizzy. “Heart Sweats” i “Crazy Forever” to takie Smashing Pumpkins, a “Rockers East Vancouver” z kolei, kojarzy się z brytyjską indie-rockową przebojowością.

Może Brian King (gitara) i David Prowse (perkusja) nie poznali się w najbardziej garażowo-rockowy ze sposobów, bowiem nastąpiło to, gdy jeden studiował nauki przyrodnicze, a drugi antropologię, ale ich twórczość rozsadza fantastyczna energia i aż lepi się ona od garażowego brudu. Umiejętności wokalne tej dwójki nie należą do najwyższych, ale nie ma to żadnego znaczenia. Na “Post-Nothing” czuć zatracenie i szaleństwo w stylu At the Drive-In, które buduje m.in. wspomniany, bardzo ekspresywny, zaangażowany i lekko fałszujący śpiew obu muzyków – notabene to kolejna wspólna cecha Japandroids z twórcami kultowego “Relationship of Command”.

“Post-Nothing” to najlepszy punkowo-garażowy album, jaki słyszałem w tym roku. Energia, prostota i pasja dająca o sobie znać w każdej sekundzie tego krążka – tak powinno wyglądać prawdziwe brudne, gitarowe granie.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 8,14 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.