28.02.2011 08:58

Autor: ania

James Blake – “James Blake”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


james-blake-james-blake.jpg James Blake – “James Blake”
Atlas/2011

Wbrew oczekiwaniom.

O  Blake’u zrobiło się głośno już w zeszłym roku, za sprawą gorąco przyjętych EP-ek. Przyklejono mu  stworzoną naprędce etykietkę “post-dubstep”, którą artysta zrywa dość zdecydowanym ruchem, jakim okazał się jego debiut długogrający.

Ten album to rezygnacja z pociętych sampli wokalnych, na rzecz własnego śpiewu, który odgrywa tu ważną, jeżeli nie najważniejszą, rolę. Nieco zawodząca estetyka, jaką posługuje się muzyk, na myśl przywodzi Anthony’ego Hegarty’ego. Natomiast zupełnie niepotrzebny wydaje mi się zabieg z użyciem autotune. Choć z początku może wydawać się to intrygujące, to po chwili po prostu zaczyna drażnić i męczyć. Blake ma na tyle ciekawy głos, że można było sobie spokojnie odpuścić tego typu sztuczki.

Warstwa muzyczna tej płyty utrzymana jest w duchu minimalistycznym, opiera się głównie na dźwiękach pianina dość skromnie wspieranego przez elektronikę. Momentami może zachwycić, jak w przypadku “I Never Learnt To Share”, który stopniowo zwiększając napięcie, prowadzi do syntezatorowej kulminacji. Czasem dają o sobie znać dubstepowe korzenie, czego najlepszym przykładem jest singlowe “Limit To Your Love”. Muzyka najczęściej jednak stanowi jedynie tło dla śpiewu. Często wykorzystywanym zabiegiem jest granie ciszą, które wraz z pozostałymi elementami, tworzy specyficzną, pełną intymności atmosferę. Tu pojawia się jednak pewien problem- bo zamiast oszczędnym i minimalistycznym, można ten album równie dobrze nazwać po prostu nudnym. To już jest chyba jednak kwestia oczekiwań- ci, którzy spodziewali się kontynuacji tego, co znali z EP-ek faktycznie mogą czuć się zawiedzeni.

Mówiąc jednak o kontynuacji warto być może wziąć pod uwagę to, że materiał powstał jeszcze przed EP-kami “CMYK” i “Klavierverke”. To na pewno nieco zmienia spojrzenie na ten debiut. Ciężko w takim wypadku mówić o jakimś kroku w przód, bądź w tył. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że nagrania dostajemy dopiero teraz, Blake wiedział jak wysokie są oczekiwania wobec niego, w związku z czym na pewno nie wypuściłby nagrań, które nie zostały odpowiednio dopracowane i doprowadzone do satysfakcjonującego go poziomu. Skoro więc nie jest to ani regres, ani posunięcie w przód, to co? W przypadku Jamesa jest to raczej dość zgrabne umknięcie w bok.

“James Blake” być może nie jest albumem, który powala na kolana. Warto raczej na to spojrzeć, jak na swego rodzaju zaskakujący eksperyment, a samego artystę zapamiętać i poczekać na jego kolejne słowo.

Anna Wojciechowska

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (16 głosów, średnio: 6,00 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.