18.06.2013 07:50

Autor: Kasia Wojtasik

Jak dużo gitar możesz znieść?

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | | | | |


Jak dużo gitar możesz znieść?
4-5.06.2013/Warszawa

Dwa dni Impact Festival w telegraficznym skrócie.

Trudno nie pokusić się o stwierdzenie, że największą gwiazdą polskich festiwali jest… deszcz. Podobnie było i tym razem, kiedy 4 czerwca w strugach wody zmierzałam na warszawskie Bemowo. Pierwszy dzień Impact Festivalu należał do artystów i miłośników ciężkiego grania – na scenie zaprezentowali się: Love and Death, Ghost BC, Airbourn, Mastodon, Slayer, Behemoth, Korn i Rammstein. Niesprzyjająca pogoda nieco pokrzyżowała plany, metalowe kapele zbierały oklaski w deszczu. Wieńczący wieczór Rammstein ognistym, pełnym pirotechnicznych akcentów show przegonił deszczowe chmury.

Drugiego dnia sceneria lotniska trochę się zmieniła. Główny punkt line-upu, 30 Seconds to Mars, przyciągnął rzesze młodszych fanów (a precyzując: fanek), w długiej kolejce oczekujących na zorganizowane spotkanie z Jaredem. Zanim jednak wokalista podpisał płyty, a zespół rozpoczął swoje show, publiczność miała przed sobą kilka godzin całkiem dobrej muzyki.

Na rozgrzewkę warszawskie NOKO i włoskie Negramaro. Tuż po nich Asking Alexandria i IAMX, po raz kolejny nad Wisłą. Zadziwiająco niska była frekwencja, zwłaszcza podczas bardzo dobrego występu Cornera i spółki. IAMX zaczął od starego “Kiss and Swallow”, ale koncert zdominowały utwory z ostatnich płyt (niemieckojęzyczne chórki przy “I Come With Knives” mistrzowskie).

Newsted zebrał małą, aczkolwiek zaangażowaną publiczność. Kiedy kończyli występ, pod główną sceną tłum nawoływał już Paramore. Publiczność wyposażona w przygotowane przez siebie logo zespołu pomagała rudowłosej Hayley śpiewać całkiem spore fragmenty piosenek. Z resztą, niezwykle energiczna wokalistka, pochłonięta spontanicznym tańcem chwilami zaniedbywała mikrofon na rzecz biegania po scenie. Nie tylko ona. Paramore sami świetnie bawili się na scenie, zarażają zebranych. Zabrzmiało sporo utworów z nowej płyty, z której – jak podkreślała Hayley, są szczególnie zadowoleni.

Gdy skończyli, przy sąsiedniej scenie oczekiwano na występ Stereophonics. To miał być ich pierwszy występ w Polsce, spodziewałam się więc tłumów. Pod sceną zgromadziła się publiczność, raczej bez logo 30STM na koszulkach. Pozostali najprawdopodobniej jeszcze oklaskiwali Paramore albo domagali się bisu. No i zaczęło się. We’re Stereophonics from Great Britain – lakonicznie przywitał tłum Kelly, a za chwilę popłynęły pierwsze dźwięki “A Thousands Trees” z ich debiutanckiej płyty. Na liście znalazły się jeszcze m.in. “Grafitii On the Train”, “Indian Summer”, “Mr. Writer” i gdzieś w środku “Maybe Tommorow”, wyśpiewane z chóralnym udziałem publiczności. Na zakończenie – chyba nie mogło być inaczej – zabrzmiała “Dakota”. Występ Stereophonics, zwłaszcza w porównaniu do gwiazdy tamtego wieczoru, która zagrać miała zaraz po nich, był nad wyraz konkretny. Kelly Jones nie próbował ująć publiki anegdotkami, żartami, nie silił się na polskie słowa. Po prostu grał, razem z resztą bandu. Bez fajerwerków w tle, na małej scenie, bez spektakularnych świateł i częściowo w deszczu. Skromnie zaaranżowany, konkretny koncert.

Chwilę po występie walijskiej grupy pod sceną główną rozległ się wręcz histeryczny ryk fanów czekających na 30 Second to Mars. Ci zaczęli z pompą, ukrywając się za półprzezroczystą kurtyną, stopniowali napięcie przy dźwiękach “Birth”. Ruszyło wielkie, dobrze wyreżyserowane widowisko, pełne atrakcji i wyznań miłości płynących z obu stron. Fani sprawiali wrażenie zadowolonych (czemu wyraz dawały burze oklasków i podsceniczny pisk), nie-fani raczej zaintrygowanych rozmachem show.

Katarzyna Wojtasik




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.