14.09.2010 10:22

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Indigo Tree – “Blanik”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Print Indigo Tree – “Blanik”
Antena Krzyku/2010

Najpiękniejsze powitanie jesieni, jakie można sobie tylko wymarzyć.

Filip Zawada i Peve Lety, swoim debiutanckim albumem “Lullabies of Love And Death”, zgotowali w ubiegłym roku nie lada niespodziankę. Materiał zebrany na krążku, bez żadnych kompleksów podejmował dialog z brzmieniem alternatywnych grup zza oceanu. Oszczędność formy i przepełniony podskórnymi emocjami klimat, zapewniły im dobry start na krajowej scenie. Jednak nikt nie był przygotowany na to, co muzycy pokazali na “Blanik”.

Zespół zrzucił z siebie skromność debiutantów i śmiało ruszył do przodu, tworząc płytę imponującą rozmachem, pomysłami i świeżością. To jest światowa ekstraklasa, na Pitch4ku dostaliby z miejsca łatkę Best New Music. Zacznijmy nietradycyjnie od końca, zwracając uwagę na produkcję płyty, za którą odpowiedzialny jest Michał Kupicz. Już  sam fakt stania się oficjalnym, trzecim członkiem zespołu, pokazuje, jak duży był wpływ Kupicza na powstanie “Blanik”. Płytę wypełnia surowe, bardzo wyraziste brzmienie, w którym nawet najcichszy szmer jest zamierzony. Otwierające płytę “nswe” robi wielkie wrażenie ze względu na duszne gitary i ciężkie, rytualne bębny. Tych piosenek należy słuchać głośno, nie z powodu specyficznej hałaśliwości basu i gitary elektrycznej – choć dlatego również – lecz po to, aby docenić, jak fantastycznie zostały one wyprodukowane.

Wspomniałem o hałaśliwości. Nie jest to ów rozpraszający jazgot, stający się niejednokrotnie głośnym manifestem. Wręcz przeciwnie, każdej z dziesięciu napisanych przez trio piosenek towarzyszy atmosfera skupienia, muzycy bardzo precyzyjnie wyrażają to, co mają do powiedzenia. Niezwykłe, jak przy tak szerokim wachlarzu emocji Zawada, Lety i Kupicz potrafili doskonale zdyscyplinować każdy dźwięk. Trudno zaszufladkować jakikolwiek numer na “Blanik”. W “consolationstreet” znajdziemy zarówno pędzący bas, chórki, jak i oszczędną melodię gitarową. Piosenka ma w sobie coś z ballady, ale z drugiej strony towarzyszy jej dziwna energia i migotliwość.

Szkoda byłoby pominąć jakikolwiek detal tego misternie skomponowanego dzieła, dlatego chcę napisać jeszcze kilka słów o tekstach. Każdy z nich stanowi samodzielną opowieść, znakomicie wpasowującą się w nieco filmową atmosferę całości. Po raz pierwszy od bardzo dawna żałuję, że do płyty nie została dołączana książeczka ze słowami utworów, bowiem dawno nie słuchałem takiego połączenia marzycielstwa z bardzo subtelnymi, ulotnymi emocjami, które nie mają nic wspólnego z rockowym patosem. Integralność albumu urzeka słuchacza od początku do końca, ani przez chwilę nie ma się ochoty przeskoczyć do następnego utworu.

“iwishweturnedintotrees” to piękne, podszyte tęsknotą zakończenie płyty, które opiera się na surowej melodii, którą wieńczą rozedrgane sprzężenia. Kiedy już jesteśmy pewni, że zostaniemy na końcu potraktowani wyłącznie pasażem przesterowanego harmidru, niespodziewanie wchodzą pocięte wokale. Jest niebanalnie i zjawiskowo. Takich płyt, takich zakończeń i takich wykonawców życzmy polskiej scenie jak najwięcej. Wielkie brawa.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (36 głosów, średnio: 8,03 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.